Kardiolog złamał mi serce

Kardiolog złamał mi serce

Wiele rzeczy robimy w życiu niepotrzebnie. Niestety zdajemy sobie z tego sprawę za późno. Cofnąć czasu się nie da, a dałabym za to teraz wszystko. Dopuściłam się najgorszej możliwej rzeczy - zdrady. Tak szczerze, to siebie bym o to nigdy nie posądziła. A jednak tak wyszło. Tworzyliśmy małżeństwo od ponad dziesięciu lat. Byliśmy szczęśliwi i mieliśmy razem dwójkę cudownych dzieci. Nasz status społeczny też był do pozazdroszczenia, bo mój mąż (teraz już były) ma firmę budowlaną a ja pracuję jako kierowniczka pewnego dużego zakładu. I było nam dobrze. 

Potem pojawiły się moje kłopoty zdrowotne. Coraz szybciej się męczyłam, nawet wchodząc po schodach tylko na drugie piętro. Do tego dochodziło kłucie w klatce piersiowej. nikomu nic nie powiedziałam. Nie chciałam ich martwić, a myślałam, że to wszystko przejściowe jest. Pewnego dnia coś mnie tak zakuło, że brakło mi tchu na moment. trochę się wystraszyłam i pomyślałam, że nie powinnam tego bagatelizować. Poszłam do lekarza i dostałam skierowanie do kardiologa, bo stwierdził nieprawidłowości w pracy serca. Nie powiem, przeraziło mnie to, bo przecież byłam młoda, a choroby serca kojarzą się raczej z podeszłym wiekiem. Umówiłam się na wizytę do kardiologa, ale prywatnie, bo bałam się tak długo z tym czekać. Lekarzem okazał się młody mężczyzna, na oko trzydziestoletni, przystojny o niesamowicie zielonych oczach. Aż mi serce szybciej zabiło. Nie wiem jak on chce prawidłowo badać swoje pacjentki wywołując u każdej kołotanie serca swą aparycją. Oczywiście zrobił parę badań, na inne mnie wysłał i zaprosił na wizytę za dwa tygodnie. Nigdy tak bardzo nie cieszyłam się na wizytę u lekarza. W domu często myślałam o nim i czułam, jak oddalam się od męża. Ganiłam się w myślach, ale nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Cholernie zawrócił mi w głowie, a przecież nic takiego nie zrobił. Czułam się trochę jak zakochana gówniara. 

Gdy nadszedł ten dzień, byłam cała w skowronkach. Nie myślałam nawet o wynikach badań. Cieszyłam się, że go zobaczę. Weszłam do gabinetu, a on przywitał mnie uśmiechem. Niesamowitym uśmiechem. Odwzajemniłam i usiadłam przed nim. Odnośnie dolegliwości dowiedziałam się, że najprawdopodobniej jest to uwarunkowane genetycznie osłabienie mięśnia sercowego, czy jakoś tak. Pytał się, czy coś mi wiadomo o chorobach w rodzinie. Ja natomiast nie wiem nic, bo wychowałam się w domu dziecka, więc nawet nie znam rodziców. Na koniec, gdy już miałam wychodzić powiedział, że wino jest niezłym lekarstwem i zapytał, czy dam się zaprosić na lampkę wina. Pochwalił się, że jest kolekcjonerem i ma w domu bardzo dobre roczniki. Pierwsza myśl: nie powinnam. Druga: raz się żyję, nie marnuj takiej okazji. No i to uciszyło mój rozsądek i umówiłam się z nim u niego w domu na wieczór. W domu oznajmiłam, że jadę do przyjaciółki i nie wiem kiedy wrócę, więc nie muszą na mnie czekać. Pojechałam do Adama (bo tak miał na imię), który na szczęście nie mieszkał bardzo daleko. Otworzył mi drzwi elegancko ubrany (ale bez przesady) i czułam przyjemny zapach od niego, czyli używał ładnych perfum. Bardzo to cenię u mężczyzn. Zaprosił mnie do środka i oniemiałam. Cudownie urządzony dom. Oprowadził mnie, pokazał piwniczkę i wybrał wino. Wróciliśmy na górę, popijaliśmy wino i rozmawialiśmy przy akompaniamencie delikatnej muzyki. Było tak czarująco. On był taki czarujący… No i uległam. Zostałam na śniadanie. No cóż, szczegółów wam oszczędzę, ale się nie wyspałam ;p Gdy wróciłam do domu powiedziałam,że wypiłyśmy z Moniką wino (troszkę prawdy w tym jest) i dlatego zostałam na noc, bo przecież nie będę prowadzić samochodu po alkoholu. wymówka przeszła. Następnym razem powiedziałam, że jadę na delegację, a ten tydzień spędziłam z Adamem daleko za miastem. Gdy byłam z nim, nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Gdy w domu patrzyłam na dzieci i męża, trochę mnie to gryzło, ale starałam się o tym nie myśleć. I tak prowadziłam podwójne życie, przez jakieś trzy miesiące. I pewnego dnia chciałam odwiedzić Adama w pracy, zrobić mu niespodziankę i przemknęłam do jego gabinetu i otwierając drzwi w momencie tego pożałowałam. Wmurowało mnie w podłogę, gdy zobaczyłam go z jakąś kobietą zabawiających się na biurku. I tak się skończył mój romans. Strasznie mnie to zabolało, ale przecież miałam rodzinę. Jakoś się pozbierałam i wróciłam do domu. Tu ujrzałam moje walizki. Spakowane. Poczułam się nieswojo. Mój (jeszcze wtedy) mąż oświadczył mi, że wiedział o mojej zdradzie. Od pewnego czasu coś podejrzewał i wynajął detektywów. A z wystawieniem mi walizek czekał na dobry moment. Poczułam jak grunt osuwa mi się spod nóg. Uświadomiłam sobie, co tak naprawdę zrobiłam. Zniszczyłam wszystko. 

No cóż, wynajęłam małą kawalerkę w mieście i jakoś daję radę, bo mam pracę. Próbowałam naprawić naszą rodzinę, ale nie dało rady. Rozwiedliśmy się, ale z dziećmi kontakt mam. Przez jedno głupie zauroczenie zacisze mojego ogniska domowego legło w gruzach. Oczywiście znalazłam innego kardiologa, ale moje życie zmieniło się nieodwracalnie. To była najgłupsza rzecz jaką dotychczas zrobiłam, jestem słaba… Teraz staram się ułożyć jakoś te życie, ale to nie takie proste…