Prawdziwa miłość

Prawdziwa miłość

Po czym poznać prawdziwą miłość? Nie po serduszkach czy statusach na Facebooku i mizdrzeniu się do siebie przez całą dobę. Nie po ilości wypowiedzianych miłych słów. Prawdziwą miłość można poznać po tym, co się dzieje z naszym  związkiem z upływem czasu i jak znosi różne przeszkody rzucane mu przez los. Ja przekonałam się, że mój związek jest silny i już chyba mogę wypowiedzieć się na temat prawdziwej miłości.

Z Antkiem byłam już cztery lata. Wiadomo, że nie zawsze jest różowo, więc mieliśmy za sobą sporo trudnych sytuacji. Kłóciliśmy się i nadal kłócimy, jak każda para, ale zawsze staramy się znaleźć jakieś rozwiązanie, jak już ochłoniemy. Raczej należymy do par, które wolą coś odbudować, niż wymienić na nowe. Jesteśmy młodymi ludźmi, oboje mamy po dwadzieścia dziewięć lat, lecz życie wystawiało nasz związek na wiele prób, w tym na tę jedną najważniejszą, która odmieniła całe nasze życie. 

Czytaj też: Wycieczkowa miłość

Właściwie zapomniałam wspomnieć, że moja pasją są motocykle, sama na jednym jeżdżę i to między innymi z tym się wiąże historia. Gdy poznaliśmy się z Antkiem to już jeździłam. Najpierw podziwiał moją pasję, ale gdy zaczęliśmy być razem, zaczął na nią kręcić nosem, bo to przecież niebezpieczne jest; on się o mnie boi. Zapewniałam go, że nie ma się o co bać, choć po części miał rację, ale byłam narażona na wypadek tak samo jak każdy inny uczestnik ruchu drogowego, więc jak i on jadący rano do pracy. Odpuścił mi morały, ale nadal krzywo patrzył, gdy wychodziłam na przejażdżkę. Nie miałam mu tego za złe, po prostu się martwił. Byłam świadoma tego, że nie jest to do końca bezpieczne, ale zawsze miałam takie poczucie, że nic mi się przecież nie stanie. Aż do tego felernego dnia….

Jechałam swoją utartą trasą, był mały ruch. W pewnym momencie na drogę wybiegła mi wiewiórka i odruchowo zrobiłam gwałtowny ruch kierownicą, aby ją ominąć. I wtedy straciłam przyczepność… Siłą rozpędu uderzyłam w drzewo całą sobą. Poczułam tępy ból i najprawdopodobniej straciłam przytomność, bo nie pamiętam nic więcej. Następne moje wspomnienie, to szpital i Antek przy mnie. Pamiętam, jak się wtedy popłakałam. Nie wiem dlaczego, z szoku, bezsilności czy szczęścia, że Antek jest przy mnie. Dopiero gdy się uspokoiłam, zorientowałam się, że nie czuję nóg. Spanikowałam i wpadłam w histerię. Przyszedł lekarz, chyba dali mi środki uspokajające i poinformował mnie, że mam uszkodzony kręgosłup w odcinku lędźwiowym, co skutkuje paraliżem dolnej części ciała. Stałam się inwalidą. Pomyślałam, że moje życie jest już skończone, że Antek powinien znaleźć sobie kogoś zdrowego, a nie użerać się ze mną. Powiedziałam mu to. Chyba wręcz wykrzyczałam… Zapierał się, ale wyrzuciłam go z sali. Czułam się taka beznadziejna. Myślałam nawet o samobójstwie. Jednak moje rozmyślania przerwał Antek, wkraczając do sali z wielkim bukietem czerwonych róż. Powiedział mi, że mnie kocha niezależnie od wszystkiego i nie zostawi mnie nigdy w życiu. 
 
Wtedy też się popłakałam, ale jestem pewna, że to były łzy szczęścia. Szczęścia, że mam takiego cudownego faceta. Artur stara się mnie utrzymywać na duchu, ale bez wizyt u psychologa się jeszcze nie obejdzie. Artur wziął wolne w pracy dopóki nie nauczę się funkcjonować i póki co pomaga mi we wszystkim. Jest dla mnie nie tylko podporą w czynnościach codziennych, lecz przede wszystkim wspiera mnie psychicznie, bo nadal często mam chwile załamania. Nasza miłość ten test przeszła pomyślnie i jestem bardzo wdzięczna losowi, że mam takiego świetnego i kochającego faceta. Każdej kobiecie życzę, aby spotkała takiego na swojej drodze!