Nie kocham swojego męża

Nie kocham swojego męża

Człowiek popełnia w życiu wiele błędów, na większości się uczymy. Każdego żałujemy, ale przy niektórych żal szybko mija, a niektóre ciągną się wieczność. Mój w każdym razie już od 10 lat, odkąd poślubiłam Andrzeja. Sęk w tym, że to nie Andrzej jest problemem, tylko ja. Andrzej jest opiekuńczy, cierpliwy, inteligentny, przystojny  i charyzmatyczny. Można by rzec, że facet idealny. Ale go nie kocham. Moje serce należy do kogoś innego. 

Spytacie więc, dlaczego jesteśmy razem? Oto moja historia…

Będąc w liceum poznałam chłopaka, którego imienia wolałabym nie wymieniać, niech będzie XYZ. Był ode mnie starszy o cztery lata. Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Potem jedna kawa, druga, kolacja, wspólny wypad. Nasza znajomość się rozkręcała, a ja czułam, że z tego może coś być. Zakochiwałam się. Czułam, że on też. Byliśmy coraz bliżej siebie, nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Nigdy ze sobą nie spaliśmy, bo ja nie chciałam się spieszyć. On to szanował. Był wyrozumiały, zabawny, inteligentny i zawsze czułam się przy nim bezpiecznie. Tylko czasami miał jakieś swoje humorki. Zachowywał się jak kobieta w czasie okresu… Nic mu się nie podobało, nie dało się z nim rozmawiać. Szanowałam to, bo każdy ma jakieś swoje wady. W takich chwilach po prostu sobie odpuszczałam i znikałam mu z oczu. I tak było nam dobrze. 

Czytaj też: Skomplikowane uczucia

Po sześciu miesiącach nastąpiło coś, co spowodowało moje załamanie. Zerwał ze mną, od tak, bez konkretnego powodu. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę… Napisał mi to w liście, który zostawił mi w skrzynce. Od razu ruszyłam do niego do domu, aby mi to wyjaśnił, to dowiedziałam się, że wyjechał. Od tak wyjechał, nie zostawiając nowego adresu. Myślałam, że moje serce eksploduje. Nie wiedziałam, co ze sobą począć. Na początku zamknęłam się w pokoju i nie wiem jak długo nie wychodziłam. Po jakimś czasie koleżanki namówiły mnie, abym się zabawiła, bo nie ma co beczeć za jednym gdy tego kwiatu jest pół światu. Poszłam z nimi na dyskotekę. Na początku nie ciągnęło mnie do zabawy, ale po drugim drinku zapomniałam o złamanym sercu i ruszyłam na parkiet. Tam zahaczyłam o pewnego przystojnego bruneta z błękitnymi oczami równie zalanymi alkoholem jak moje. 

Tańczyliśmy, potem chwilę gadaliśmy; okazało się, że mieszka tuż obok i to tam poszliśmy dokończyć imprezę...

Rano obudziłam się w jego łóżku z głową na jego nagim torsie. Kac był niesamowity, ale wyrzuty sumienia jeszcze większe. Z jego strony nie poczułam takiego zażenowania. Zrobił nam śniadanie, uprzednio przygotował kąpiel… Miał w sobie takie coś, że nawet nie chciałam uciekać. Zaczęliśmy rozmawiać na trzeźwo, okazało się, że jest siedem lat ode mnie starszy, po magisterce, nazywa się Andrzej, a to mieszkanie dostał w spadku po ciotce itd. Polubiłam go, był oczytany i zabawny, ale nadal bolała mnie moja moralność, bo nigdy wcześniej się tak nie zachowywałam. Porozmawialiśmy o tym co się wydarzyło, starałam mu się jakoś wytłumaczyć, ale on mnie uciszył, stwierdził, że sam też się tak nigdy nie zachowywał, ale to może oznaczać, że to jakieś przeznaczenie. Nie wiem co w nim było, ale miał ten jakiś urok i pod jego wpływem, dałam mu mój numer. I tak odezwał się kolejnego dnia i kolejnego, a ja czułam się coraz dziwniej, Nie psychicznie, lecz fizycznie. Męczyły mnie nudności, dziwne pobolewanie brzucha. Gdy zaczął spóźniać mi się okres to zrobiłam test ciążowy. Wyszedł pozytywnie…

Andrzej zaakceptował ten fakt, zaopiekował się mną, mi udało się skończyć liceum zanim ciąża stała się widoczna. Pobraliśmy się po narodzinach naszej córki, Małgosi. To był ślub z rozsądku. To znaczy Andrzej mnie kocha, tak czuję, ale obawiam się, że on odczuwa, że moje uczucia nie są takie, jak być powinny. Ja go bardzo lubię i szanuję, troszczy się o nas i nawet mnie pociąga, więc ze sprawami sypialnianymi nie mamy problemów, ale to nie jest to uczucie. Jest mi z nim dobrze, ale go nie kocham… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+