Księżycowa noc

Księżycowa noc

Jestem typową romantyczką, ale niestety mój chłopak już nie. Tak więc na romantyczne kolacje czy serenady pod oknem nie mam co liczyć, ale ostatnio bardzo mnie zaskoczył. Zaproponował, żebyśmy pooglądali koniunkcję Księżyca z Marsem. Bardzo chętnie wykorzystałam fakt, że chociaż raz miał jakąś romantyczną myśl. Jeszcze nie domyślałam się, że jest tam ukryty podtekst, czy jakby to ująć inaczej; haczyk. 

Tak więc postanowiliśmy spędzić weekend razem, tylko nie wiedzieliśmy co robić. Nie mieliśmy planów. Pogoda zapowiadała się bardzo ładna, więc chodził mi po głowie piknik. Zanim jednak rzuciłam tę propozycję, mój miły mnie uprzedził informując mnie o tej koniunkcji Księżyca z Marsem. Bardzo lubię astrologię, oczywiście ze strony wizualnej, więc ucieszyłam się, gdy zaproponował mi, żebyśmy pooglądali to zjawisko razem. Nie bardzo wiedziałam, gdzie to najlepiej oglądać, ale on oznajmił, że miejscem zajmie się on. W ogóle oznajmił, że wszystkim się zajmie. Pierwszy raz widziałam u niego taki zapał do planowania naszych randek, a spotykamy się od dwóch lat… Zgodziłam się usatysfakcjonowana faktem zaangażowania mojego chłopaka. 

Sobota, tak jak przewidywali synoptycy, była ciepła i słoneczna. Postanowiłam tak samo zaskoczyć mego lubego jak on zaskoczył mnie swoim romantycznym pomysłem, a mianowicie ubrałam sukienkę. Tak, nie lubię chodzić w sukienkach, więc ubieram je od święta. To dla mnie było święto, więc uważałam ten ruch za uzasadniony. Tak więc ubrałam sobie biało - fioletową sukienkę z krótkim rękawem. Rzecz jasna kupiona na wyprzedaży i nigdy nie chodzona… Gdy przyjechał mój Romeo wieczorem, tak ok 19 i mnie ujrzał, nonszalancko się uśmiechnął. Jeszcze nie wiedziałam, co oznacza ten uśmiech… Jechaliśmy i jechaliśmy, aż wjechaliśmy w las. Musieliśmy zostawić samochód na parkingu leśnym i dalszą drogę do celu przebyć pieszo. Mariusz wziął plecak na plecy, mnie za rękę i ruszyliśmy przed siebie przez las. W jednym momencie pożałowałam ubioru. W sekundzie znalazło się wokół nas milion krwiożerczych komarów i nie sposób było się od nich odgonić. Zaczęłam się coraz bardziej irytować, ale fakt, że Mariusz trzymał mnie za rękę jakoś mnie uspokajał. W końcu dotarliśmy do celu. Moim oczom ukazało się małe jeziorko, polana i otaczający nas las. Mariusz zaprowadził mnie jednak do takiego domku na drzewie nieopodal. Gdy weszliśmy tam po drabinie moim oczom ukazało się prowizoryczne łóżko (albo raczej prycza), krzesło i półka. Największe okno wychodziło na akurat wschodzący Księżyc. Mariusz otworzył plecak i na półkę wyciągnął ciastka, napoje i lornetkę. Naprawdę się przygotował chłopak… Księżyc ogólnie był duży, ale przez lornetkę był niesamowity. Marsa natomiast jeszcze nie było widać, więc zabraliśmy się za konsumpcję pyszności. Mariusz wziął mnie na kolana i zaczął dłonią sunąć pod sukienkę. Już wiedziałam, co tu się święci… Taki romantyk… Nie miałam jednak żadnych przeciwwskazań. Okoliczności były bardzo korzystne, więc dlaczego by tego nie wykorzystać? Tym bardziej, że Mars się jeszcze nie pojawił. Tak więc w oczekiwaniu na Czerwoną Planetę postanowiliśmy się zająć sobą. Okazało się, że jest przygotowany na wszystko (bo pewnie to planował), tak więc za organizację mogę spokojnie mu dać szóstkę. Z realizację jak najbardziej też…

Bardzo pomógł mu też fakt, że miałam sukienkę. Kazał mi się obrócić do niego tyłem i wypiąć się. On wtedy zaczął masować mi tyłek, podciągnął sukienkę na górę i zaczął zdejmować majtki w dół. Wiem, że uwielbia on widok mojego wypiętego tyłka. Swoją drogą, prawie jak księżyc w pełni, nie? :) Tak więc pozbył się moich majtek, chwycił mnie w pół i posadził na łóżku. Znowu podciągnął moją sukienkę i przywitał się z moją “myszką”, jak ją nazywa. Popatrzył na mnie tym wzrokiem mówiącym, że nie mam co się opierać i zaatakował. Jego język kręcił wiraże, wchodził i wychodził, lizał jednostajnie i jak wariat… Po prostu doprowadzał mnie do szaleństwa. Nie pozwolił mi jednak dojść i zaczął zdejmować ze mnie tę sukienkę. Ja zdjęłam z niego koszulkę, a sam pozbył się spodni. Potem przyszedł czas na mój stanik. Teraz uwziął się na moje piersi. Namiętnie ja masował, całował i lizał. Moje sutki mocno stwardniały, co dało mu znak, że jestem jak najbardziej gotowa na niego. Mariusz bardzo szybko założył prezerwatywę i wszedł we mnie bez chwili zastanowienia. To moim zdaniem najpiękniejszy moment w całym seksie, zaraz po orgazmie :) Wydałam z ciebie głośny jęk, bo czułam się tutaj niczym nieograniczona. Z każdym pchnięciem czułam rozlewające się po moim ciele światło, a ptaszki na drzewach na pewno słyszały moje jęki wyrażające wielką przyjemność. Mariusz wyszedł ze mnie, a ja zawiedziona popatrzyłam na niego. On natomiast kazał mi się odwrócić i wypiąć do niego. Wszedł we mnie ze zdwojoną siłą i tak już prowadził do końca. Osunęłam się na łóżko i łapałam oddech. Tak romantycznej, wyczerpującej i ogólnie cudownej randki chyba nigdy nie było. Chyba mi się podoba, gdy on coś planuje…

W tym czasie na niebie zdążył się pojawić oczekiwany Mars. Nie wyglądał on tak spektakularnie jak sobie wyobrażałam, ale mimo to cały wieczór był piękny. Dnia następnego postanowiłam się mu troszkę odwdzięczyć za miły wieczór, więc moje usta nie pozostały mu dłużne. To taka nagroda na zachętę, bo może zacznie częściej sprawiać mi takie niespodzianki… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+