Trudne życie z zazdrośnikiem

Trudne życie z zazdrośnikiem

Cała moja historia zaczyna się trzy lata temu na urodzinach mojej przyjaciółki. Jej chłopak przyprowadził swoich kumpli i właśnie jednym z nich był Michał. Przypadliśmy sobie do gustu i tak zaczęła się nasza przygoda. 

Oczywiście początki były wspaniałe. Zabiegał o moje względy i faktycznie starał. Każda kobieta lubi, gdy ktoś o nią zabiega. Pamiętam nasze wspólne wypady do kina i nawet do teatru. Pamiętam taką sytuację, jak oznajmił, że zabiera mnie gdzieś, ale to niespodzianka. Kazał mi jednak ubrać się elegancko, ale też do przesady. Po prostu ładnie. Nie mogłam się domyślić gdzie pojedziemy, a przecież do kina nie musiałabym się tak stroić. Tego dnia przyjechał po mnie i ruszyliśmy, a ja cały czas zastanawiałam się gdzie to jedziemy. Gdy zajechaliśmy pod kręgielnię to nieco się zdziwiłam. Dlaczego kazał mi się tak ubrać do kręgielni? Uprzedzając moje pytanie wyjaśnił mi, że to dopiero pierwszy punkt programu. Okazało się, że kolejny jest teatr, co wyjaśniało strój. Nigdy nie byłam na randce w teatrze i to mi zaimponowało. Podobało mi się również, jak bez okazji przyniósł mi kwiaty, albo zabierał na piknik. Czułam, że na prawdę mu na mnie zależy. Zakochałam się i staliśmy się parą. 

Mogłoby się wydawać, że parą idealną, bo wszyscy widzieli, że Michał to by mi nieba przychylił, ale to jest po prostu ta jaśniejsza strona naszego związku. Każde związki mają te jaśniejsze i ciemniejsze strony, to wiadome, ale mnie czasem nasze ciemne strony przerastają… 
Wiecie co dolega naszemu związkowi? Zazdrość. Zazdrość, która pojawiła się z czasem, albo po prostu na początku jej nie zauważałam, bo chodziłam z głową  w chmurach. Jestem z Michałem od ponad dwóch lat i na prawdę go kocham, ale czasem jestem tym bardzo zmęczona. Wiadomo, ze w każdym związku jest potrzebna odrobina zazdrości, bo w przeciwnym razie oznaczałoby to, że nikomu nie zależy, ale on bardzo przekracza tę odrobinę. 

Rok temu zamieszkaliśmy razem, bo pomyślałam, że skoro będzie miał mnie więcej przy sobie to przestanie mi wymyślać jakieś zdrady. Już wolałam być na oku niż ciągle wysłuchiwać jakichś insynuacji czy oskarżeń. Było jednak niewiele lepiej. Oboje chodziliśmy do pracy, więc na szczęście nadal miałam kontakt z ludźmi. Jemu to i tak było nie w smak, bo najchętniej to chciałby, abym siedziała cały dzień w domu, sprzątała i gotowała, a do ludzi wychodziła tylko pod jego obecność. A to i tak by niewiele dało, bo on potrafi się czegoś uczepić nawet jak idziemy gdzieś razem. Bo na tego tak spojrzałam, a ten na pewno mi się podoba, a tamtego pewnie bym chętnie przeleciała. Często się o to kłócimy i wtedy mam ochotę wszystko zakończyć, ale on przychodzi do mnie, przeprasza, przynosi kwiaty i śniadania do łóżka. To przypomina mi, że bardzo go kocham, bo ma on swoje dobre strony i się godzimy. I tak w kółko… Ostatnio zrobił mi aferę o to, że kolega ze studiów zaprosił mnie do znajomych na  facebooku i zapytał co tam u mnie słychać. Nawrzeszczeliśmy na siebie i nie odzywał się do mnie przez trzy dni. Ja do niego też, bo postanowiłam być nieugięta. Odezwał się do mnie pierwszy i rzewnie przepraszał. Staramy się rozmawiać na ten temat, ale to też Michał musi mieć odpowiedni humor, bo w przeciwnym razie może być tylko gorzej… Sugerowałam mu już wizytę u specjalisty, ale to tylko go rozjuszyło. 

Nie wiem co robić. Czasami potrafi być na prawdę cudowny i potrafimy być bardzo szczęśliwi, ale jak uruchomi się ta jego zazdrość, to atmosfera w domu jest tak gęsta, że można by ją nożem kroić… Kocham go i wiem, że jemu też na mnie zależy, ale czasem mam wrażenie, że nie wytrzymam… Niby nie powinnam się męczyć w takim toksycznym związku, ale chyba nie potrafię go zakończyć. Może to ja powinnam iść do psychologa…

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+