Pierwsza miłość

Pierwsza miłość

Pierwsza miłość to najprawdopodobniej najważniejsza chwila w okresie dojrzewania młodego człowieka. Jest to tak silne uczucie, że pamięta się te chwile do końca życia. Czasami owa pierwsza miłość jest zarówno naszą ostatnią, lecz zdarza się, że jest tylko wprowadzeniem w dalsze życie i uczuciowe przygody. Jednak pierwsza miłość nigdy nie umiera i czasami daje o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Tak jak to było w moim przypadku.

Ogólnie w moim przypadku pierwsza miłość to pomieszanie z poplątaniem. Rozstaliśmy się dosyć gwałtownie, lecz bez wrogości. Nie było winy po żadnej ze stron. On zerwał ze mną z dnia na dzień, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. Tak, miałam strasznie złamane serce, lecz nie potrafiłam go znienawidzić. Choć starałam się, bo byłam przekonana, że byłoby mi łatwiej się wyleczyć. Byłam głupia i naiwna, że myślałam, że się z tego wszystkiego wyleczę. Fakt, dało się to przytłumić, gdzieś schować w głębi serca i tyle głowy, lecz nie pozbyć całkowicie. Taka jest magia tej pierwszej miłości. Często jednocześnie przekleństwo…  Utrzymywaliśmy sporadyczny kontakt, ale zdystansowany, aż w końcu po kilku latach zaniknął. Nawet się z tego cieszyłam, bo nie lubiłam rozdrapywać starych ran.

Czytaj też: Wytańczyć miłość"

Po naszym rozstaniu miałam jeszcze kilka związków, ale każdy z nich kończył się porażką. I tu nie chodziło nawet o nich, tylko o moją psychikę. Każdego z nich porównywałam do tego pierwszego, nazwijmy go Adam. Ten nie miał poczucia humoru jak Adam, ten nie był tak romantyczny jak Adam, inny był może lepiej zbudowany niż Adam, ale znowu nie miał żadnego talentu. A Adam często grał mi na gitarze. I z każdym facetem uświadamiałam sobie coraz bardziej, że nie znajdę nikogo takiego jak Adam. Zaczęłam godzić się z myślą, że zostanę starą panną. Nie chciałam pisać do Adama, bo nie lubiłam się narzucać. Duma nie pozwalała mi się prosić o atencję… 

Wszystko odmieniło się dwa miesiące temu, gdy pewnego dnia po powrocie z pracy znalazłam list w skrzynce. Ale nie był to zwykły list, lecz wiersz. Jeden rzut oka na pismo i wszystko jakoś wróciło. Moje serce chciało uciec z klatki piersiowej, zalała mnie fala gorąca, a uśmiech sam się pojawił na ustach. Instynktownie się rozejrzałam, ale nic i nikogo nie zauważyłam. Wiersz był tak bardzo w jego stylu… Nie potrafiłam przestać o nim myśleć przez kilka kolejnych dni, ale nie odezwałam się do niego; czekałam na kolejny krok. Wiedziałam, że on lubi takie podchody. Nasze początki w tamtym okresie wyglądały podobnie. 

Nie musiałam czekać długo, kiedy znalazłam czerwoną różę wetkniętą pod drzwiami mieszkania. Zaczęłam się zastanawiać, skąd on wie, gdzie ja mieszkam. Mógł mnie widzieć kiedyś na mieście i śledzić… Ale cóż, fajnie było znaleźć taką różę. Nadal się nie odzywałam i czekałam na kolejny krok, byłam bardzo ciekawa co wymyśli. I znowu po kilku dniach znalazłam za moimi drzwiami bilet, który musiał wsunąć pod nimi. Był to bilet do kina, na kolejną część filmu, który oboje lubiliśmy. W dniu tej randki byłam niesamowicie podekscytowana. Nie widziałam go kilka lat, byłam go bardzo ciekawa. Pomysłowości i romantyzmu nie zatracił, więc sądziłam, że niewiele się zmienił. No i nie myliłam się zbytnio. Spotkałam go przed salą, ubranego w  czarną koszulę i jeansy. Wyglądał mniej więcej tak, jak wyglądał wtedy. Jedyną zmianę jaką zaobserwowałam, to zmiana w jego oczach. Zauważyłam, że chyba coś się stało w jego wnętrzu. No nic, kupiliśmy popcorn i obejrzeliśmy film. Potem postanowiliśmy iść do jakiejś knajpki na kieliszek wina, który w sumie skończył się całą butelką. W tym czasie wiele rozmawialiśmy o tym co było i w ogóle. W pewnym momencie Adam przeprosił mnie za tamten ból, który mi sprawił, oświadczył, że dorósł i wyznał mi miłość. I mówił to szczerze, widziałam to w jego oczach. We mnie obudziły się wszystkie stare uczucia i pewnie również za sprawą tego wina, odwzajemniłam wyznanie. Wtedy Adam wziął moją twarz w dłonie i pocałował, tak jak dawniej. Nie wiedziałam, że tak bardzo mi tego brakowało; nikt nie całował tak jak on. Potem odprowadził mnie pod blok, ale nie zaprosiłam go do środka. Nie chciałam, żeby to poszło zbyt szybko. Tym razem, chciałam się najpierw upewnić. 

Tak więc znowu zaczęliśmy się spotykać, a ja czułam się szczęśliwa. I tak od dwóch miesięcy promienieję. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby w pełni mu zaufać, ale wszystko jest na dobrej drodze. Niby mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale ja mam ochotę zaryzykować. Widzę w jego oczach, że się zmienił, więc dlaczego by nie dać szansy tej prawdziwej miłości?