Namiętny piknik

Namiętny piknik

Wraz z moim chłopakiem uwielbiamy chodzić po lesie. Cechuje nas zamiłowanie do przyrody, ale głównie właśnie lasu. Ta dzikość lasu jest jednym z czynników, które nas tam przyciągają. Ta cisza i spokój pozwalają odetchnąć od codziennego zgiełku. A i fakt, że jesteśmy sami… Pewnego letniego popołudnia postanowiliśmy zrobić sobie piknik na polanie w lesie.

Wzięliśmy duży koc, kupiliśmy parę smacznych rzeczy i ruszyliśmy do lasu. To był mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Tylko ja, Bartek i las. I zwierzęta leśne, ale te nie chciały się nigdy przyłączyć do nas. Tego dnia postanowiliśmy iść naszą ulubioną alejką dębową, która prowadziła na polanę nad rzeką. Dla dopełnienia uroku tego miejsca, drogę przebiegł nam rudy lisek. Ta niespodzianka wprawiła nas w naprawdę wyśmienity humor. Gdy dotarliśmy na polanę i znaleźliśmy odpowiednie miejsce, rozłożyliśmy nasz koc i jedzenie. Bartek nad rzeką zerwał mi żółtego irysa. To ważny aspekt, chociażby dla mnie, bo rzadko dostaję kwiaty od niego… Leżeliśmy na kocu i patrzyliśmy w niebo na chmury. Z białych zmieniły się na granatowe, a to nie wróżyło zbyt dobrze. Wtem nasz piknik został gwałtownie przerwany przez deszcz. Szybko zebraliśmy wszystko w koc i pobiegliśmy do czatowni na drugim końcu polany. Jak tam dotarliśmy to byliśmy już cali zmoknięci, ale deszcz nie przestawał padać i nie zanosiło się na to, więc weszliśmy do czatowni. W środku było prowizoryczne łóżko, krzesło i okna z prowizorycznymi szybami. Ciasno, ale przytulnie. 

Zdjęłam koszulkę, aby ją wyżymać, ale wtedy pochwyciłam wzrok mojego chłopaka. Widziałam pożądanie w jego niebieskich oczach. Podszedł do mnie i wyjął mi tę koszulkę z rąk i rzucił w kąt. Odgarnął moje niesforne, mokre kosmyki z czoła i ujmując moją twarz w dłonie namiętnie pocałował. Już wiedziałam, jak to się skończy. Pomogłam mu zdjąć jego koszulkę i oparłam się dłońmi na jego mokrym torsie. Jego dłonie ściskały mi pośladki. Potem odpiął mi stanik i również rzucił w kąt. Obrócił mnie i teraz całował moją szyję jednocześnie pieszcząc moje piersi. Westchnęłam. Spodenki już zdjęłam sobie sama, ale majtki zaczął zdejmować mi on. Przy tej czynności pochyliłam się w przód, aby uwydatnić mój tyłek. Wyprostowałam się i odwróciłam do mego lubego z uśmiechem na ustach. Pomogłam mu pozbyć się spodni i przywitałam się z kim trzeba. On bardzo lubił moje powitania, gdy muskałam go delikatnie ustami i smyrałam językiem. A ja uwielbiałam się tak z nim drażnić. Widziałam, jak niemo prosi o więcej, ale ja wtedy przerywałam zabawy z nim i wracałam do górnej części Bartka.

Smyram go po klatce piersiowej, całuję i uśmiecham dosyć lubieżnie. Niech wie, że coś szykuję. On siedzi, a ja siadam na nim. Oboje lubimy tę pozycję, bo jesteśmy wtedy naprawdę blisko siebie. Możemy się całować i przytulać. Ruchy są nieco ograniczone, ale i tak jest przyjemnie, idealnie na początek. Poruszam się rytmicznie i oboje cicho jęczymy.  Odchyla mnie do tyłu i liże moje sutki ciągle poruszając mną rytmicznie. Potem podnosi mnie i obracamy się tak, że to teraz ja jestem na łóżku, a on między moimi nogami. Całuje mnie, a między moimi nogami dzieją się niesamowite rzeczy. Czuję mrowienie rozprzestrzeniające się stamtąd po całym ciele i zalewające mnie ciepło. Mimowolnie się wyginam w rozkoszy i wydaję z siebie głośny jęk. Słyszę też, jak on kończy, ale tak naprawdę niewiele do mnie dociera. Jestem otumaniona rozkoszą.  Leżeliśmy potem przytuleni na tym łóżku, bo deszcz jeszcze długo padał…

Tak skończył się nasz wypad na romantyczny piknik. Kto wie, czy gdyby nie było deszczu czy też by się tak nie skończył… Las jest pięknym miejscem do oderwania się od codziennego życia i spędzenia paru miłych chwil tylko w swoim towarzystwie. Czasem nawet namiętnych…