Polowanie na... seks!

Polowanie na... seks!

Wielu osobom już samo słowo “polowanie” się źle kojarzy. Nie dziwię się, skoro najczęściej na ten temat wypowiadają się osoby nie mające o tym bladego pojęcia i przekazujące nieprawdziwe informacje i przekształcone historie w świat. No ale nie o tym tu teraz. Opowiem wam wiele przyjemniejszą historię, w której na dodatek nikt nie zginął. 

Mój chłopak jest myśliwym. Prawdziwym i legalnym… Ja często jeżdżę z nim na jego polowania indywidualne. Takie polowanie polega na siedzeniu w ambonie i wyczekiwaniu zwierzyny. Trzeba wtedy być cicho i siedzieć bez ruchu, bo zwierzęta są bardzo czujne i płochliwe. Czasem podczas takich wypraw do lasu ponosi nas i nie mamy już szans na upolowanie jakiejś zwierzyny, bo nasze jęki pewnie roznoszą się po całym lesie. No dobrze, przesadziłam, ale wystarczy, że usłyszą nas ptaki i już cały las wie o naszej obecności. Dosyć często zdarzało się, że wracaliśmy z niczym, bo po prostu ochota wzięła górę. Głównie gdy sprzyjała nam pogoda.

Któregoś wieczoru wybraliśmy się właśnie na takie polowanie. Wieczorem, bo to wtedy najczęściej wychodzi zwierzyna. Akurat był to ciepły wieczór, więc ubrałam zwiewną spódnicę, rajstopy i trampki. Fakt, niezbyt odpowiedni strój do lasu, ale ja już miałam swój plan… 
Dojechaliśmy na miejsce samochodem, ale kawałek musieliśmy dotrzeć pieszo. Nie można płoszyć zwierzyny. Dotarliśmy na miejsce i usiedliśmy w ambonie. Tak sobie siedzieliśmy i czekaliśmy na ofiarę. Minęło pół godziny, a ja zaczynałam się niecierpliwić. Czasem dawałam radę, ale czasem nudziło mnie to siedzenie. Ale tak jak wspomniałam wcześniej: miałam swój plan. Niestety wiązał się on ze spłoszeniem potencjalnej zwierzyny. Wiedziałam, ze na początku mój luby będzie kręcić nosem, ale wiedziałam, że gdy ja zakręcę tyłkiem, to mu przejdzie. Jego instynkt łowcy zostanie pokonany przez instynkt prawdziwego kochanka. Tak też się stało. 

Nie mogłam już usiedzieć na miejscu, więc wstałam i wychyliłam się przez okno. mojemu chłopakowi pozostał widok mojego tyłka w zwiewnej, szarej sukience. Najpierw na mnie fuknął, że mam siadać, ale gdy zakręciłam tyłkiem, był na straconej pozycji. Wiedziałam, że na niego parzy, więc dłonią zaczęłam podnosić lekko krawędź spódnicy. Podchwycił w mig i już czułam jego dłonie sunące po moim ciele. Dłonie wsuwające mi się pod spódnicę, a następnie zdejmujące mi rajstopy i majtki. Słyszałam też ruch przy jego spodniach i chwilę potem znów czułam jego dłonie, ale tym razem na moim tyłku, wypiętym wprost na niego.  Podciągnął mi spódnicę do góry, chwycił za biodra i prowadził na dół, aż “nadziałam” się na jego “strzelbę”. Z nas obojga wydobyło się ciche westchnienie.  Teraz ja przejmowałam kontrolę i zaczęłam rytmicznie poruszać się, w górę i w dół, po nim. Mimo, że ambony nie są pokaźnych rozmiarów to można tu robić naprawdę wiele. Tak więc ujeżdżałam go tyłem, a on trzymał mnie za biodra. A że monotonia jest nudna, to postanowiłam zmienić pozycję. Zeszłam, obróciłam się i usiadłam na nim okrakiem i znowu nadając tempo zaczęłam go ujeżdżać. Ta pozycja sprzyjała również namiętnym pocałunkom, których sobie nie skąpiliśmy. Tak dotrwaliśmy do końca, a nasze jęki chyba słyszało pół lasu. Możliwe nawet, że zwierzątka przyszły sobie popatrzeć, ale my nie zauważyliśmy nic, bo byliśmy bardzo zajęci sobą :) 

Tak więc mój luby nie zaspokoił swojego instynktu tamtego dnia, ale ja zrealizowałam swój plan. Sądzę, że on też nie żałował niczego. A zwierzątka na pewno ucieszyłyby się najbardziej, gdyby zdawały sobie z tego wszystkiego sprawę. Musimy częściej wychodzić na polowania w takie przyjemne wieczory jak tamten…