Skomplikowane uczucia

Skomplikowane uczucia

Jestem mężatką od dziesięciu lat. Powinnam dodać, że szczęśliwą mężatką. Z mężem świetnie się dogadujemy i co najważniejsze; kochamy się. Wiem, że tego nie można być nigdy pewnym w stu procentach, ale ja jednak nie mam ku temu żadnych wątpliwości. Z naszej miłości wyszła już dwójka dzieci. Właśnie rok temu najmłodszy poszedł już do przedszkola, więc ja mogłam wrócić do pracy. I wtedy wszystko w mojej głowie i sercu zaczęło się plątać… 

Pracuję w gazecie, a jak wiadomo, tam jest dosyć duży przemiał osób. Ja akurat siedzę na dosyć stabilnym stanowisku, mianowicie jestem grafikiem. Projektuję wygląd stron i takie tam inne. No i po powrocie z macierzyńskiego razem kilkoma koleżankami i kolegami, tymi z którymi najbliżej współpracuję, zrobiłam takie spotkanie z poczęstunkiem w czasie przerwy w pracy. Mój kumpel zapowiedział, że przyprowadzi nowego, z którym dzieli biuro, aby pomóc mu się zaklimatyzować. Nie miałam nic przeciwko temu. Po drodze do pracy kupiłam pączki i ciastka i przyszykowałam wszystko w naszej tak jakby zakładowej kuchni. Po chwili wszyscy przyszli i zaczęłam się ze wszystkimi witać. dopiero chwilę potem zauważyłam jakiegoś młodzieńca opierającego się o ścianę przy drzwiach. Mój kumpel przedstawił mi go jako tego nowego. Uśmiechnął się tajemniczo i przedstawił jako Mariusz. Podczas uścisku dłoni spojrzał mi w oczy i aż mnie dreszcz przebiegł. Nie dałam po sobie znać, ale czułam się jakoś dziwnie… Przez cały dzień nie potrafiłam się skupić na pracy. Potem wróciłam do domu i starałam się zapomnieć o jego przenikliwych zielonych oczach, ale prześladowały mnie. Wieczorem nawet nie miałam ochoty na seks z moim mężem, bo w niczym nie przypominał tego jakże tajemniczego i przystojnego młodzieńca, co mnie prześladował w umyśle.

Powiedziałam, że się źle czuję i tyle. Po części to była prawda, bo czułam się dziwnie i nie wiedziałam co to jest. Chodziłam do pracy z jednoczesnym strachem i nadzieją, że go spotkam. Nigdy dotychczas nie czułam czegoś takiego. Jakiś czas potem spotkałam się z moją przyjaciółką na kawie i wszystko jej zrelacjonowałam. Stwierdziła jednoznacznie, że się zakochałam. Zaprzeczyłam, bo przecież  wiem jak wygląda zakochanie; przeżywałam to z moim mężem zanim przerodziło się to w coś większego. Maja stwierdziła, że zakochanie może mieć wiele form. Ok, jest psychologiem to może coś tam wie. Podsumowując; mając męża zakochałam się w nowym koledze z pracy… Czy to czasem nie jest nierozsądne?! Miałam jakieś wewnętrzne poczucie winy… Czasami widywałam się z nim w tej naszej kuchni w pracy i niejako flirtowaliśmy. Potem rozmyślałam o tym godzinami i zastanawiałam się co taki młody, przystojny chłopak mógłby we mnie widzieć. Nie mówię, że źle wyglądam, o nie. Czuję się i wyglądam młodziej niż większość kobiet po trzydziestce. Nie miałam sobie nic do zarzucenia pod tym względem. Doszłam do wniosku, że pewnie tylko sobie uprzyjemnia mną czas, więc postanowiłam się trzymać na dystans. Oj, to nie było takie proste. Miał jakiś dziwny wpływ na mnie. Bałam się, że to może zajść za daleko kiedyś, ale nie wiedziałam co z tym zrobić. Nawet pewnego razu na tej kuchni był cholernie blisko mnie. Tak jakby chciał mnie pocałować. Uciekłam. Potem starałam się z nim nie zostawać sam na sam. Zastanawiałam się jak się odkochać. Ale mój problem rozwiązał się sam. Wylali go z pracy. za niesubordynację czy coś takiego. Ulżyło mi. 

Oczywiście mój mąż do teraz nie wie, że takie coś miało miejsce. To było takie szczeniackie, że się tego wstydziłam. Nadal się wstydzę, gdy czasem sobie to przypomnę. No ale na szczęście to już przeszłość i teraz możemy kontynuować naszą  rodzinną sielankę.  Uczucia to jednak bardzo skomplikowana sprawa…