Zakazana miłość, zakazany seks

Zakazana miłość, zakazany seks

Miłość nie wybiera, prawda? Każdy pewnie miał sytuację, że kogoś kochał, ale nie mógł z tą osobą być. Są różne sytuacje i różne powody, ale ja mam niechlubny zaszczyt znalezienia się chyba w najgorszej takiej możliwej sytuacji. Zapewne będzie potępiona przez wielu, ale opiszę ją tu, aby coś udowodnić.

Na początku dodam, że jestem z małej miejscowości za Warszawą. Wszystko zaczęło się gdy byłam w ostatniej klasie technikum. Mieliśmy w szkole rekolekcje i miał je prowadzić inny niż zwykle ksiądz. Nie należałam do jakichś super “świętych” ludzi, ale w Boga wierzę, więc na rekolekcje chętnie zawsze chodziłam. W sumie jako jedna z nielicznych z mojej klasy. Tak więc tego dnia usiadłam w auli i czekałam na rozpoczęcie. Byłam dosyć ciekawa tego nowego księdza. I gdyby nie sutanna, to pewnie bym go nie zauważyła. Spodziewałam się jakiegoś emeryta, tak jak zawsze, a tu miła niespodzianka. Był to młody ksiądz, może około trzydziestki. Przeszło mi przez myśl, że może nareszcie będzie jakaś odmiana na rekolekcjach. Czekałam na coś ciekawego. Tak więc temat był dosyć standardowy, ale za to przekazany w bardzo fajny sposób. Było czuć od tego człowieka pozytywną energię. Nie mogłam się oprzeć, aby nie podejść do tego księdza i porozmawiać.

Czytaj też: Zakochałam się w księdzu

Tak więc zaczęliśmy rozmawiać na wszelkie tematy, ale niestety nie miał zbyt wiele czasu. Zapytał, czy nie miałabym kiedyś trochę czasu, aby wspólnie pogawędzić. Oczywiście miałam czas, więc wymieniliśmy się numerami i czekałam na telefon. Dopiero po dwóch dniach odezwał się i zapytał, czy nie spotkamy się na kawie. Postanowiliśmy jednak wybrać się na tę kawę do Warszawy, bo w naszej małej mieścinie zbyt szybko by się wszystko rozniosło i powstałyby niepotrzebne plotki. Przyjechał o umówionej godzinie ubrany w koszulę i dżinsy, ale miał koloratkę na miejscu. Siedzieliśmy i gadaliśmy poruszając wiele tematów. Poinformował mnie też o wycieczce, którą organizuje do Częstochowy i pytał, czy wezmę udział. Powiedziałam, że się zastanowię, ale tylko dlatego, żeby nie wyszło na to, że bardzo chcę być gdziekolwiek on będzie. Czułam jakąś więź między nami. Tak jakbyśmy się znali już bardzo długo. Wciąż bałam się przyznać przed sobą, że się zakochałam. Tak, zakochałam się w księdzu. Myślałam, że to tylko z mojej strony, ale X (nazwijmy go tak dla potrzeb anonimowości) pisał często do mnie i odnosiłam wrażenie, że nie chce stracić tego kontaktu. Jak się okazało; wszystko było dopiero przed nami…

Oczywiście postanowiłam jechać na tę wycieczkę do Częstochowy. Jechało też wiele starszych pań, więc mimo, że tego nie uzgadnialiśmy to oboje wiedzieliśmy jak się zachować. Nie okazywaliśmy zbytnio jak dobrze się dogadujemy. Ja tam w środku ciągle walczyłam z tym uczuciem, które stawało się coraz silniejsze. Na miejscu zwiedziliśmy oczywiście Jasną Górę i parę innych rzeczy, a nocleg był w domu pielgrzyma. Kilkuosobowe pokoje i minimum wygód. Tego samego wieczoru po prostu wyszłam się przewietrzyć i odpocząć od szczebiotania starszych pań. Na dworze spotkałam X. Wokół nas cisza i jedynie pojedyncze odzewy ptaszków. Popatrzył wtedy na mnie, chwycił za rękę i poprowadził za sobą. Nie opierałam się. Ukradkiem weszliśmy do jego pokoju i X zamknął drzwi. On jako ksiądz miał pojedynczy pokój. Nie wypowiedzieliśmy w międzyczasie ani jednego słowa. Jego usta przyległy do moich i zaparło mi dech w piersi.

Czytaj też: Kocham księdza

Przez myśl przebiegło mi, że to chyba sen, że to chore, że to nie powinno się dziać. Nic jednak nie wypowiedziałam i poddałam się jego ustom i dłoniom. Te ostatnie obejmowały mnie w pasie i jakby tylko czekały na pozwolenie. Straciłam rozum… Zerwałam koloratkę z jego szyi. Uznał więc to za pozwolenie i zaczął odpinać guziki mojej koszuli z pewną niecierpliwością. Ja również pomogłam mu pozbyć się jego górnej części garderoby. Lekko pchnął mnie na łóżko i zaczął całować mnie z góry na dół. Przechodziły mnie ciarki. Zatraciłam się w tym wszystkim i nawet nie zauważyłam kiedy pozbył się zarówno jego jak i moich spodni. Jego usta nadal błądziły po moim ciele, aż w końcu trafiły tam gdzie na nie czekałam. Jego język zaczął wyczyniać cuda, a ja starałam się być cicho. Potem wrócił na górę, spojrzał mi głęboko w oczy i wszedł we mnie, a ja dusiłam w sobie okrzyk rozkoszy. I kochaliśmy się tak pół nocy. Po wszystkim leżeliśmy wtuleni w siebie. W głowie miałam milion myśli. Przerwały je dwa słowa: “Kocham Cię” wypowiedziane przez X. 

Ciągle się widujemy. Kochamy się, a nasza miłość jest wzajemna i namiętna. Tak, to pewnie godne potępienia według niektórych, ale wszyscy powinni się zastanowić nad głupotą celibatu. Ksiądz to też człowiek, więc też potrafi kochać. Przez to wszystko niby jesteśmy razem, ale nie jesteśmy… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+