Przyjaciel wyznał mi miłość

Przyjaciel wyznał mi miłość

Wierzycie w przyjaźń damsko - męską? Ja wierzę, ale ostatnio na własnej skórze się przekonałam, że nie zawsze tak jest. Ale to wszystko było tak niespodziewane, że szczerze mogę to mianować największą niespodzianką mego życia. Dotychczasowego życia, ale ciężko będzie to przebić na przyszłość… Zawsze marzyłam o tym, aby mieć kogoś, taką prawdziwą miłość i aby ktoś mi wyznał tą miłość. Tak, uwielbiałam się katować romantycznymi filmami… Nigdy jednak nie przypuszczałam, że moje życie obierze podobny scenariusz… 

W podstawówce zakumplowałam się z takim jednym kolegą z mojej klasy, imieniem Szymon. Potrafiliśmy razem gadać, bawić się i oboje lubiliśmy czytać książki. Szymon był niezbyt lubiany w naszej klasie i często go przezywano i dokuczano mu. chodziło głównie o wygląd, bo był dosyć duży, no i czytał książki oraz miał dobre oceny, co czyniło go kujonem. Ja tam nie zwracałam na to uwagi i lubiłam z nim spędzać czas. Oczywiście przezywano nas, że jesteśmy parą, ale po jakimś czasie przestaliśmy na to reagować. Czuliśmy się jacyś dojrzalsi niż oni… 

Tak minęła nam podstawówka, którą oboje ukończyliśmy z doskonałymi wynikami. Poszliśmy do tego samego gimnazjum i kontynuowaliśmy naszą przyjaźń. Wszyscy też od razu wzięli nas za parę, ale szybko pojęli, że jesteśmy przyjaciółmi. Swoją drogą, pod koniec gimnazjum, raczej nie mieliby teraz powodów mu dokuczać. Szymon bardzo wyrósł, przez co schudł. Zaczął też chodzić na siłownię. W nauce już się nieco opuścił, ale sądziłam, że to przez tą siłownię. Nasze drogi nie rozeszły się nawet po gimnazjum, bo poszliśmy do tego samego liceum, z tą małą różnicą, że ja na humana, a on mat-fiz. Od zawsze był lepszy z matematyki… Wtedy zaczęliśmy spędzać coraz mniej czasu razem, bo wiadomo, że przybyło obowiązków. Mimo wszystko staraliśmy się zawsze znaleźć dla siebie czas. Chodziliśmy razem na lody, oglądaliśmy filmy czy chodziliśmy na dyskoteki. I wszystko było fajnie.

Ani ja, ani on, nie mieliśmy tej drugiej połówki. Owszem, podobał mi się pewien chłopak z trzeciej klasy, ale gdzie ja tam miałam startować… Za to Szymon się o nim nasłuchał… :) On też opowiadał mi o pewnej dziewczynie, która mu się podobała. Nie chciał nic o niej powiedzieć i tylko zdradził, że jest w tym samym wieku. Nie wiedziałam jak mu pomóc, ale on stwierdził, że i tak jest na przegranej pozycji. Kazałam mu się nie poddawać i zrobić coś romantycznego w jej kierunku, bo to praktycznie zawsze działa. Tym bardziej, że zbliżały się walentynki.  Powiedział, że to przemyśli. Kolejne dni mijały tak jak zwykle.

Nadszedł 14 luty, ale jako że byłam singlem, a na dodatek była to niedziela, to leżałam do późna w łóżku. O 11 wyrwał mnie z tego łóżka dzwonek do drzwi. Niechętnie poszłam otworzyć i wtedy się rozbudziłam. Przede mną stał Szymon z wielkim bukietem róż, który mi wręczył. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że przyniósł mi je jako przyjaciel, aby mi nie było smutno w ten dzień. Zaprosiłam go do środka, mimo że ja byłam tylko w piżamie. Gdy usiedliśmy w moim pokoju powiedział mi, że długo się zastanawiał nad moja radą, ale postanowił działać. Niczemu nie świadoma zapytałam, jak mu poszło. Wtedy on odpowiedział, że to zależy ode mnie. Powiedział, że to we mnie się zakochał już dawno, ale dopiero teraz odważył się mi to wyznać. Musiałam bardzo dziwnie wyglądać w tej chwili, siedząc w piżamie z rozdziawioną buzią… Oznajmił, że ulżyło mu, gdy mi to wyznał, bo to ciągłe słuchanie o tych chłopakach co mi się podobają  już zaczynało go boleć. Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. On chyba sam nie wiedział, co ze sobą zrobić w tym momencie i po prostu wyszedł zostawiając mi róże. Ja odezwałam się do niego po kilku dniach (nie chodziliśmy do szkoły, bo ferie były) prosząc o spotkanie. Wyjaśniłam mu, że bardzo się cieszę, że się na to odważył, bo ja teraz przy okazji też wiem o wszystkim oraz to, że ja traktuję go jako przyjaciela. Przyjął to “na klatę”, ale wiem, że nie było to takie łatwe. 

Nie wiem jak teraz będzie wyglądać nasza przyjaźń, ale na pewno nie tak jak do tej pory. Miłość potrafi zniszczyć nawet najlepszą przyjaźń. Najgorsze jest to, że o tej sytuacji będzie nam przypominać każde spojrzenie na siebie. To było trudne dla obu stron, ale wiem, że tak musiało być. Mam nadzieję, że kiedyś ułoży sobie życie i będzie szczęśliwy bez mojej miłości… :)