Erotyczna majówka

Erotyczna majówka

Za nami majówkowe szaleństwo. Każdy będzie miał swoje wspomnienia z tego długiego weekendu, ale ja bardzo chętnie podzielę się swoimi. Będzie to historia pełna szczęścia i miłości przeplatana namiętnością. 

Wraz z moim ukochanym chłopakiem postanowiliśmy zrobić jakiś wypad w długi weekend. Była zażarta dyskusja o to, czy naszym celem będzie morze czy będą to góry, ale w końcu stanęło na górach. Stwierdziłam, że nie będę sobie psuć krwi jakąś kłótnią o wyjazd, więc niech będą góry. Znaleźliśmy tani nocleg i wyruszyliśmy już w piątek wieczorem. Wpakowaliśmy się na dzień dobry w korek, bo jakiś wypadek był. To nie nastroiło nas dobrze i cała reszta drogi była przebyta w markotnym nastroju. Gdy dojechaliśmy do naszego pensjonatu humory się już nieco polepszyły. Na całe szczęście nasz pokój miał własną łazienkę, więc od razu poszłam wziąć prysznic. A żeby mój luby nie musiał tam siedzieć sam i czekać na mnie, to zaprosiłam go do łazienki.

Czytaj też: Ta jedna noc

Lubię, gdy on pomaga mi się rozbierać. Ba! Lubię, gdy on mnie rozbiera. A skoro już tam był, to mógł mi też pomóc się umyć. Wciągnęłam go pod prysznic i zaczęłam namiętnie całować. O nie, nie opierał się… Włączyłam prysznic i oblał nas strumień ciepłej wody. Jego dłonie ślizgały się po moim ciele muskając piersi, talię i pośladki. Woda moczyła nasze ciała, a my coraz bardziej zatracaliśmy się w nich. Korzystając, że nasz prysznic był dosyć przestronny i miał matę antypoślizgową postanowiliśmy dać upust naszej namiętności. Mariusz wziął mnie na ręce i oparł o ścianę, a ja ręką nadałam kierunek jego interesom… nigdy wcześniej nie kochaliśmy się pod prysznicem, bo w domu nie mamy takich warunków i powiem wam, że jest to niezwykłe doświadczenie. Może mało ekologiczne, ale raz na jakiś czas… To uczucie, gdy woda spływa po waszych nagich, rozgrzanych ciałach… Potem wróciliśmy do łóżka odpocząć, ale tak naprawdę odpoczęliśmy dopiero po drugiej nad ranem. 

Następnego dnia postanowiliśmy nieco pochodzić po górach. Wyruszyliśmy zaraz po śniadaniu. Wzięliśmy ze sobą koc i prowiant, aby prowizoryczny obiad zjeść w trasie, gdzieś na trawie. Pięliśmy się w górę szlakiem turystycznym, ale po jakimś czasie zaczął nam doskwierać tłok. Potrzebowaliśmy odpocząć od tych wszystkich ludzi i zagłębiliśmy się w las. Tak, może to trochę nierozsądne, ale o takich rzeczach myśli się później… brnąc przez las doszliśmy do polanki. Promienie słońca niesamowicie przebijały się przez korony drzew opadając wprost na tę polankę. Uznaliśmy to za idealne miejsce na odpoczynek i nasz zimny obiad. Zjedliśmy, posprzątaliśmy wszystko do torby i odpoczywaliśmy na kocu. Leżeliśmy w ciszy i kontemplowaliśmy widoki.

Czytaj też: Księżycowa noc

Po jakimś czasie Mariuszowi chyba znudziły się widoki, bo zaczął mnie zaczepiać. Jakimś kwiatkiem zaczął miziać mnie po szyi i zjeżdżał coraz niżej… Podobało mi się to. Nie potrafiłam się mu oprzeć i zaczęliśmy kontemplować przyrodę w nieco inny sposób. Mariusz z łatwością pozbawił mnie ubrań i rzeczowo przeszedł do sedna sprawy. Kochaliśmy się przy akompaniamencie ćwierkania ptaszków w promieniach słońca. Kolejne nowe doświadczenie, bo mieszkając w mieście nie mamy takich możliwości. 

W takich pięknych okolicznościach minęła nam majówka. to był nasz najwspanialszy wypad w tym roku i mam nadzieję, że będzie takich więcej. Wam też życzę takich wypadów z ukochanymi, bo warto mieć do czego wracać. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+