Zaprosiłam windykatora do mego życia

Zaprosiłam windykatora do mego życia

Zakładasz rodzinę, planujesz przyszłość i nagle wszystko wywraca Ci się do góry nogami. Cały Twój świat lega w gruzach. Dokładnie tak miałam, gdy zginął mój mąż. Trzy lata temu jakiś pirat drogowy wjechał mu na czołowe i mój mąż zginął na miejscu. Osierocił trzyletniego synka, a ja w ten sam dzień dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To wszystko było dla mnie niesamowitym ciosem i powtarzałam sobie, że nigdy nie będą miały takiego wspaniałego ojca, jakim był Norbert. Teraz po tych trzech latach jakoś się z tym pogodziłam, a jakiś czas temu postanowiłam zacząć żyć na nowo, w nowym mieszkaniu. 

Mnie nie było stać na nowe mieszkanie, ale sprzedałam stare i pewien okres pomieszkałam kątem u rodziców. Resztę pieniędzy dołożyli mi rodzice i kupili dla mnie mieszkanie. Co lepsze, jest niedaleko moich rodziców, więc dzieci mają blisko do dziadków. Cieszyłam się niesamowicie, byłam taka szczęśliwa, że zaczynam od nowa. Urządziłam się tam w ciągu dwóch dni i zaraz potem zrobiliśmy małe przyjęcie, na dobre rozpoczęcie nowego etapu życia. Przyjęcie się udało, ale rozpoczęcie nowego życia wyszło z małym poślizgiem…

Jakieś dwa tygodnie po mojej przeprowadzce do nowego mieszkania, dostałam list z firmy windykacyjnej. Żądali spłaty zaległości kredytu. Przez chwilę zaprzątnęło mi to głowę, ale odłożyłam list, bo moja mała córeczka zaczęła płakać. Już do niego nie wróciłam. Kolejną przyjemność z takim listem miałam jakiś miesiąc później. Postanowiłam, że nie będę spłacać jakiegoś długu, skoro on nie jest mój. Każdą taką korespondencję wyrzucałam do kosza. Wiem, może to nie było rozsądne, ale jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, wyszło mi to na dobre. 

Tak sobie żyłam, aż któregoś dnia podczas karmienia małej usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a stojący w drzwiach pan przedstawił się jako windykator i zapytał, czy go wpuszczę do środka. Pomyślałam o nowym telewizorze i laptopie, odpowiedziałam, że nie i zamknęłam drzwi. Dobijał się jeszcze raz, więc otwierając drzwi zapytałam, czego tu jeszcze szuka. Wyjaśnił mi, że nie przyszedł po wartościowe rzeczy, jak zapewne pomyślałam. Powiedział, że musimy porozmawiać.  Raczej bałam się go wpuścić do mieszkania, gdy byłam sama z dziećmi. Poprosiłam, aby przyszedł nazajutrz pod wieczór, gdy będzie mój ojciec. Tak też się stało. Windykator wyjaśnił nam, że kupując mieszkanie z kredytem hipotecznym zaciągniętym przez poprzedniego właściciela, jestem zobowiązana do spłaty tego kredytu. Wcale mi się to nie podobało. Chciałam wnosić sprawę do sądu, ale odradził mi, bo i tak bym tego nie wygrała z firmą windykacyjną.

Przez następne kilka dni chodziłam jak cień. Któregoś dnia zadzwonił do mnie ten windykator i zaprosił na spotkanie. Zapytałam, gdzie mam się wstawić, a on odparł, że po mnie przyjedzie o osiemnastej. Pomyślałam, że to dziwna godzina na rozmowy z dłużnikami, ale skoro tak chcą… Dzieci odprowadziłam rodzicom, przebrałam się w coś porządniejszego niż łachmany po domu i przyjechał on. Gdy otwarłam drzwi byłam pod wrażeniem. Granatowa marynarka, biała koszula i dżinsy. Niby zwykłe eleganckie ubranie, ale zrobiło na mnie wrażenie… Zaprosił mnie do samochodu i pojechaliśmy. Myślałam, że jedziemy do tej firmy windykacyjnej, a my podjechaliśmy pod kino. Popatrzyłam na niego niepewnym wzrokiem, a on wyciągnął do mnie rękę, uśmiechnął się i przedstawił. Dopiero po chwili zorientowałam się co jest grane. Uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego dłoń. Poszłam na randkę z windykatorem. Trochę nieświadomie…Po filmie zabrał mnie do restauracji.  Znaleźliśmy wspólny język i wiele rozmawialiśmy. Zapomniałam o “moim” długu, mimo iż rozmawiałam z windykatorem, który ma ten dług wyegzekwować.  Wyszło na to, że Mateusz, bo tak ma na imię, potrafi sprawić, że zapominam o całym świecie. 

Więc nie ma w tym chyba niczego dziwnego, że za niego wyszłam… Oboje czuliśmy, że jesteśmy dla siebie idealni. Moje dzieciaki też go polubiły i teraz znowu tworzymy super rodzinkę. Przeprowadziliśmy się do Mateusza, a to mieszkanie sprzedaliśmy dzięki wpływom Mateusza. Wtedy dopiero naprawdę zaczął się mój nowy etap życia.