Chorobliwa zazdrość

Chorobliwa zazdrość

W każdym związku bywają lepsze i gorsze dni, ale w naszym przeważały te drugie jednak. A to wszystko przez ciągłe wyrzuty mojej dziewczyny. A były to wyrzuty ciągle o jedno i to samo, czyli inne dziewczyny. Oczywiście to były dla mnie nic nie znaczące koleżanki, ale potrafiła sobie ubzdurać wszystko. Jasne, że odrobina zazdrości w związku jest nawet wskazana, ale do przesady. Najlepiej to chciałaby mnie zamknąć w klatce i wyprowadzać na smyczy. To po pewnym czasie przestało być do wytrzymania… 

Poznałem Martę u mojej koleżanki na urodzinach jakiś rok temu. Naprawdę dobrze nam się gadało i zaczęliśmy się spotykać. Była jak anioł wtedy dla mnie. Wysoka blondynka o niebiańskich rysach twarzy i prześlicznym uśmiechu. Gdy zaczęliśmy chodzić wszyscy kuple mi jej zazdrościli. Niestety wtedy też spadła jej aureola… Chyba pomyślała, że stałem się jej własnością i mam się poczuwać jej pieskiem. Nie od razu to zauważyłem i nie od razu mi to przeszkadzało, ale zbierało się przez jakiś czas. 

Pierwsza nerwowa sytuacja wynikła, gdy poszliśmy do klubu. Wszystko fajnie, bawimy się razem, a potem jeszcze przyszli nasi znajomi. W klubie, jak to w klubie bywa, jest ciasno i tańczy się dosyć blisko siebie. Marta wtedy zaczęła mi zarzucać ocieranie o inne dziewczyny. Wyjaśniłem jej, że jest ciasno i każdy się o kogoś ociera, ale ona swoje. Strasznie się wkurzyłem i poszliśmy do domu. Byłem naprawdę zły, ale Marta wyleczyła mą złość tak jak najlepiej umiała. Wiecie, o co chodzi. Wybaczyłem jej ten atak i starałem się o tym zapomnieć. 
Za parę dni znowu robiła mi sceny zazdrości, ale tym razem o sąsiadkę. Stwierdziła, że specjalnie dla mnie paraduje po balkonie w samych majtkach. To już było śmieszne. Starałem się jej przetłumaczyć, że to z nią jestem w związku, więc inne panny mnie nie interesują, ale na dłuższą metę to nie działało. Ona nie potrafiła zrozumieć, że ja potrafię się ustatkować, jeśli na kimś mi naprawdę mi zależy. A na niej mi zależało… Przez jakiś czas był spokój i wiedliśmy sielankowe życie, ale do czasu. 

Któregoś dnia przy obiedzie zadzwonił mi telefon, więc go odebrałem. Okazało się, że to koleżanka ze szkoły i miło sobie pogawędziliśmy kilkanaście minut. Marta potem robiła mi wyrzuty o to. Że to pewnie moja bardzo dobra koleżanka i takie podobne. Kompletnie nie rozumiałem o co jej chodzi. Nawet z koleżanką z byłej klasy nie mogłem pogadać po prostu?
Potem zaczęła mnie wypytywać o resztę moich koleżanek. To nadwyrężało moją cierpliwość, pokłóciliśmy się, ale po dwóch dniach znowu się pogodziliśmy. 
Inną taką większą sprawą były jej zarzuty wobec mnie po tym, jak odezwała się do mnie moja była dziewczyna. Zarzuciła mi, że pewnie jadę na dwa fronty, że ona ma tego dosyć i się popłakała. Wtedy pomyślałem, że to są już problemy psychiczne. Co miałem poradzić na to, że ona do mnie napisała, a ja jestem miły i odpisuję? To była zwykła grzecznościowa rozmowa, a nie jakich cholerny seks! Ale najwidoczniej ona wszędzie widziała moje domniemane zdrady i kochanki. Postanowiłem ukrócić jej rzekome cierpienia z mojego powodu i po prostu się z nią rozstać. 

Może i była ładna i zazdrościli mi jej kumple, ale co mi po tym, jak tak ciężko było z nią wytrzymać? Gdy patrzę na to z perspektywy czasu, to my nawet nie pasowaliśmy do siebie. Teraz jestem singlem i muszę odpocząć od tych aktów zazdrości. Na przyszłość będę uważniejszy z kim się wiążę…