Wciąż czekam

Wciąż czekam

To było bardzo dawno, jeszcze na studiach. Zmieniłam kierunek i czułam się dość obco w nowej grupie. Szybko okazało się jednak, że studiuje ze mną Konrad, mój znajomy, jeszcze ze szkoły średniej. Mimo, że wtedy znaliśmy się jedynie z widzenia, szybko nawiązaliśmy kontakt. Mieliśmy podobne zainteresowania i świetnie nam się rozmawiało. Rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim. Mimo, że wcześniej nie wierzyłam w przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną, zaczęłam czuć, że może on być dobrym materiałem na przyjaciela.

Nasze relacje stawały się coraz bliższe, jednak cały czas były jedynie przyjacielskie. Konrad dzwonił do mnie także po zajęciach i zanim się zorientowałam oboje wiedzieliśmy o sobie dość wiele, także o prywatnych sprawach. Uwierzyłam wtedy, że istnieje przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną, taka przyjaźń bez podtekstów. Powinnam napisać, że wtedy byłam w poważnym związku. Były plany związane ze wspólną przyszłością. Mówiliśmy o ślubie. Wojciech był dobrze sytuowanym sporo starszym ode mnie mężczyzną. Było nam razem dobrze, ale nie mieliśmy wspólnych zainteresowań, inaczej chcieliśmy spędzać czas wolny. Czasem się mijaliśmy w swoich planach i oczekiwaniach ale nie przeszkadzało mi to. Wszystko było dobrze, ale jednak wydawało mi się, że ciągle czegoś mi brakuje. Sądziłam jednak, że prawdopodobnie marzę o czymś, czego nie mam szans dostać. Z resztą sama nie potrafiłam zdefiniować w czym jest problem i czy na pewno jakiś jest. Wojciech stawał się coraz bardziej zazdrosny o Konrada, o to, że tak często dzwonimy do siebie, że tematy do rozmów nam się nie kończyły i że mamy tak dobry kontakt. Konrad wiedział bardzo dużo o moim związku. Tylko raz powiedział, że Wojciech nie jest mężczyzną dla mnie. Zareagowałam wtedy bardzo ostro. Nie podobało mi się, że ocenia mój związek. Wojciech natomiast był coraz bardziej przeciwny naszej przyjaźni. Czuł się zagrożony tym, że koło mnie kręci się młodszy. Chyba tylko w tym widział jakieś zagrożenie. Powiedział wprost, że nie wierzy, że to tylko przyjaźń. Konrad wyczuł, że zmieniłam do niego stosunek. Stałam się bardziej zdystansowana. Często nie odbierałam od niego telefonów wykręcając się drobnymi kłamstwami. Związek z Wojciechem był dla mnie ważniejszy niż przyjaźń. Mimo, że wiedziałam, że nie robię nic złego starałam się ograniczyć nasze kontakty, spotkania. Rozmowa z Konradem była dość trudna i krępująca dla mnie. Ustaliliśmy, że dla dobra mojego związku przestaniemy się ze sobą kontaktować mimo, że nie mamy nic na sumieniu. Byliśmy jedynie przyjaciółmi i tak naprawdę Wojciech nie miał powodu do zazdrości.

Po wszystkim bardzo brakowało mi rozmów z Konradem, jego poczucia humoru, optymizmu, uśmiechu i rady. Nie miałam z kim podzielić się tym, co w moim życiu się dzieje. A z czasem między mną a Wojciechem coraz więcej rzeczy nie pasowało. Zaczęliśmy być dla siebie obojętni, a czasem kłócąc się traciliśmy nad sobą panowanie. To stało się nie do zniesienia. Wydawało mi się, że jest dla mnie zbyt poważny. Jego wiek, kiedyś będący atutem i synonimem odpowiedzialności i stateczności, teraz stał się czymś, co przekładało się na jego zachowanie, cele, priorytety. Po jakimś czasie podjęłam decyzję, że już dłużej nie mogę trwać w tak toksycznym związku. Rozstaliśmy się. Zaczęłam sobie układać życie na nowo. Po jakimś czasie poznałam kogoś. Pobraliśmy się. Nie było to małżeństwo z miłości. Po prostu miałam już swoje lata i należało się już ustatkować. Między nami było dobrze, spokojnie, bezpiecznie ale bez uczucia. Przynajmniej z mojej strony. Ciągle wydawało mi się, że czegoś mi brakuje ale kolejny raz sądziłam, że pewnie to ja marzę o czymś nierealnym. Uważałam, że w końcu w każdym związku pojawia się obojętność. Spotkałam go przypadkiem. W parku z dzieckiem. Nie zmienił się. Wyglądał tak, jak kiedyś. Sportowa sylwetka, błyszczące oczy i zawadiacki uśmiech. Diabelnie przystojny. Czy wcześniej też to zauważyłam? Rozmawialiśmy znowu o wszystkim. Pytał o Wojciecha. Opowiedziałam, że mijaliśmy się i chcieliśmy czegoś innego. Powiedziałam także, że zaczęło się od podejrzeń o naszą przyjaźń i że zarzucał mi, że jest między nami coś więcej. Wtedy Konrad posmutniał. Zapytałam o co chodzi. Odpowiedział, że od początku naszej znajomości byłam dla niego kimś więcej niż przyjaciółką i miał nadzieję, że ja także widzę w nim nie tylko przyjaciela. Łamiącym głosem przyznał, że później nikogo tak nie kochał, jak mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć. W jednej chwili wszystko zrozumiałam. Chwilę później podeszła do nas jego żona. Potraktowała mnie z dużym chłodem i dystansem. Szybko skończyliśmy rozmowę i pożegnaliśmy się. Nie mamy ze sobą kontaktu. Tym razem ja usuwam się w cień. Moje małżeństwo nie byłoby dla mnie przeszkodą, gdyby Konrad tylko chciał spróbować. Jednak tym razem to nie ja decyduję... Czekam …