Namiot, góry i... seks

Namiot, góry i... seks

To było w czerwcu zeszłego roku. Jeszcze przed sezonem wakacyjnym mój chłopak wpadł na pomysł, aby jechać w góry. Zrobić taki romantyczny wypad pod namiot. Ucieszyłam się bardzo, bo romantyzm u mojego chłopaka to towar deficytowy… Oboje lubiliśmy chodzić po górach, ale najbardziej w tym wszystkim podobało mi się to, że będziemy sami. Nareszcie jakaś prywatność i swoboda. Oj, a działo się trochę… 

Z racji tego, że był czerwiec, w szkole już nic nie robiliśmy, więc mogłam się urwać w piątek. W sumie nieważne jaki to byłby miesiąc i tak bym się urwała. Wszystko było tego warte. Wyjechaliśmy w piątek rano i na miejsce dojechaliśmy na obiad akurat. Zrobiliśmy zakupy w tamtejszym markecie i ruszyliśmy przed siebie. Bo taki był plan. Idziemy przed siebie, aż natrafimy na dobre miejsce do rozbicia namiotu. Tak, nie wolno robić biwaku w niewyznaczonych miejscach, ale my nie chcieliśmy rozpalać ogniska, a tylko rozbić namiot. Chcieliśmy znaleźć ustronne miejsce. No więc szliśmy i szliśmy… Z czasem zmęczyłam się strasznie i postanowiłam, że po prostu rozbijemy się na polu biwakowym. Straciłam niejako cierpliwość. No więc rozbiliśmy się na tym polu biwakowym, byle daleko od reszty. Praktycznie pół dnia spędziliśmy na szukaniu tego “idealnego miejsca” i byłam trochę wściekła. Zjadłam kolację i położyłam się od razu spać.

Czytaj też: Podróż poślubna

Odwróciłam się do mojego plecami i udawałam, że już śpię. Mój luby jednak postanowił nie dać za wygraną. Objął mnie i przytulił się do mnie. Zaczął dmuchać mi we włosy, dłonią smyrać po odkrytych częściach ciała. Następnie całować moją szyję, ręce. Podciągnął mi koszulkę i całował po moim boku. A że tam mam łaskotki, to już dłużej nie mogłam udawać, że śpię. Obrócił mnie  w swoja stronę i namiętnie pocałował. I potem wszystko potoczyło się automatycznie. On zdjął swoją koszulkę, ja swoją. On zdjął swoje i moje spodenki. Położył się na plecach i posadził mnie na sobie. Patrzył na mnie z uwielbieniem. tak jak lubiłam najbardziej. Opierałam się dłońmi o jego niesamowitą klatę, a on swoimi sunął po moim ciele. Nachyliłam się, aby go pocałować, a on odpiął mi stanik. Spryciarz… Potem kazał mi się obrócić i wypiąć do niego. Zdjął mi majtki i pociągnął ku sobie. Zaatakował swoim językiem, a ja nie miałam gdzie uciec. Dobra, nawet nie chciałam uciekać.

Jego język tańczył jak szalony, a ja zwróciłam uwagę na sprzęt przed moim nosem. Sprzęt mojego chłopaka. Wyswobodziłam go z jego bokserek, a on wyglądał, jakby tylko na to czekał. Ujęłam go w dłoń i zaczęłam masować. Potem lizać bez opamiętania. Po jakimś czasie mój luby przestał lizać i przesunął mnie do przodu. Zrozumiałam jego zamiar, nakierowałam i usiadłam. Z nas obojga wydobył się cichy jęk. Namiot nie jest zbyt przestrzenny, ale dawaliśmy radę. Im szybciej się ruszałam, tym częściej uderzałam o dach namiotu głową. Nie zwracałam na to jednak większej uwagi, bo przyjemność zalewała całe moje ciało. Zasnęliśmy niesamowicie zmęczeni, ale szczęśliwi. 

Czytaj też: Seks ze striptizerem

Drugiego dnia naszego pobytu poszliśmy w nieznane. Oczywiście z mapą i GPS’em, ale często zbaczaliśmy z trasy. Podczas takiego jednego wejścia w las odnaleźliśmy niesamowite jeziorko z małym wodospadem. Nie prowadziła do niego żadna ścieżka, więc uznaliśmy, że jest mało uczęszczane. Był bardzo ciepły dzień, więc postanowiliśmy się wykąpać. Zdjęliśmy ubrania, żeby ich nie moczyć. Weszliśmy do jeziora nadzy. Tam było jak w jakimś raju. Wodospadzik, gąszcz wokół, ćwierkanie ptaków, no i mój facet… Uwielbiam  jego widok. Oraz to, co potrafi ze mną zrobić. Od razu wiedziałam, że jak wejdziemy tam nadzy, to na samej kąpieli się nie skończy. Było naprawdę bajecznie. Złączeni w jedność, pod wodospadem… Z każdym pchnięciem czułam coraz większą falę przyjemności. Jego dłonie trzymające mnie za pośladki, albo błądzące po moim ciele tylko dopełniały wszystkiego. Jego usta całujące moje usta… Niezapomniane wspomnienie pewnego gorącego, czerwcowego popołudnia… 
Wróciliśmy do namiotu i staraliśmy się być grzeczni, bo niedaleko nas pojawił się jakiś namiot, ale to było silniejsze od nas. Staraliśmy się być dyskretni… To był niesamowity weekend i na pewno będziemy tam wracać. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+