Winda, seks i trzęsienie ziemi

Winda, seks i trzęsienie ziemi

Mieliście kiedyś tak, że zrobiliście coś i nie do końca wiedzieliście dlaczego? Mi się właśnie przydarzyła taka sytuacja i to nie w jakiejś błahej sytuacji. Wiadomo, człowiek czasem działa pod wpływem emocji, czasem pod wpływem hormonów również no i wychodzi jak wychodzi. A wszystko to działo się w San Francisco i jak teraz na to patrzę, to tamte wydarzenia wydają się sceną z filmu. 

Byłam świeżo po studiach psychologicznych i szukałam pracy. Pochodziłam z małej miejscowości, ale po studiach osiadłam w większym mieście z nadzieją na znalezienie pracy. Szukałam, szukałam i nic nie znalazłam. Imałam się różnych prac dorywczych, ale nie mogłam znaleźć pracy w mojej wyuczonej profesji. A nie chciałam całe życie sprzątać czy kelnerować w restauracji. To wcale do mnie nie przemawiało. Ja chciałam robić coś, co sprawia mi przyjemność i spełniać się w zawodzie. Po roku bezowocnych poszukiwań powzięłam decyzję o wyjeździe za granicę. Rodzice nie byli zadowoleni, bo to oznaczało, że będę jeszcze dalej od nich. I tak ubolewali nad moim mieszkaniem w mieście, ale rozumieli, że w tej malej mieścinie gdzie był mój rodzinny dom, nic bym nie osiągnęła. Wielkie miasto też nie sprostało moim oczekiwaniom, więc postanowiłam spróbować gdzieś dalej. Rozważałam parę krajów i najbardziej skłaniałam się ku Stanom Zjednoczonym. Wiele osób mi mówiło, że ciężko będę miała się tam dostać, bo nie chcą już wydawać wiz taką lekką ręką, a psychologów pewnie mają tam pod dostatkiem.

Tak czy siak, postanowiłam spróbować, bo szansa była. Ewentualnie, zostawała mi jeszcze Anglia… Złożyłam wniosek o wizę, ale faktycznie się nie nastawiałam. Mieszkanie zaczęłam wynajmować, a sama przeprowadziłam się z powrotem do rodziców i żyłam na ich garnuszku. Po jakimś czasie zdarzyła się rzecz niesamowita: mój wniosek rozpatrzono pozytywnie! Udałam się do tego konsulatu, uiściłam opłatę, wiadomo, no i zaczęłam się szykować do podróży. Jakiś czas potem z wizą w ręce siedziałam na lotnisku i czekałam na mój lot. Zaczęło się spełniać jedno z moich marzeń. Zawsze chciałam przeżyć przygodę w Stanach Zjednoczonych i właśnie się ona zaczynała dla mnie. Między innymi dlatego, że pierwszy raz leciałam samolotem. Lot minął dosyć spokojnie i po kilku godzinach byłam w San Francisco. Wybór tego miasta nie był zbyt racjonalny, bo wziął się z książek, które lubiłam. Tam akcja działa się właśnie w tym mieście. 

Dobra znajomość języka angielskiego bardzo ułatwiła mi odnalezienie się już na miejscu. Zaczęłam szukać noclegu i znalazłam ofertę pewnej pani, ze wynajmuje podróżnym pokoje w zamian za prowadzenie domu i dotrzymywanie towarzystwa czasem. Świetna oferta, szczególnie dla kogoś, kto ma ubogi budżet, bo dopiero ma zamiar tu zarobić. Rozgościłam się u pani Roseberry, bo tak miała na nazwisko, no i wzięłam się za szukanie tej pracy. Znalazłam pewną korporację i udałam się tam pewnego dnia. Odesłano mnie na ósme piętro wtedy do kogoś mogącego udzielić mi informacji. No i niestety odesłano mnie z kwitkiem stamtąd. Wsiadłam do windy, aby wrócić na parter. No i tu zaczyna się moja przygoda. W środku stał pewien mężczyzna, na oko wyglądający na trzydziestkę, ale bardzo przystojną trzydziestkę. Weszłam, uśmiechnęłam się i stanęłam obok. Potem wszystko co się działo trwało kilka sekund.

Poczułam wstrząs, tąpnięcie, usłyszałam jakieś krzyki  w oddali i winda się zatrzymała. I potem głucha cisza. Popatrzyliśmy na siebie z tym facetem, on nacisnął guzik, ale nic nie działało. Nie wiedzieliśmy co się stało, choć podejrzewałam trzęsienie ziemi spotykane tutaj, ale musieliśmy czekać. I teraz najdziwniejsza, dla niektórych najśmieszniejsza pewnie część historii. On spojrzał na mnie takim wzrokiem, że poczułam dreszcze. Takie przyjemne dreszcze. Przybliżył się do mnie i pocałował. Następnie całował szyję, jednocześnie odpinając guziki mojej białej bluzeczki. Nie przerywałam mu. Tak jakby podświadomie sama tego chciałam. Przywarł mnie do ścianki windy i zaczęliśmy się rozkręcać. Odpięłam jego pasek u spodni i opuściłam je w dół. Odpięłam jego koszulę i poczułam pod dłońmi niesamowite ciało. Zaczęliśmy się kochać. Kochaliśmy się w windzie, która najprawdopodobniej utknęła między piętrami po tąpnięciu spowodowanym trzęsieniem ziemi. Nie wiem co nas skłoniło do tego, może adrenalina związana z sytuacją, naprawdę nie wiem. Ale był bardzo dobry w te klocki… Wtedy chciałam, żeby szukali nas bardzo długo i ta chwila się nie kończyła. Nie wiem ile czasu minęło na naszych igraszkach, ale w pewnym momencie usłyszeliśmy głos z głośnika umieszczonego w windzie. Ogłaszał, że już przybyła pomoc i niedługo wyjdziemy. Ubraliśmy się i czekaliśmy. Nie rozmawialiśmy. Gdy nas stamtąd wydostano każdy poszedł w swoją stronę. 

To była przygoda mojego życia. Ja zawsze poukładana i rozsądna, uprawiałam przygodny seks w windzie z nieznajomym, ale zabójczo przystojnym mężczyzną. Na dodatek zaraz po trzęsieniu ziemi. Lekkim, bo lekkim, ale jednak zagrożeniu dla życia. Ale nie żałuję. I dobrze, że nie dostałam tam pracy, bo mogłoby być trochę nieswojo. Znalazłam pracę gdzieś indziej i jestem bardzo zadowolona. Tak wyglądała moja przygoda w USA.