Być tą drugą

Być tą drugą

Po wyjeździe w daleki świat setki kilometrów od domu czułam się wolna i szczęśliwa. W końcu mogłam sobie pozwolić na szalone zakupy za ciężko zarobione pieniądze, wyjść do klubu, nie myśleć ile mam pieniędzy w kieszeni...Pracując w małej knajpce poznałam Marcina... Na początku po prostu za sobą nie przepadaliśmy i rzadko w ogóle ze sobą rozmawialiśmy (tylko i wyłącznie na tematy służbowe).Wiedziałam, że ma dziewczynę, z którą był już od dłuższego czasu dlatego nawet nigdy nie przeszła mi przez głowę myśl o "nas".

Kiedy z czasem zaczęliśmy rozmawiać o życiu muzyce zainteresowaniach okazało się ze wiele nas łączy nawet więcej, brzmi to banalnie ale większość miłosnych historii takich właśnie jest. Czytał w moich myślach...wiedział co mam zamiar powiedzieć co myślę...Jego niebieskie oczy przeszywały mnie na wylot a jego piękny uśmiech po prostu nie mógłby być nieodwzajemniony. W cale nie chciałam się w nim zakochać, ale moje zachowanie, bezsensowne żarty i gubienie się w przestrzeni 4/4 wyraźnie dawało mu do zrozumienia, że po prostu uległam jego urokowi osobistemu.

Nigdy do niczego się nie przyznawałam, nigdy nie sprawiałam mu komplementu, nie chciałam być skrzywdzona, nie chciałam by wykorzystał moje uczucia. Z czasem zaczęliśmy się spotykać poza pracą. To wpadł naprawić okno...to tamto,zawsze był jakiś powód. Aż po jednej z imprez kiedy wyszłam do toalety zaczepił mnie na korytarzu i właściwie przywarł do ściany i namiętnie pocałował a ja tak bardzo czekałam na to, bardzo tez chciałam tego uniknąć, ale dałam się ponieść chwil . Był to wspaniały pocałunek, który sprawił ze miałam ochotę na jeszcze więcej bez względu na konsekwencje bez względu na wszystko. W głębi duszy liczyłam, że ją zostawi w końcu jego nieobecność w domu wyłączanie telefonów dawały mi wyraźnie do zrozumienia, że chyba związek z nią się rozpadnie....tym bardziej, że z upływem kilku miesięcy wyznał mi miłość.

Od tego momentu nie mógł się opamiętać by mi o tym nie przypominać...spacerowaliśmy, graliśmy w bilarda, tańczyliśmy, jedliśmy lunch na trawie w parku właściwie to na skrawku zieleni w centrum miasta, gdzie nikt oprócz nas by się tam nie zmieścił...czułam się wyjątkowa, czułam że latam. Siostra oczywiście typowa realistka radziła mi z tym skończyć ale ja nie chciałam by umknęła mi nawet sekunda kiedy miałam możliwość się z nim spotkania bez względu na wszystko.

Toaleta stała się moim azylem spędzałam tam cale wieczory pisząc pamiętnik notując każdą maleńką chwile z nim spędzaną, palca i rozmyślając co jest dobre a co złe ale nie mogłam z tego zrezygnować, przyniósł mi tyle szczęścia. Kiedyś wracając po pracy do domu autobusem wyznałam mu, że się- zakochałam miałam 20 lat i nigdy nikomu nie wyznałam swojej miłości, czekałam na niego. Z czasem sytuacja zaczęła mnie męczyć bo nic się nie zmieniło, byłam ta druga i tego nie mogłam znieść i choć kochałam go ponad życie wiedziałam ze nie ma sensu walczyć skoro on nie ma siły by od niej odejść. Wydawało mi się ze miał bardzo wygodne życie u wykształconej i dobrze zarabiającej kobiecie, która tolerowała wszystkie jego wybryki. W pracy jednego dnia zmywając naczynia nie wytrzymałam i choć jestem zazwyczaj twarda i nie lubię okazywać zbytnio swoich uczuć po prostu rozkleiłam się na maxa...nic mnie nie było w stanie powstrzymać. Na szczęście szef zwolnił mnie do domu, Marcin nawet nie zdążył zobaczyć moich, łez słyszał tylko co się wydarzyło. Wiedziałam, że ten związek nie przetrwa i choć tłumacze sobie tak wiem, że byłam naiwna i może nawet sobie na to zasłużyłam. Jednak dla takiego przeżycia, dla tych kilku miesięcy warto było cierpieć przez następne 2lata. Czytając swój pamiętnik widzie jaką byłam niedojrzałą dziewczyną i może tez się oszukiwałam, byłam samolubna myślałam tylko i wyłącznie o swoim szczęściu nie zważając po drodze na nikogo. Byłam tak zaślepiona miłością, że nic innego nie miało dla mnie znaczenia.

Z czasem Marcin został zwolniony z pracy (ułożyło mi z tego powodu) o wiele łatwiej było po prostu zapomnieć. Kiedyś poprosił o spotkanie w parku na "naszej" ławce chciał porozmawiać powiedział, że nie odejdzie od niej, ciesze się, że chociaż po tak długim czasie życia w stresie i niewiedzy było go stać powiedzieć mi to prosto w twarz. Ja oczywiście nie wzruszona przyjęłam to całkiem spokojnie po czym z podniesioną głową odeszłam nie oglądając się za siebie nie chciałam dać mu satysfakcji, że jego podstępna gra skrzywdziła mnie jak nikt inny. Wsiadłam do autobusu i odjechałam. Pewnie każdy uzna ze historia wcale nie jest romantyczna ale ja kochałam całym sercem i dusza i mimo wszystko chciałam się z wami tym podzielić