Powołanie i miłość

Powołanie i miłość

Życie wymaga od nas ciągłego dokonywania wyborów. Czasami nie są to łatwe wybory. Sokrates kiedyś powiedział: “Jakkolwiek postąpisz, będziesz żałował.” To jest nie do końca prawdą. Po prostu na wszystko można spojrzeć z różnych stron, więc znajdą się zarówno pozytywne jak i negatywne aspekty wyboru. Tak samo było w moim przypadku. Pozytywne aspekty bycia zakonnicą…? Coś się znajdzie…No ale od początku.

Urodziłam się w małej wsi i miałam tam wspaniałe dzieciństwo wypełnione bieganiem po lesie i skakaniem po kałużach. Tak, życie na wsi ma wiele pozytywów. Z racji tego, że jest to mała społeczność, to wszyscy się znają między sobą i można to nazwać pewnym rodzajem przyjaźni. Niestety skutkiem tego, że jest to taka mała społeczność jest to, że informacje bardzo szybko się rozchodzą. Zarówno te prawdziwe jak i zwykłe plotki. Jak już mówiłam, wszystko ma te pozytywne i negatywne aspekty, a to był zdecydowanie negatywny aspekt życia na wsi. Mnie tam nigdy nie obchodziło życie innych, ale najwidoczniej moje było bardzo ciekawe, bo swego czasu byłam na ustach wszystkich. Stało się to wtedy, gdy postanowiłam wstąpić do zakonu Małych Sióstr Jezusa. W sumie ich nie obchodziło jaki zakon, ale w ogóle zakon. Toż to sensacja przecież. Tak, w wieku osiemnastu lat, zaraz po ukończeniu liceum postanowiłam wstąpić do zakonu. Myślałam o tym przez całą trzecią klasę i w końcu się zdecydowałam. No więc wstąpiłam tam zaraz po maturze. Na początku mieszkałam tam jakiś czas przebywając z innymi siostrami i spędzając czas na modlitwie i pracy. Po jakimś czasie zaczęłam przyjeżdżać do domu w odwiedziny. Wszystkich interesował mój niebieski habit… To w sumie przez niego, albo dzięki niemu, moje życie zaczęło się toczyć nieco inaczej. 

Pewnego dnia, będąc u rodziców poszłam do sklepu niedaleko nas. Gdy tam weszłam od razu zauważyłam chłopaka przy ladzie, właśnie płacił za zakupy. Ciężko byłoby go nie zauważyć, bo był wysokim i dosyć postawnym blondynem. Nigdy wcześniej go tu nie widziałam. No ale nic, zabrałam co miałam wziąć, zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Tam na zewnątrz stał on i wyglądało na to, że czekał na mnie. Od razu podszedł do mnie i zapytał, czy może pomóc mi nieść zakupy. Zdziwiłam się nieco, bo większość ludzi unika zakonnic, a ten się aż garnął. No cóż, powiedziałam mu, że sobie poradzę, ale on nalegał, więc ustąpiłam. Gdy tak szliśmy to nawiązała się miła rozmowa i okazało się, że niedawno tu się przeprowadził z miasta i nazywa się Piotrek. Kupił  domek pod lasem. Przed moim wyjazdem widzieliśmy się jeszcze raz, gdy jechał rowerem a ja szłam na spacer, to chwilę się ze mną przeszedł. Wróciłam do wspólnoty i ponownie oddałam się modlitwie. A to nie było takie proste, gdy po głowie ciągle chodził mi on. Bardzo chciałam znowu jechać do rodziców, aby znów go spotkać. Jednak to nie było takie proste, byłam w czasie postulatu dopiero.

Po trzech miesiącach udało mi się przyjechać do wioski. Niesamowicie się ucieszyłam, gdy go zobaczyłam. wyglądało na to, że on też. I tak jakoś wyszło, że zaczęliśmy się potajemnie spotykać. Ludzie nie mogli nas widzieć, bo by za dużo gadali. Podczas jednego z tych spotkań, zgrzeszyliśmy… Oj, nagrzeszyliśmy :p Wyznał mi, że jak tylko mnie zobaczył to się zakochał. Tak, zakochał się w zakonnicy. W sumie nie do końca byłam zakonnicą, bo ślubów jeszcze nie złożyłam. Ja musiałam sobie to wszystko przemyśleć, bo zaczęło mi się komplikować życie. Wróciłam do zakonu i znów się modliłam. Bałam się iść do spowiedzi, a ciągle myślałam o Piotrku. To było dla mnie nie do wytrzymania. Podjęłam kolejną decyzję mojego życia. Postanowiłam odejść z zakonu. Chciałam być z Piotrkiem. Gdy wróciłam do wioski już nie w habicie i stanęłam przed drzwiami Piotrka, to gdy mnie zobaczył i zorientował się o co chodzi, porwał mnie w ramiona i wycałował. Byliśmy szczęśliwi. Natomiast ludzie nie poskąpili swych uwag i wielce interesujących mnie opinii na ten temat. Z Piotrka się śmiali, że uwiódł zakonnicę. Poszły też plotki, że jestem z nim w ciąży i dlatego wystąpiłam z zakonu. Ale tak to jest, ludzie zawsze gadają. Nie zrozumieją tego, że właśnie odrzuciłam powołanie i wybrałam miłość. 

Z Piotrkiem wzięliśmy ślub po roku i teraz faktycznie staramy się o dziecko. Ludzie już przestali gadać, ale co poniektórzy nadal patrzą na nas krzywym wzrokiem. Ale co my zrobiliśmy złego? Po prostu jesteśmy szczęśliwi… Dokonałam wyboru i jestem z niego zadowolona.