Erotyczna rocznica

Erotyczna rocznica

Dokładnie tydzień temu, w piątek, miałam wraz z mężem rocznicę ślubu. Muszę zaznaczyć, że mój mąż Bartek nie jest w żadnym stopniu romantykiem. Twardo stąpa po ziemi. Nie liczyłam nawet na to, że będzie pamiętał o naszej rocznicy. Muszę przyznać, że mnie zaskoczył. Jestem tak zadowolona z tej rocznicy, że po prostu muszę się nią pochwalić. Kto wie, czy taka jeszcze kiedyś się zdarzy…

Dzień zaczął się jak co dzień. On wychodzi wcześniej do pracy, wstaje o szóstej, więc ja nadal leżę, bo ja wstaję o siódmej. Wtedy się obudziłam, ale udawałam, że śpię. Nie wiem na co liczyłam. Na kwiatek pozostawiony na szafce, karteczkę z miłym słowem… W każdym razie się przeliczyłam. Wyszedł do pracy i nie zostawił nic. A nawet zjadł ostatni jogurt… Nie powiem, rozczarowałam się. Zawsze się nastawię na coś, a wychodzi jak zwykle. Zjadłam byle co i wyszłam w złym humorze do pracy.

Czytaj też: Namiętny piknik

Jestem nauczycielką w pobliskim gimnazjum, więc tego dnia dzieci miały, kolokwialnie mówiąc, przerąbane. Tak to jest, że jak z rana zepsuje się humor, to potem wszystko cię frustruje i wyżywasz się na osobach postronnych. Gdybym nie znała tych dzieci, powiedziałabym, że im współczuję… No ale trudno, przeżyłam ten dzień i wróciłam do domu. Było jakoś przed szesnastą. Zmęczona po całym dniu. W domu zastałam Bartka z bukietem czerwonych róż dla mnie. Ucieszyłam się niesamowicie. Już myślałam, że zapomniał. Pocałował mnie namiętnie i powiedział, że mam godzinę, aby się wyszykować, bo zabiera mnie na kolację. Nie wierzyłam własnym uszom. Szczerze mówiąc, kwiaty by mi wystarczyły, bo mi bardziej o pamięć chodziło niż o prezent, ale przecież nie odmówię…

I nareszcie miałam okazję by ubrać moją nową sukienkę, która zauroczyła mnie na wyprzedaży. Wzięłam szybki prysznic, umalowałam się, ubrałam i byłam gotowa na wieczór. Wzięliśmy taksówkę. Pojechaliśmy do naszej ulubionej restauracji, którą zaniedbaliśmy ostatnimi czasy. Mieliśmy zarezerwowany stolik w kącie, z dala od ludzi. Pyszne jedzenie, wspaniałe wino i mój mężczyzna. To było wszystko czego mi było trzeba tego dnia :) Nie wiedziałem, że to jeszcze nie koniec. Wróciliśmy do domu po dwudziestej. Wino płynęło w naszych żyłach i szumiało trochę w głowie. Zrzuciłam szpilki i położyłam się na łóżku, bo nogi mi odpadały. Poczułam jak Bartek mnie smyra. Muska dłonią moją szyje, ramiona, nogi. To było tak przyjemne, że myślałam, że zaraz zasnę. Jednak on nie pozwolił mi zasnąć. Zaczął mnie całować jednocześnie szukając zamka do odpięcia sukienki. Zdjął ze mnie sukienkę, następnie rajstopy i na tym poprzestał. Teraz czekała mnie kolejna atrakcja wieczoru.

Czytaj też: Seksowny Dzień Kobiet

Mój mąż zaczął robić striptiz. Zdjął koszulę i zaczął nią wymachiwać nad głową, po czym rzucił ją w kąt pokoju. Naprawdę musiałam się mocno trzymać, by nie wybuchnąć śmiechem. Przecież się starał… Gdy niezdarnie pozbył się już spodni i zaczął paradować przede mną w samych bokserkach, zaczęło mi się to podobać. Ruszyłam ku niemu, uklęknęłam przed nim i zdjęłam mu bokserki zębami. Moim oczom ukazał się nie lada okaz :) Wyprężony i gotowy do działania… Nie mogąc się powstrzymać chwyciłam go w dłonie i delikatnie ścisnęłam. Dałam buziaka i zaczęłam lizać. Najpierw delikatnie, ale stopniowo zwiększałam nacisk. Mój kochany zaczął głośniej wzdychać. Przyszedł czas na ostateczne starcie… Wzięłam go w usta tak głęboko jak potrafiłam. Uwielbiam to jęknięcie, które wydobywa się wtedy z jego ust. Trochę się  z nim droczyłam, to przyspieszając, to zwalniając znów. Czułam jak błaga, bym go skończyła. Przychyliłam się do tej prośby i chwilę potem oblizywałam się po tym deserze. Bartek opadł z sił i klęknął przede mną na podłodze. No więc ja wstałam, chwyciłam go za brodę, popatrzyłam w oczy poprowadziłam za mną. Szedł jak posłuszny piesek, na kolanach wręcz. Tuż przed nim zdjęłam majtki, oparłam się o ścianę, jedną nogę dałam na szafkę nocną, a mu kazałam lizać. Naprawdę był jak posłuszny piesek. Ale spragniony piesek z niesamowitym językiem. Nie pozostał mi dłużny i też się ze mną droczył.Każda komórka mojego ciała chciała już dojść. Ale dzięki tej zabawie potrafił doprowadzić mnie do nieziemskiego orgazmu. Gdy osunęłam się z tej ściany, złapał mnie i zaniósł do wanny. Wszedł tam ze mną i umył nas.

Czytaj też: Kompleksy w łóżku

Wróciliśmy do łóżka, ale to nie koniec. Znowu zaczął się do mnie dobierać. Jego dłoń wędrowała od szyi, przez piersi do mojego tyłka. Znowu mnie rozgrzewał. Zaczął mnie całować tak namiętnie, że czasem mi brakowało tchu. Pochylił się nade mną i rozchylił mi nogi. Jego okaz zaczął ocierać się o mnie. Już byłam mokra. Bartek wszedł we mnie jednym pchnięciem. I wchodził tak raz po raz. Ale nie doprowadzał nic do końca. Kochaliśmy się tak całą noc. Często zmienialiśmy pozycje, ale rzadko dochodziliśmy. Specjalnie. Chodziło nam o bliskość, o miłość, a nie o orgazm.

To było prawie jak noc poślubna. Albo lepsze nawet. Kwiaty, kolacja, wino i wyśmienity seks. Najlepszy prezent jaki można dostać. Ciekawe czym się wykaże w przyszłym roku… A może ja coś wymyślę i mu zrobię niespodziankę?

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+