Mój nowy facet - ginekolog

Mój nowy facet - ginekolog

Jest to historia nadająca się do jednego z tych programów paradokumentalnych, które ciągle lecą w telewizji. Może się wydać głupia, ale dlaczego by jej tu nie opisać? Może dostarczy komuś rozrywki, albo tematu do rozmowy z koleżankami. Niektórzy mogą mną pogardzać, ale nasze życie ma wiele dróg, a ja jestem zadowolona z tej którą teraz idę. 

Jeszcze przed rokiem moje życie było bardzo poukładane. Może nawet monotonne… Miałam narzeczonego z którym mieszkałam i całkiem dobrą pracę. Cały rozkład dnia wyglądał mniej więcej następująco: praca, obiadokolacja, pranie, sprzątanie, ewentualna chwila dla siebie, łóżko. Na początku łóżko rekompensowało mi wszystkie trudy dnia, bo mój narzeczony starał się mnie zrelaksować… Z  czasem stawał się zmęczony wieczorami i nie robił nic innego niż oglądanie telewizji i spanie. Seks w naszym domu stał się świętem i jeśli dało radę raz w tygodniu to i tak był sukces. Starałam się nie robić scen z tego powodu. Gdy zaczynałam ten temat, aby po prostu porozmawiać, mój luby na mnie naskakiwał. Nie chciał gadać o tym… Znosiłam to dzielnie przez kilka miesięcy. Wpadłam w wir pracy, czasem zostawałam na nadgodziny. Niejako unikałam mojego narzeczonego, bo zwykła rozmowa często kończyła się kłótnią. Tak toczyły się nasze dni. 

Potem zaczął mi się spóźniać okres. Dwa dni. Potem cztery… Zdenerwowałam się trochę, bo nie był to czas na dziecko. Czyżby te rzadkie chwile intymności z moim kochanym dały jakieś nowe istnienie? Wydawało mi się to mało prawdopodobne, ale gdy okres nie przychodził już tydzień postanowiłam się zapisać do ginekologa. Tak, mogłam zrobić test, ale chyba się bałam… Tak więc umówiłam się do pewnego ginekologa w centrum. Wzięłam wolne w pracy i ruszyłam. Pierwszy raz szłam do tego ginekologa, bo po przeprowadzce miałam trochę daleko do mojego dawnego. Siedziałam w poczekalni i czekałam, aż mnie zawoła. W końcu znalazłam się w gabinecie twarzą w twarz z niesamowitym facetem. Blondyn z włosami lekko opadającymi na czoło, szarymi oczami i śnieżnobiałym uśmiechem. Zamurowało mnie na chwilę. Przedstawiłam mu mój problem i zabrał mnie na usg. Szczerze mówiąc czułam pewien dyskomfort rozbierając się tam. Pamiętam, że pomyślałam, że rozebrałabym się chętniej przy innej okazji… No ale zrobił mi to usg i stwierdził, że nie jestem w ciąży. Ucieszyła mnie ta wiadomość, ale myślałam, że będę czuć większą euforię. Mimo to kazał mi przyjść w przyszłym tygodniu, bo musi zrobić jakieś badania.  Tak też się stało. Przyszłam i zaprosił mnie do zabiegowego. Zamknął za nami drzwi. Chyba już wiedziałam co się stanie. 

Nie miałam zamiaru się opierać. Objął mnie w pasie i mocno pocałował. Odwzajemniłam. Posadził mnie na tej leżance i zaczął mnie rozbierać. Akurat miałam na sobie spódnicę, więc zdjął mi tylko rajstopy i majtki, a spódnicę podwinął do góry. Sam opuścił spodnie razem z bokserkami i zrobił to na co czekałam. Wszedł głęboko i pewnie. Szybki seks w gabinecie. Po wszystkim poprawiłam włosy i wyszłam. Myślałam, że to taki zwykły przygodny seks. Po jakimś czasie dostałam smsa, w którym zapraszał mnie na kawę. Wygrzebał mój numer z teczki pacjenta. Jakoś nie miałam mu tego za złe… Zaczęłam się z nim spotykać po kryjomu, ale po trzech miesiącach miałam dość ukrywania się. W moich stosunkach z lubym nic się nie zmieniło, więc ktoś musiał wykonać ten pierwszy i nieunikniony krok. Nie wiem na co liczyłam, ale nie usłyszałam żadnego “kocham cię” czy coś, tylko chciał, żebym nie zostawiała go samego. Chyba się martwił, kto mu skarpetki wypierze… 

Nie obchodziło mnie to już wcale. Z Damianem, bo tak ma na imię mój ginekolog, dogadywałam się świetnie. Przeprowadziłam się do niego. Teraz jesteśmy po ślubie i oczekujemy maleństwa. Cieszę się, że wybrałam tę drogę a nie zostałam w tamtym lesie… Zaczęłam nowe życie z dobrą zmianą na lepsze.