Podróż poślubna

Podróż poślubna

Opowiem wam o mojej podróży poślubnej. Wszystko miało miejsce trzy miesiące temu. Wraz z moim kochanym Antkiem jesteśmy młodym małżeństwem. Szczęśliwym, młodym małżeństwem. Mam więc pewną ochotę pochwalenia się tym szczęściem, dlatego pisze tutaj.

Siedemnastego stycznia odbył się nasz ślub i wesele jak z bajki. Większość zaplanowałam ja, bo musiało być tak jak ja chciałam. Brzmi to samolubnie, ale chciałam spełnić moje wyobrażenia o tym szczególnym dniu, a mój luby nie miał swoich pomysłów. Ewentualnie gdy coś mu przeszkadzało, to szliśmy na kompromis, albo on po prostu ustępował. Między innymi dlatego go kocham: wie, kiedy musi mi ustąpić. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma przysłowiowych “jaj”. Zawsze marzyłam o ślubie w zimę i podróży poślubnej do jakiegoś ciepłego kraju. Spełnienie moich marzeń umożliwili nam nasi rodzice, bo mówiąc szczerze są dosyć zamożni. Oczywiście mieliśmy swoje pieniądze, ale nie wystarczyłyby na takie bajkowe wesele.

Czytaj też inne opowiadania erotyczne

Większość zawdzięczamy rodzicom i jesteśmy im bardzo wdzięczni, bo wspomnienia pozostaną do końca życia. Oczywiście przedweselny szał panował już kilka miesięcy przed, bo wszystko trzeba dobrze zaplanować. Najbardziej podobał mi się wybór sukni i w końcu stanęło na takiej długiej z falbanami bez ramiączek ze zdobionym gorsetem. Do ślubu jechaliśmy karocą, a kościół był udekorowany biało - fioletowymi kwiatkami. Wesele było jak z moich marzeń. Wielki tort, serpentyny, mnóstwo ludzi świetna zabawa. Wszystko odbywało się w wielkiej sali balowej. No ale najważniejszą częścią tej opowieści jest podróż poślubna, więc przejdźmy do sedna. 

Wybraliśmy się na Majorkę, choć wybór nie był łatwy. Skusiły nas te lazurowe wybrzeża i pojechaliśmy. Był to wyjazd 8 - dniowy i jednocześnie najlepsze wakacje mojego dotychczasowego życia. Wszystko było na najwyższym standardzie. Mieliśmy apartament  nowożeńców i jak przyjechaliśmy to wszędzie były kwiaty i świece. Wszystko było super, ale i tak najlepsze były igraszki z moim (już) mężem. Potrafił wypełnić mi każdą wolną chwilę całym sobą. Zwiedziliśmy wiele miejsc w naszym hotelu i zbadaliśmy je dogłębnie, że tak się wyrażę. Zaczęliśmy od naszego ogromnego, małżeńskiego łoża z baldachimem. Zaczęło się niepozornie, ale po jakimś czasie mój kochany wpadł na pomysł urozmaicenia nieco i wykorzystania słupów z baldachimu. Wziął moje pończochy i przywiązał moje ręce do słupa. Byłam jego więźniem, ale pokochałam tę rolę. Gdy tak leżałam, nie mogłam się bronić, a on mógł ze mną robić co tylko zechciał.

Czytaj też: Noc przedślubna

Zaczął od szyi, a u mnie to najbardziej erogenna strefa mnie :) Potem zaczął całować moje piersi, brzuch i w końcu dotarł do tego miejsca, gdzie wyczekiwałam go z utęsknieniem. W ruch poszedł jego cudowny język, a ja nie mogłam nie jęczeć. Antek wziął i mnie zakneblował. To jeszcze bardziej mnie nakręciło. Skończył mnie językiem, a następnie zabrał się na poważnie do pracy. Nasze ciała połączyły się w jedno i tak spędziliśmy większość nocy. Potem robiliśmy to w wielu innych miejscach, jak na przykład jacuzzy czy sauna. Kilka razy udało nam się również znaleźć ustronne miejsce na plaży, na przykład w jakiejś zatoczce wieczorem, więc też lubiliśmy to wykorzystać i kontemplować uroki przyrody. Było tam niesamowicie pięknie… 

Trochę smutno, że to przeminęło, ale zostaną wspomnienia i pamiątki. A największą i najważniejszą pamiątką będzie nasz bobas, poczęty gdzieś na Majorce. Jeśli będzie dziewczynka to nazwiemy ją Maja :) Ale nie chcemy znać płci aż do narodzin. Tak skończyła się nasza podróż poślubna. Nie, nie ma większej puenty. Po prostu chciałam się pochwalić moim szczęściem i życzyć wam szczęścia! 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+