Randka w ciemno

Randka w ciemno

Nigdy nie miałam szczęścia do facetów. Każdy, prędzej czy później, okazywał się złamasem, żeby nie użyć tutaj niecenzuralnych słów. Próbowałam też na portalach randkowych, ale zrezygnowałam, gdy dotarło do mnie, że ¾ osobników to jedynie nabuzowani testosteronem pozerzy i “zdobywcy”. Wszystko w moim życiu odmieniło się dopiero po głupim pomyśle mojej przyjaciółki. Może wcale nie był taki głupi ten pomysł…

Pewnego jesiennego wieczoru siedziałam z moją przyjaciółką Kasią na kanapie, sączyłyśmy wino i oglądałyśmy jakąś komedię romantyczną. Lubiłam się czasami podołować w ten sposób; oglądając cudowne i romantyczne życie bohaterów filmu. Zazwyczaj żartowałam sobie z tego mojego żywota, ale tego wieczoru łzy same cisnęły mi się do oczu. Wypłakiwałam się Kaśce na ramieniu, wspominając każdego faceta, który mnie wyświnił, chociaż ona znała każdą tę historię od podszewki. Może nie będę tu każdego z imienia przytaczać, ale mogę wspomnieć, że znalazł się taki, który robił mi wodę z mózgu, a sam miał żonę. Był też taki jeden, który założył się z kolegami o skrzynkę piwa, że mnie zdobędzie. Nie mogło zabraknąć też tyrana, albo dla przeciwwagi: maminsynka. Przez ostatnie pięć lat, żaden mój związek nie trwał dłużej niż trzy miesiące. A ja sama czułam się staro. W towarzystwie śmiałam się, że będę starą panną z kotem, ale w głębi serca czułam wielką pustkę. Bardzo mi było smutno, dlatego dosyć sceptycznie podeszłam do pomysłu mojej przyjaciółki Kaśki odnośnie zaaranżowanej randki. 

Kaśka wyskoczyła z takim pomysłem jakiś czas po tym smutnym i zapłakanym wieczorze. Powiedziała mi, że do jej firmy przyjęli nowego pracownika i wygląda jej na dobrą opcję dla mnie. Oznajmiła, że zorganizuje nam spotkanie. Wyśmiałam ją, bo ewidentnie się chciała zabawić w swatkę. Odmówiłam jej, ale ona tak długo wierciła mi dziurę w brzuchu, że w końcu przystałam na jej propozycję. Chciałam, żeby pokazała mi chociaż jakieś jego zdjęcie, ale ona odmówiłą i powiedziała, że to ma być prawdziwa randka w ciemno. Stwierdziłam, że chyba za dużo oglądałyśmy tych filmów romantycznych. No ale co miałam zrobić; poszłam na to spotkanie. Kaśka umówiła nas w takiej przyjemnej restauracji, gdzie same często chodziłyśmy, żebym nie czuła się aż tak nieswojo. Znakiem rozpoznawczym miał być kwiat lilii. Ja miałam go wpięty we włosy, które mi Kaśka specjalnie na tę okazję ładnie upięła. W restauracji było kilka osób, ale tylko jeden mężczyzna miał lilię, na dodatek ładnie wkomponowaną w kieszonce marynarki. Siedział przodem do wejścia, więc też mnie zauważył niemalże od razu. Przez chwilę tak staliśmy i na siebie patrzyliśmy. Potem ocknęłam się i ruszyłam do stolika.

Czytaj też: Randka "w ciemno"

On wziął mój płaszcz, podsunął mi krzesło… Już tym zapunktował. A jeśli miałabym go opisać, to powiedziałabym, że ma on interesującą urodę, takie niekonwencjonalne piękno moim zdaniem. Ale nie samym wyglądem człowiek żyje. Przeszło mi przez myśl, że to chyba był zły pomysł, już chciałam spanikować i wyjść, ale przynieśli jedzenie, które wcześniej zdążył zamówić Norbert. Nie wiem czy sam z siebie trafił w mój gust, czy Kaśka mu podpowiedziała, ale dzięki temu nie wyszłam i bardzo się z tego cieszę, bo Norbert się okazał nie tylko atrakcyjny zewnętrznie, ale przede wszystkim wewnętrznie. Jest człowiekiem o łagodnym przysposobieniu, inteligentnym i co najważniejsze: z takim samym poczuciem humoru jak ja. Rozmawialiśmy o filmach, które nas bawią oraz o tych, na których płaczemy. Okazało się, że słuchamy podobnej muzyki i możemy powymieniać się ciekawymi playlistami. Jest człowiekiem z pasją i niezwykłą energią życiową. Bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język. Po kolacji odprowadził mnie pod blok, pocałował w rękę na pożegnanie i obiecał, że już nie może się doczekać kolejnego spotkania. 

Tak więc zaczęliśmy się spotykać regularnie i czułam się jak nastolatka, mimo iż ja mam lat 29, a on 33. Teraz, po kilku miesiącach schadzek jesteśmy parą i idzie już czwarty miesiąc naszego związku. Mam nadzieję, że będzie on trwał jak najdłużej. I pomyśleć, że straciłabym szansę na szczęście, gdyby tylko Kaśka nie była tak uparta. Dobrze jest mieć taką wspaniałą przyjaciółkę. A teraz, mam jeszcze wspaniałego chłopaka. Niczego więcej mi do szczęścia nie potrzeba już. No może dziecka, ale to w przyszłości, jak upewnię się na 100%, że Norbert to ten jedyny i odpowiedni.