Piękny nieznajomy

Piękny nieznajomy

Czytuję tutaj różne historie i pomyślałam, że podzielę się moją historią życiową. No może nie jestem jakąś sławną osobistością i nie mam jakiegoś bogatego życia, ale mam ochotę podzielić się z wami tym, co przydarzyło mi się najpiękniejszego w życiu.

 Od zawsze byłam osobą poukładaną, sumienną i rozważną. W szkole miałam nalepkę “kujon”, a ja po prostu lubiłam wypełniać swoje obowiązki. Z tym faktem wiąże się to, że jakoś nigdy nie byłam szczególnie lubiana. Albo się ze mnie wyśmiewali, albo olewali. Nie przeszkadzało mi to, bo w mojej głowie siedziało tylko to, żeby zajść daleko. Zawsze chciałam być najlepsza. Ze sprawdzianów, egzaminów… Taka trochę chora ambicja, ale taka już byłam. Możliwe, że dlatego mnie nie lubili… W każdym razie nigdy nie pozwalałam sobie na zabawy i imprezy, bo zawsze było coś do zrobienia w kierunku polepszenia mojej przyszłości. Tak więc ukończyłam liceum i studia ekonomiczne i zaczęłam pracę w banku nieopodal mojego osiedla. Pomyślałam, ze to jest to, na co tak ciężko pracowałam. Albo tak też sobie to wmawiałam… 

Tak więc któregoś letniego, słonecznego popołudnia wracałam z pracy przez park. Jest to najkrótsza droga do mojego mieszkanka, a jednocześnie bardzo urokliwa. Najbardziej lubię taką alejkę z jakichś kwiatków, nawet nie mam pojęcia jakich, ale pną się one nad głowami przechodniów. Tego dnia stała się dla mnie jeszcze piękniejsza, bo spotkałam tam pewnego mężczyznę. Stał oparty o słupek i patrzył gdzieś daleko w przestrzeń. Miał w sobie coś… pięknego. Chyba tylko tak to mogę określić. I nie chodzi mi tu tylko o wygląd zewnętrzny, choć w tej sprawie też mu raczej niczego nie brakowało, ale chodzi tak jakoś o całokształt. No nie wiem jak to opisać, bo takie rzeczy się po prostu czuje. Tak więc przeszłam obok niego próbując złapać jego wzrok, ale on był tak zamyślony, że nawet mnie nie zauważył. Pomyślałam, że w tej sytuacji mogłam zagadać, ale doszłam do wniosku, że to jest rola faceta. Brzmi staroświecko, ale takie mam poglądy. Jednakże leżąc w łóżku wieczorem trochę żałowałam, że nie zaczepiłam go. Starałam pogodzić się z tym, że już go pewnie nigdy nie zobaczę. No prawdopodobieństwo kolejnego spotkania było raczej nikłe. A jednak cuda się zdarzają…

Niecały miesiąc po tym tajemniczym spotkaniu w tej urokliwej alejce wracałam do domu z narady w pracy. Było już dosyć późno, a ja bardzo już chciałam się znaleźć w moim przytulnym mieszkaniu. Postanowiłam pójść przez park. Miałam trochę stracha, bo był już mrok i park opustoszał, ale ruszyłam dziarsko przed siebie. Po pewnym czasie miałam wrażenie, że ktoś za mną podąża. Odruchowo przyspieszyłam kroku i w pewnym momencie coś wyszło zza drzewa. chwyciło mocno za rękę i pociągnęło ku sobie, jednocześnie zasłaniając mi usta dłonią. Pomyślałam, że przepadłam. Na pewno mnie okradnie i zgwałci, a może nawet zabije. Szamotałam się, ale co taka kruszynka mogła zrobić rosłemu facetowi… W którymś momencie jednak ów rosły facet padł. Zobaczyłam zarys postaci, ale nie zdążyłam nawet się przyjrzeć, bo owa postać wzięła mnie za rękę i pędem ruszyliśmy do wyjścia z parku. Dopiero tam w świetle latarni ujrzałam go. Pięknego nieznajomego. Odprowadził mnie do domu i wyjaśniło się pare rzeczy, jak na przykład to, że to on szedł za mną w parku, bo lubi tam przesiadywać nocami, a gdy zobaczył samotną kobietę idącą przez park wyczuł kłopoty. Uratował mnie i tak zaczęła się nasza znajomość. Pod domem poprosił mnie o numer telefonu pod pretekstem telefonu z zapytaniem o samopoczucie. Zaczęliśmy się spotykać i to odmieniło moje życie definitywnie. Antoni, bo tak ma na imię, jest moim przeciwieństwem w wielu sprawach, ale dogadujemy się świetnie. Ma duszę artysty, pisze wiersze i często sprawia mi niespodzianki. Najbardziej pamiętna z nich to ta, gdy  zabrał mnie na pewne wzgórze i tam urządziliśmy sobie piknik. Był sok pomarańczowy, babeczki i namiętnie delikatny seks. To było nasze pierwsze zbliżenie i najbardziej wryło mi się w pamięć. Jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. To on czasem wyzwala we mnie dziecko, albo po prostu pokazuje jak się można dobrze bawić. 

Inteligentny, zabawny, romantyczny i nieziemski w łóżku… Po prostu piękny… Taka partia zdarza się raz na milion, więc jestem wielką szczęściarą, że go mam. Spośród tych wielu świetnych chwil muszę wyróżnić jeszcze jedną: nasz ślub. Antoni i jego dusza artysty wraz ze mną i moim poukładaniem tworzymy wyśmienity związek, który jest dowodem na to, że dwie prawie całkowicie różne osoby mogą być ze sobą szczęśliwe. Co więcej, jedno oddziałuje na drugie i każde z nas się czegoś uczy. Tamtego dnia nawet bym nie pomyślała, że piękny nieznajomy będzie kiedyś moim mężem :)

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+