Serce w rozterce

Serce w rozterce - historie miłosne

Najbardziej skomplikowany ludzki organ? Bez wahania odpowiedziałabym, że serce. Nie do pojęcia są jego wybory i upartość. Dlaczego ono nie chce słuchać się rozumu? No tak, przecież te dwa organy prowadzą odwieczną wojnę ze sobą… A jakie są ofiary wojny? Główną ofiarą jest nasza psychika… A moja niestety z tytanu nie jest i boję się, że kiedyś pęknie. 

Wiecie co jest najgorsze? Że dla większości osób moje problemy to nie są problemy. Często zostaję z nimi sama, bo nikt nie jest w stanie zrozumieć tego, co się dzieje w moim wnętrzu. Przecież to zwykłe miłosne rozterki zwykłej nastolatki. Ba, na dodatek starej nastolatki, bo przecież w wieku dziewiętnastu lat powinnam wiedzieć czego chcę… Sęk w tym, że nie wiem. 

Kiedyś, chyba dobry rok temu w moim życiu pojawił się pewien chłopak, nazwijmy go Łukasz. Poznałam go na imprezie organizowanej przez wspólnych znajomych. Chyba zakochałam się od pierwszego wejrzenia, choć już na pierwszy rzut oka do mnie nie pasował. Mianowicie był niższy ode mnie. No ale takie pary też są przecież i nie od wzrostu zależy miłość. Całkiem dobrze się dogadywaliśmy, często razem tańczyliśmy… Czułam motylki w brzuchu :) Miałam wrażenie, że też mu wpadłam w oko, ale mogło to być po prostu wrażenie zakochanej dziewczyny. 
Wymieniliśmy się numerami i tak zaczęliśmy pisać. Największym problemem chyba była odległość nas dzieląca, bo on mieszkał prawie osiemdziesiąt kilometrów ode mnie. Dopiero potem zrozumiałam, że to nie odległość jest problemem, tylko on sam. Ale niestety nie zmieniło to moich uczuć do niego… 

Na początku zapowiadało się dobrze. Pisaliśmy czasem do późnych godzin nocnych, wiele tematów i tak dalej. Po jakimś miesiącu od poznania udało nam się spotkać, bo akurat wracał z delegacji i byłam po drodze. Tak więc spędziliśmy razem czas, ale nie mogę nazwać tej randki romantyczną. Przez cały jej czas trwania albo się do mnie próbował dobierać, albo insynuował różne wiadome rzeczy. A ja jestem jeszcze dziewicą, więc nie mam ochoty tracić tego z byle kim. Oczywiście on nie jest dla mnie byle kim, ale no, mam swój rozum. Skończyło się tylko na całowaniu. Tak, wiem że to świadczy o tym, że mu zależy tylko na seksie ze mną, ale nie potrafię go wyrzucić z mojej głowy, nie mówiąc już o sercu. Po jakimś czasie nasz kontakt nieco uległ zmianie, mianowicie często mi nie odpisywał, gdy pisaliśmy na Facebooku też odczytywał i odpisywał dopiero po tygodniu na ten przykład. Na dodatek zaczęły się wyrzuty z jego strony. Zaczął zarzucać mi, że się puszczam z jego kolegami, czyli tymi naszymi wspólnymi znajomymi i robić z siebie jakąś ofiarę. Tylko halo, my nie byliśmy w związku, więc on nie miał żadnych praw roszczeniowych do mnie. Nie wspominając o fakcie, że przecież tego nie robiłam i jak mógł mnie o coś takiego oskarżać. Co najlepsze, jeden z tych kolegów chyba coś do mnie czuje, bo tak jakoś to wyczuwam w jego zachowaniu wobec mnie. Dodam, że Łukasz jest cholernym hipokrytą, bo dla niego najlepiej jakbym nie miała życia towarzyskiego, ale on może jeździć na wszystkie imprezy i zapewne zabawiać się z dziewczynami jakimiś. Straszna jest ta świadomość, że Łukasz jest całkowicie nieodpowiednim facetem, a jednak… Wszyscy mi mówią, że skoro on taki jest, to: skończ znajomość z nim, przestań się tak nim przejmować, odpuść sobie go. Tylko tak się nie da. Ja wiem jakim on jest frajerem, ale uczuć nie zmienię… Choć wiele przemawia za tym, że mu na mnie nawet nie zależy… 

Taka jest moja sytuacja. Kocham, choć wiem, że nie warto. Często mnie rani swoimi słowami, poczynaniami, a ja to znoszę. Nawet nie do końca wiem dlaczego. Tak jakby mógł się zmienić… Chyba mam jakąś utajnioną nadzieję, że tak będzie. Najgorsze jest to, że to wszystko odbija się na mojej psychice i zaczynam podejrzewać u siebie depresję. Nie wiem co z tym wszystkim począć, więc zostawiam to tutaj...

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+