Seks ze striptizerem

Seks ze striptizerem

Pojawiło się tu parę wpisów odnośnie naszego święta, czyli Dnia Kobiet, więc pomyślałam, że i ja podzielę się tutaj swoją przygodą, która wydarzyła się właśnie w tym dniu. A to wszystko za sprawą moich przyjaciółek i pewnego nieziemsko przystojnego striptizera… No ale po kolei.

Mam dwadzieścia pięć lat i jestem singielką. Może dlatego raczej nie obchodziłam tego święta, no bo kto niby miał mi kupować kwiaty… Jako że od dwóch lat nie miałam chłopaka, przyzwyczaiłam się do innych warunków. To oczywiście nie znaczy, że nie miałam zalotników, ale oni nie nadawali się do związku po prostu. Nie wyklucza to rzecz jasna seksu, ale nie o tym teraz. Dwie moje koleżanki miały mniej więcej tę samą sytuację, a reszta miała chłopaków, lub nawet mężów. 

Czytaj też: Podróż poślubna

Dobra, nadszedł ósmy marca, który na szczęście był wtorkiem, czyli normalnym dniem w pracy. Tam dostałam życzenia od kolegów z pracy i tyle. Myślałam, że odbębnione, ale wtedy pojawiła się moja przyjaciółka. Powiedziała, że w sobotę porywa mnie na imprezę z okazji Dnia Kobiet właśnie. Nie przemawiały do niej moje argumenty w postaci dużej ilości pracy, czy wielu książek do przeczytania. Stwierdziła, że musimy się rozerwać trochę. Nie miałam wyboru, zgodziłam się. Stwierdziła, że przyjedzie po mnie wieczorem i razem pojedziemy do tego klubu, bo ona wiedziała gdzie to jest. Jakiś nowy klub podobno. No więc wszystko zostało uzgodnione.

Nadeszła sobota i Martyna zastukała do moich drzwi. Byłam już gotowa. Postanowiłam wyglądać zniewalająco, zważając na fakt jak rzadko chodzę na takie imprezy. Jasne, obcisłe rurki, ciemny top, makijaż robiony ponad godzinę i loki opadające na ramiona. Byłam z siebie zadowolona… Weszłyśmy do klubu i zajęłyśmy miejsca w zarezerwowanej wcześniej loży. Śmiechy, plotki i alkohol. Trzeba uczcić święto tego ósmego cudu świata, czyli kobiet. Jakiś czas potem pojawiła się na scenie główna gwiazda wieczoru, czyli striptizer. Co więcej, niesamowicie przystojny striptizer. W sumie na tym zarabiają, ale ten był jakiś wyjątkowy. Patrzyłam w niego wpatrzona jak w obrazek.  A on tańczył na podium… Chyba zauważył, że przyglądam mu się jakimś dziwnym wzrokiem, bo wyciągnął mnie na podium. Tańczyłam z nim na podium, ocierałam się o jego seksowne i ciało. Pokaz się skończył, wróciłam do loży ciągle podekscytowana. Zażartowałam z przyjaciółkami, że chętnie bym go “zaliczyła.” Impreza trwała dalej, a ja wybrałam się do łazienki.  Po drodze zobaczyłam tego striptizera i nasze spojrzenia się spotkały. Podszedł do mnie, wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą.

Czytaj też: Seksowne prezenty

Nie opierałam się… Zaprowadził nas do jakiegoś pokoju, który wyglądał mi na szatnię i zamknął drzwi. W normalnej sytuacji powinnam się wystraszyć, ale ja wiedziałam co się święci i na dodatek sama tego chciałam. Zaczął mnie całować i rozbierać. Byłam już serio napalona… Nie wiem kiedy, ale on się rozebrał sam. Wprawiony w swoim fachu… Bez niczego wyglądał niesamowicie seksownie. Kazał mi uklęknąć przed nim i lizać. W erotycznym uniesieniu wzięłam się do pracy, ujęłam go w dłonie i lizałam jak szalona. Po pewnym czasie odsunął się, a mnie obrócił i oparł o ścianę. Zbliżył się i nachylił nad moim uchem. Czułam jego oddech na szyi. To podniecało mnie jeszcze bardziej… Wszedł we mnie bez ostrzeżenia, a mnie przeszył dreszcz przyjemności. Wchodził we mnie raz po raz, rytmicznie, a ja starałam się nie krzyczeć z przyjemności. Co nie było łatwe, bo ten seks był niesamowity. Taki niezwykły “szybki numerek.” Gdy skończyliśmy pocałował mnie w usta, ubrał się szybko i wyszedł. Nawet nie poznałam jego prawdziwego imienia. Ja też się ubrałam i wróciłam do dziewczyn. Martwiły się o mnie, bo trochę mnie nie było, a chciały już się zbierać do domu. No więc wróciłyśmy do domu i już nigdy potem nie spotkałam mego striptizera. 


To wszystko wydaje się lekkomyślne. No cóż, to było lekkomyślne. Żądze przejęły kontrolę nad rozumem… Nie żałuję niczego, choć niektórzy mogą potępiać moje zachowanie. Można by powiedzieć, że dopięłam swego… Choć nie wiem teraz, czy to ja zaliczyłam go, czy on mnie. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+