Wakacyjne uniesienia

Wakacyjne uniesienia

Wakacyjne miłości, miłostki i romanse. Dużo tego w telewizji i czasopismach dla kobiet. Zawsze mnie to śmieszyło. Osobiście jestem kobietą w kwiecie wieku, której głównym zajęciem jest praca. Nie mam partnera, ale nie z powodu aparycji, bo nie mam jej nic do zarzucenia, ale z powodu braku czasu. Jednak los sprawił, że zmieniłam swoje podejście do tego wszystkiego. 

Pracuję na wysokim stanowisku w dobrze prosperującej i wysokiej rangą firmie transportowej. Odpoczywam tylko w nocy, bo w dzień zawsze znajdzie się coś do roboty. Nigdy nie zwracałam uwagi na to, że to nie jest dobre dla mojego organizmu. Ja czułam się dobrze, choć może z przyzwyczajenia po prostu… Pewnego dnia, moja szefowa wezwała mnie do siebie. Poczułam dziwne ukłucie w dołku… Zaczęłam się zastanawiać, czy czegoś nie zrobiłam źle, ale byłam pewna, że dobrze wykonuję swoją pracę. Poszłam z ciekawością i lekkim strachem. Okazało się, że moja szefowa wysyła mnie na przymusowy urlop. stwierdziła, że nie mogę tak dwanaście godzin dziennie pracować. Powiedziała, że mam dwa tygodnie, aby odpocząć i nabrać sił. 

Trochę mnie to przygnębiło. Ja lubiłam pracować, a co miałam robić na urlopie? Przecież nie będę siedzieć sama w czterech ścianach… Koleżanki zaczęły mnie namawiać na wakacje, najlepiej zagraniczne. Początkowo się opierałam temu pomysłowi, ale się przekonałam do niego i nawet zaczęłam cieszyć. :) Zawsze chciałam pojechać do Hiszpanii, ale nie miałam czasu zrealizować mojego marzenia. Teraz postanowiłam, że tam pojadę, mimo iż bez towarzystwa. Jestem dobra w planowaniu, więc sama sobie zorganizowałam wakacje. Poszperałam w Internecie i bardzo przypadła mi do gustu Costa Brava. Te piękne krajobrazy, plaże i morze… Pomyślałam, że tego mi właśnie trzeba. Byłam już w pełni przekonana do tego pomysłu. Przez cały weekend zbierałam informację i organizowałam sobie wycieczkę marzeń. Niestety najbliższy wolny lot był dopiero w następny poniedziałek. Trudno, zarezerwowałam i zaczęłam się zastanawiać, co by tu robić w tym tygodniu. 

Postanowiłam spotkać się ze starymi znajomymi i pouczyć się hiszpańskiego. W poniedziałek stawiłam się na lotnisku i kilka chwil potem siedziałam w samolocie gotowa na wszystko :) Lot nie trwał długo i kilka godzin później mogłam się rozgościć w moim pokoju hotelowym. Jeszcze tego samego wieczoru postanowiłam pooglądać okolicę. Jak tam było pięknie! Te śródziemnomorskie rośliny, cudowne powietrze i przystojni faceci wokół… Wróciłam do pokoju cała rozpromieniona, że jednak się skusiłam na tę wycieczkę i poszłam spać. Następnego dnia w recepcji dowiedziałam się, że w hotelu będzie taka mała imprezka integracyjna. Mimo, że nie przepadam za czymś takim, postanowiłam sobie, że w pełni wykorzystam czas pobytu tutaj. Wybrałam się na zakupy, bo przecież nie wzięłam nic odpowiedniego na tę okazję. Kupiłam taką ładną, czerwoną sukienkę, która idealnie prezentowała moje wdzięki, a zarazem nie była wulgarna. zrobiłam lekki makijaż i ruszyłam na salę. Gdy się tam pojawiłam, poczułam na sobie spojrzenia wielu par oczu. Nie zrażając się zbytnio, ruszyłam ku barowi i poprosiłam o drinka. Tak na dobry poczatek. Wypiłam go siedząc przy barze i rozglądając wokół. Zaczęłam się zastanawiać, co ja tu robię? Wszędzie wokół jakieś pary, grupki przyjaciół i tylko ja, samotnie siedząca przy barze i sącząca drinka… Niespodziewanie z zamyślenia wyrwał mnie miękki, męski głos. Spojrzałam w stronę, z której dochodził i ujrzałam najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam. I ten nieziemski mężczyzna coś do mnie mówił… Dopiero po chwili dotarły do mnie jego słowa. Chciał mi postawić drinka. Oczywiście się zgodziłam. 

Przewidziałam, że na jednym się nie skończy.  Piliśmy i tańczyliśmy. Okazało się, że ma polskie korzenie, co znacznie ułatwiało nam komunikację :) Jakoś nad ranem odprowadził mnie do mojego pokoju, pocałował w rękę na dobranoc i zniknął gdzieś w korytarzu. Zauroczona zapadłam w błogi sen. Obudziłam się przed południem w bardzo dobrym nastroju, poszłam się umyć i postanowiłam pójść na obiad. Wychodząc z pokoju prawie bym się przewróciła o kosz kwiatów przed drzwiami. Był tam też liścik z informacją, że czeka przy stoliku. Domyśliłam się, od kogo ten prezent. Szybko ruszyłam do restauracji i znalazłam go przy stoliku w kącie. Był tak samo niesamowity jak poprzedniego dnia. Wyszło tak, że spędziliśmy razem resztę dnia, następny dzień oraz wszystkie kolejne. Chodziliśmy po mieście, wieczorami spacerowaliśmy po plaży i dużo rozmawialiśmy, co nas bardzo do siebie zbliżyło. W ostatni nasz wspólny wieczór zorganizował pożegnalną kolację w jego pokoju. Oczywiście nie zabrakło wina. Zjedliśmy, wypiliśmy, potańczyliśmy i skończyliśmy w łóżku. Sama nie wiem jak to się stało. Chyba już dłużej nie potrafiłam się opierać jego urokowi, ale wcale nie żałowałam. Strasznie smutno mi było z powodu wyjazdu, ale obiecał, że mnie kiedyś odwiedzi, więc trzymałam się tej myśli.

Tak to właśnie na przekór moim poglądom przeżyłam najpiękniejszą wakacyjną miłość. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że tak się stanie, to wyśmiałabym go. Cieszę się, że pozwoliłam sobie na odrobinę szaleństwa w moim z reguły poukładanym życiu. Spełniłam swoje marzenie i przeżyłam najcudowniejsze chwile mego życia. A szykują się kolejne, bo mój Romeo już zapowiedział swój przyjazd. Chyba będę musiała znowu wziąć wolne… :)