Trudny związek

Trudny związek

Czuję się strasznie i pomyślałam, że jak się tym podzielę, to będzie mi lepiej. Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia co mam zrobić z moim życiem. Wydaje mi się takie bez sensu… A to wszystko przez miłość. Choć nawet nie wiem, czy to coś istnieje. Może tak się nazywa przywiązanie do kogoś? Moje życie jest cholernie poplątane…

Zaczynając od początku, opowiem wam historię mojego beznadziejnego życia uczuciowego. Półtora roku temu rzucił mnie chłopak. Rozpaczałam strasznie, był dla mnie, najlżej mówiąc, zwykłą świnią, a i tak gdzieś tam w głębi nadal go kochałam. Albo nadal kocham. Sama nie wiem. Uczucia są dziwne. Sprawiają ból, ale pozbyć się ich nie da. Kilka miesięcy potem poznałam mojego obecnego chłopaka. Pomógł mi wyjść z dołka. niesamowicie dobrze nam się razem rozmawiało. Aż dziw, że dzieliło nas dziesięć lat… W ogóle tego nie odczuwaliśmy gdy rozmawialiśmy. Na początku, jak to zwykle na początku, było super. Ja w ogóle na pierwszym etapie naszej znajomości nie brałam pod uwagę, że mogłabym z nim być. Był dla mnie super przyjacielem. I zastanawiam się, czy gdyby tak zostało nie byłoby lepiej… Natomiast widziałam, że z jego strony od początku była nadzieja na coś więcej. I wyszło na jego… Po kilku miesiącach znajomości zostaliśmy parą. Ujął mnie wrażliwością, delikatnością, spokojem i jednoczesną hardością. Był prawie jak ideał. Oczywiście prawił miłe słówka, komplementy, starał się, abym czuła się wyjątkowa. I czułam. Byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Bardzo rzadko już myślałam o moim byłym. Teraz on stał się całym moim światem.

Niestety, dzieliła nas duża odległość. Na dodatek on pracował do późna, więc widywaliśmy się tylko w weekendy. Ufałam mu bezgranicznie, więc nie myślałam nawet o tym, co on może robić, kiedy mnie z nim nie ma. Często ze sobą pisaliśmy, w sumie nadal tak jest, więc z tego w połowie składa się nasz związek. Z pisania smsów i wiadomości na fejsie. Szczerze mówiąc, na początku mi to nie przeszkadzało. Wszystko było idealne w sumie. Gdy widywaliśmy się w weekendy to spędzaliśmy miło czas. Tu jechaliśmy do kina, tu na kręgle lub na koncert. A gdy nigdzie nie jechaliśmy, to po prostu oglądaliśmy razem film na laptopie. Dla mnie nie było ważne to co robiliśmy, a to, że robiliśmy to razem. 

Początki zawsze są  piękne. Potem mija pierwszy rok i zaczyna się. Szczerze mówiąc, może nadal byłabym beztrosko szczęśliwa, gdybym nie dowiedziała się paru rzeczy o wolnym czasie mojego chłopaka i o tym, że ma nie tylko kumpli, ale też przyjaciółki. Bardzo miło… W tym momencie się coś zepsuło między nami. Prysło jak mydlana bańka. Nie mówię tu tylko o bezgranicznym zaufaniu, ale też o tej beztrosce. Byłam przekonana, że to ja jestem tą jedyną i najważniejszą. Teraz zaczęłam mieć wątpliwości co do wszystkiego. On oczywiście nie widzi problemu. Twierdzi, że nic się nie zmieniło. Szkoda tylko, że ja to odczuwam inaczej, ale pewnie dlatego, że jestem skomplikowaną kobietą… Przestał mi słodzić, dawno już nie słyszałam jakiegoś słowa uznania, a o komplementach nie wspomnę. Zaczęłam wątpić, ze jestem tą jedną jedyną. Oczywiście jak mu o tym powiedziałam, okazało się, że wyolbrzymiam. No tak, jak zwykle. Dlaczego on nie rozumie, że potrzebuję pewności? Wiem, słowa to tylko puste literki, to czyny są ważne, ale przecież czyny to potwierdzenia słów. A co on chce potwierdzać, jak nic nie powiedział? Jestem kobietą, potrzebuję tego, ale on ma jakieś ograniczone myślenie. Nic dziwnego, w końcu jest facetem to i myśli jak facet… Nawet, gdy mówię mu coś wprost o moim problemie, o tym czego oczekuję, to on nie wie co ma zrobić, żeby temu zaradzić i coś naprawić. A ja czuję się jak pitstop w Formule 1. Czuję, jakby miał mnie opuścić… Powinien być dla mnie oparciem, a ja czuję się jak taki zwykły nikt… Ciągle daję mu szansę, może trochę bardziej się postara i wreszcie sprawi, że będę się czuła jak na początku związku, czyli wartościowa i komuś potrzebna. 

Jedna rzecz może zawalić wszystko. Czuję tę różnicę, jaka zaszła w naszym związku. Tylko nie mam pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. Nigdy nie byłam w tak głupiej sytuacji. Chyba pozostanę przy czekaniu, to mi wychodzi najlepiej, może z czasem wszystko się rozwiąże…                                

PS. Trochę mi lepiej, gdy się tym podzieliłam :)