Kocham moją przyjaciółkę

Kocham moją przyjaciółkę

Na wstępie dodam, że jestem biseksualna. Cała historia zaczęła się kilka lat temu w liceum. Do mojej klasy doszła nowa koleżanka. Nie, nie od razu się w niej zakochałam. W tym czasie miałam jeszcze chłopaka i z Moniką zaczęłam się po prostu kumplować. 

Od razu znalazłyśmy ze sobą wspólny język. Siedziałyśmy razem na większości lekcji, odrabiałyśmy razem zadania. Pomagałyśmy sobie wzajemnie i nienawidziłyśmy tych samych osób. To sprawiło, że zbliżyłyśmy się do siebie na tyle, że czułyśmy się jak przyjaciółki. Zwierzałyśmy się sobie z naszych problemów, a głównymi byli faceci oczywiście. Monika też miała chłopaka, z którym miała czasem problemy, więc starałam się ją wspierać. 

W tym samym czasie w moim związku też zaczynało się dziać coś niedobrego. Olaf, bo tak ma na imię mój były już chłopak, zaczął zachowywać się dziwnie. Jednego dnia był milutki i kochany, a następnego już potrafił zbesztać mnie za nic, a czasem nawet zwyzywać. Coraz częściej wychodził gdzieś z kumplami, a dla mnie już nie miał czasu. Mieszkał dosyć niedaleko mnie, a zdarzało się, że nie widzieliśmy się przez dwa tygodnie. Zaczęło mnie to denerwować, ale za każdym razem, gdy mu to wypominałam, robiła się z tego awantura. w takiej sytuacji trwałam z nim dwa miesiące, ale w końcu powiedziałam sobie dość.

Czytaj też: Przyjaciel wyznał mi miłość

Postanowiłam sama dowiedzieć się o co chodzi. Gdy udałam się na przeszpiegi, zauważyłam pod jego domem czerwonego opla. Nie znam nikogo z jego rodziny co miałby taki samochód, a przez ten okres czasu co z nim byłam, zdążyłam się zorientować w jego świcie rodzinnym. Tego samego dnia, dosłownie chwilę wcześniej pisałam do niego z prośbą o spotkanie. Odpisał, że źle się czuje i zobaczymy się nazajutrz. Postanowiłam wtedy odwiedzić go w domu i sprawdzić jak jest. Gdy zobaczyłam ten nieznajomy samochód postanowiłam dostać się do domu. O dziwo debil nie zamknął drzwi na klucz, więc po prostu sobie weszłam. Zastałam ich w jednoznacznej sytuacji na podłodze w salonie. To definitywnie zakończyło wszystko, a ja jeszcze długo się zbierałam wewnętrznie.

I właśnie w tych najtrudniejszych chwilach Monika była przy mnie. Pocieszała mnie i poświęcała wiele czasu dla mnie. Chodziłyśmy razem na zakupy, jeździłyśmy na koncerty czy robiłyśmy jakieś wycieczki rowerowe. Starała się, abym przestała się zadręczać tym wszystkim i zaczęła żyć na nowo. I to właśnie wtedy się w niej zakochałam… Była dla mnie tak kochana i opiekuńcza, że nie można tego przyrównać do żadnego męskiego odruchu. Wiedziałam, że ona potrafi mnie zrozumieć, wysłucha i po prostu ze mną pobędzie. Jak to przyjaciółka… No właśnie, tylko przyjaciółka… Nie pozostawiałam sobie złudzeń, aż do chwili, gdy pokłóciła się ze swoim chłopakiem. Wtedy we mnie pojawiła się iskierka nadziei, że ona poczuje to samo co ja.

Czytaj też: Trudny związek

Że zauważy, że my kobiety potrafimy być dla siebie lepsze, niż mężczyźni. Ale nie wyznałam jej co do niej czuję, bo boję się, że to zakończy naszą przyjaźń. Boję się, że się przestraszy i stracę ją już tak całkowicie. Teraz chociaż mam ją przy sobie i mimo, że nie tak jak bym tego chciała, to dobrze, że jest. Stała się dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Moje wszelkie nadzieje na happy end legły w gruzach, gdy okazało się, że Monika pogodziła się ze swoim chłopakiem. Cieszę się, ze jest szczęśliwa, bo to dla mnie jest bardzo ważne, ale nadal twierdzę, że ze mną mogłaby być jeszcze szczęśliwsza. Dla niej zrobiłabym wszystko… Czasem mam wrażenie, że ją też ku mnie ciągnie, ale nie jestem pewna, czy to coś więcej niż jej  przyjacielska relacja względem mnie. 

Najlepszym wyjściem jest jasność sytuacji, ale serio boję się, że to może tylko pogorszyć sprawę. Niektórzy ludzie nie rozumieją, że można kogoś kochać niezależnie od płci. Nie wiem co robić w tej sytuacji. Nadal się przyjaźnimy i tak jest dobrze, ale chciałabym, żeby było jeszcze lepiej… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+