Historia miłosna z Panem B

Historia miłosna z Panem B

Anonimowość to jeden z widocznych elementów na tej stronie, więc i ja zachowam ten obyczaj. Podmiotem mojej historii jest Pan B. Chyba prawie każdy z nas był kiedyś szczenięco zakochany. Opowiem wam jaka jest moja historia.

Będąc zaspana z szaleńczym pośpiechem, biegłam rano do sklepu po wodę, bo przecież nieprzyzwoitym jest spóźnić się na zajęcia bez względu na to czy są istotne czy nie. Piękne jesienne poranki, gdy to dopiero lekki szron porasta na okolicznych roślinach, miałam szczęście wychowując się w mieście ogrodzie. Mój ubiór lekki niczym letni, okazał się nagle niestosowny do nieprzewidzianej musztry. Ja?! W spódnicy? Dowiedziałam się, iż jeden z moich kolegów będzie ją prowadził, więc mocny tup i w drogę!

Wszystko zaczęło się od musztry

Miłośnicy munduru z radością przykładali się do zajęć, zaś ja? Paradoksalna cecha pacyfizmu w klasie mundurowej. No cóż, odmówić nie mogę, więc stanęłam w dwuszeregu. Z pośród ponurych osób tłumaczących nam kroki był jeden, uśmiechnięty i radosny. Pana B rozbawiała moja dezorganizacja oraz roztargnienie, które tego dnia jeszcze bardziej dawało mi się w znaki. Robiąc obrót za obrotem, każdy w złym kierunku niż powinnam, jego uśmiech się powiększał i zaczął się śmiać. Doszłam do wniosku, że fajnie byłoby się dowiedzieć jak się nazywa. Ale czy on nie jest dorosły? Może to naprawdę nauczyciel? Spytałam koleżankę czy mogłaby się dowiedzieć jak się nazywa, sama zbyt się wstydziłam, mimo że na ogół wstydu mi brak. Będąc dopiero po zerwaniu i dręczeniu przez mojego byłego, zauroczył mnie ktoś kto nawet nie wiem jak się do niego zwrócić.

Czytaj też: Wytańczyć miłość

W bardzo szybkim czasie dostałam informacje zwrotną, stwierdziłam, że napisze, oczywiście napisałam w temacie zajęć i jego dobrego humoru spowodowanego moim zachowaniem. Pan B przez jakiś czas pisał strasznie formalnie i miałam wrażenie, że średnio ma chęć z mną rozmawiać, ale zdziwiłam się gdy po dwóch dniach zaczepił mnie na korytarzu, był tak słodko zarumieniony. Zaczepiał mnie coraz więcej i częściej, stwierdziłam że zapytam go w końcu czy ma troszkę czasu poza zajęciami, pierwszy raz ucieszyłam się na czyjąś zgodę. Wychodziliśmy coraz częściej i coraz więcej chciał spędzać z mną czas, po jakimś czasie pojechałam z nim do sąsiedniego miasta. Ale w nocy dopadła mnie smutna przeszłość objawiająca się złymi snami, które skończyły się bezsennością. Siedząc obok niego oparłam się pod pretekstem chłodu i zmęczenia. Poczułam po chwili jak szybciej bije mu serce, te słodkie spojrzenie gdy położyłam na nim dłoń. Urocza scena tulących się nastolatków, która zapoczątkowała dalszy bieg akcji.

Rada przyjaciela

Dowiedziałam się iż mamy wspólnego przyjaciela, chodził z nim do gimnazjum. Napisałam przyjacielowi o tym że poznałam kogoś, ten znając mój smutny brutalny związek chciał abym rozwinęła historie z Panem B, abym go przytuliła, ale tak więcej niż zwyczajnie się o niego oparła. Wysłałam Panu B wiadomość kolegi, następnego dni był szkolny koncert, na który przyjechał tylko po to, aby mnie zobaczyć. Rozmowa ciągnąca się dwie godziny zakończyła się odprowadzeniem i sugestią abym posłuchała rady przyjaciela, gdy jej posłuchałam ekscytował się tym resztę wieczora.

Mądry, oczytany, ale nie ‚sztywny’, od razu wydał mi się bardzo opiekuńczą postacią. No więc czemu nie? Dla dorosłych wszystko to rzeczy blache i proste, dla młodych pocałunek to coś co zaczyna wszystko, wiec stojąc na przystanku gdy On w pośpiechu chce wejść, dałam mu całusa. Tak zaczął się miesiąc później związek. Już wtedy traktowaliśmy się jakbyśmy już byli parą. Zważając na fakt, że znam go 5 miesięcy on naprawdę jest zakochany. Jestem pesymistą z schematycznym podejściem do ludzi, brak mi instynktu samozachowawczego i B chce to zmienić. Stwierdził, że miło by było, gdyby mógłby mnie kiedyś na starość odnaleźć i przyjść na herbatę. Dzieciom zawsze brak doświadczenia, uczą się na błędach dorosłych bądź na własnych. Ale czy coś co jest za młodu nie może być poważne? Na długo. Porównał nas do Yin i Yang, dwa skrajne charaktery i osobowości mimo wszystko idealnie zgrane. W dniu musztry miałam ‚szczęśliwy numerek’ w szkole, nie raz mi powtarzał że to jemu przyniósł szczęście.

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+