Kompleksy w łóżku

Kompleksy w łóżku

Zawsze byłam szczupłą osobą z nienaganną figurą. Wiecie, wszystko na swoim miejscu. Pewnie między innymi dzięki temu miałam dosyć liczne grono adoratorów. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent z nich mnie nie interesowało, a tym jednym procentem był mój obecny mąż, Adrian. Układało nam się świetnie, pojawiły się dzieci i wtedy tez pojawił się mój problem. Nie, nie były nim dzieci, tylko raczej to co mi pozostawiły, czyli lekko zmaltretowane moje ciało… Jak nigdy nie miałam, tak zaczęłam mieć kompleksy. 

Skończyło się noszenie obcisłych bluzek czy spódniczek. Nie mieściłam się już w żadne stare ciuchy. Ubolewałam nad moimi ulubionymi dżinsami, ale ta sytuacja była dobrym pretekstem do zakupów, nie? Oczywiście nie szalałam na zakupach, bo największe wydatki generowały dzieci. No tak, zapomniałam dodać, że to bliźniaki… Rozciągnęły mój brzuch niemiłosiernie, a na dodatek gdy jedno wyszło naturalnie, to drugie się zablokowało i miałam cesarskie cięcie. Została blizna, taki bonus do sflaczałego brzucha… Oczywiście nie obwiniam o to dzieci. One są niczego nie świadome przecież. Nie mam kogo obwiniać, taka kolej rzeczy jest po prostu. Oczywiście mogłabym schudnąć, ale według mnie to jest niewykonalne przy małych dzieciach. Nie dość, że musisz ich ciągle pilnować, więc jest raczej ograniczony czas na ćwiczenia, to nie wiem jak trzymać dietę, jak trzeba po nich pozjadać resztki… Tak, może to moje wymówki po prostu, ale naprawdę podejmowałam próby, ale wszystkie kończyły się fiaskiem. W końcu poddałam się, a przy moich rozrabiakach nie miałam czasu o tym myśleć. 

To wracało do mnie dopiero w łóżku. Po takim męczącym dniu często zasypiałam praktycznie od razu, ale zdarzało się, że leżałam i użalałam się nad sobą. Zdarzało się tez, że baraszkowałam z moim mężem. Źle się wtedy czułam, bardzo niekomfortowo. Pozycja na misjonarza: mój falujący brzuch obijający się o piersi… Pozycja na pieska: mój falujący brzuch obijający się o piersi, tyle że do góry nogami… Może i w tej pozycji tego nie widział, ale ja to czułam i nie potrafiłam się skupić na przyjemności. Pozycja na jeźdźca: mój skaczący brzuch w kompanii z piersiami…  Spróbowaliśmy jeszcze między innymi “krzesełko”, ale gdy moje fałdki zaczęły się o niego ocierać… Wypróbowaliśmy chyba połowę kamasutry, ale nic mi nie odpowiadało.

I tak mijały tygodnie, a ja zaczęłam odnosić wrażenie, że mój mąż jest mną coraz mniej zainteresowany. Byłam przekonana, że to przez mój nieatrakcyjny wygląd. Jakiś czas potem natrafiłam na portalu społecznościowym na reklamę gorsetów. Przyszło mi na myśl, że to dobry pomysł jest. Wybrałam się po taki do sklepu. Kupiłam taki ładny czarno-czerwony z wiązaniem z przodu. ładnie unosił moje piersi i zakrywał brzuch. Nie powiem, żeby oddychanie w nim było proste, ale postanowiłam się poświęcić. Przecież nie będę w nim chodzić 24/h tylko wieczorem mężowi do łózka. Jak zaplanowałam, tak zrobiłam. Tego samego wieczoru, gdy wreszcie uśpiłam dzieci, ubrałam mój gorset i ruszyłam ku memu mężowi, który wylegiwał się na kanapie i oglądał telewizję. Podeszłam i wyłączyłam telewizor. Adrian popatrzył na mnie zdziwiony, ale pochwycił o co biega i zaczął się do mnie dobierać. “Uciekłam” do sypialni i położyłam się na łóżku. Chwilę potem pojawił się i mój mąż i zabraliśmy się do rzeczy. Chciał mi rozwiązać sznurki, ale nie pozwoliłam mu zdjąć gorsetu. Zaczęliśmy od namiętnego misjonarza. Gorset uwierał mnie na dole, przy udach, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Nareszcie mój brzuch nie obijał się o piersi… Potem przeszliśmy do pieska, a ja czułam się coraz pewniej. Najgorsze było to, że w tym amoku i gorsecie nie potrafiłam wziąć głębszego oddechu. Oddychałam szybko, ale płytko. Później zaczęło mi się kręcić w głowie i nastała ciemność. Gdy się ocknęłam widziałam nad sobą zatroskaną twarz mojego męża. Leżałam w rozpiętym gorsecie. Łukasz powiedział mi, ze zemdlałam i to na pewno przez ten gorset. Zapytał mnie z małą złością w głosie, po co go w ogóle kupiłam. Wyjaśniłam mu, że czułam się nieatrakcyjna i czułam też, że dla niego taka jestem. Uśmiechnął się, przytulił mnie i powiedział,  że dla niego zawsze byłam, jestem i będę seksowna, bo mnie po prostu kocha. Oznajmił mi, że on czuł się odtrącany, więc czasem po prostu odpuszczał.

To było tak romantyczne, że się popłakałam z radości i z tego wszystkiego. Dzięki temu zaakceptowałam moje ciało i nasze pożycie małżeńskie znowu odżyło. A moja figura… Może kiedyś zrobię z nią porządek :)