Zdrada w wyższych sferach

Zdrada w wyższych sferach

Pobraliśmy się bardzo wcześnie. Na pierwszym roku studiów zaliczyliśmy wpadkę. Kochaliśmy się i chcieliśmy być razem więc decyzja o ślubie była dla nas oczywista. Na początku nie było łatwo. Obowiązki, dziecko, odpowiedzialność, studia i praca bo za coś przecież trzeba żyć. Z czasem coraz lepiej sobie radziliśmy. Janek zapewniał mnie, że wszystko nam się poukłada i zawsze będziemy dla niego najważniejsi. Pojawiło się drugie dziecko. Janek rozkręcił dobrze prosperujący interes. Ja pracować nie musiałam. 

Kupiliśmy ładne mieszkanie, potem dom. Zajmowałam się dziećmi, swoimi pasjami i spotkaniami towarzyskimi. Byliśmy szczęśliwi. Co roku ciekawe wakacje, zimą narty, weekendy w interesujących miejscach. Mieliśmy wpływowych przyjaciół. Na nic nam nie brakowało. Finansami i płatnościami zajmował się Janek. Ja nie miałam głowy do takich rzeczy. Z resztą mieliśmy chyba wszystko. Nie było powodów bym miała na głowie sprawy finansów.

Z czasem mąż zaczął jeszcze więcej pracować. Tłumaczył, że kryzys stał się odczuwalny także w jego firmie i wiele kontraktów stoi pod znakiem zapytania. Cały czas żyliśmy na wysokim poziomie ale z czasem coraz mniej pieniędzy przynosił do domu. Opowiadał o kolejnych kontrahentach, którzy wycofują się ze współpracy. Pracował całymi dniami, zaczął nocować w firmie. Coraz częściej wyjeżdżał na delegacje. Tłumaczył, że musi zdobywać nowych klientów, że tylko to pozwoli nam utrzymać firmę. Stawał się coraz bardziej nieobecny. Z czasem zaczął być wobec mnie obojętny i zdystansowany. Sądziłam, że jest po prostu przemęczony. W końcu Janek starał się zapewnić nam utrzymanie i odpowiedni poziom życia. Właśnie to mi obiecał i starał się słowa dotrzymać. Nie podejrzewałam niczego złego. Jego zachowanie tłumaczyłam ciągłym zmęczeniem, przepracowaniem i stresem. 

Któregoś dnia postanowiłam zrobić mu niespodziankę i zanieść domowy obiad do pracy. Poprzedniej nocy nie spędził w domu, tylko w firmie nad papierami i chciałam jakoś go docenić i przypilnować, żeby nie żywił się jedynie śmieciowym jedzeniem kupionym w pośpiechu. Gdy weszłam do jego gabinetu nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Namiętnie całował jakąś kobietę, a ona perliście śmiała się. Była w wieku naszej córki. Może nawet młodsza. Miała długie blond włosy i nienaganną figurę. Spojrzała na mnie z politowaniem. W jednej chwili poczułam się stara, brzydka i oszukana. Janek niczego nawet nie próbował tłumaczyć. 

Roztrzęsiona wróciłam do domu. Zaczęłam przeglądać stare rachunki bankowe i odkryłam, że mąż cały czas zarabiał tyle samo ale wydawał pieniądze na drogie restauracje, kluby. Wynikało z tego, że zamiast jeździć w delegacje bawił się w spa, drogich hotelach. Płacił za dwie osoby...

Kiedy wrócił do domu nie próbował się tłumaczyć. Oznajmił, że kocha Adę i są już razem dwa lata. Powiedział, że cieszy się, że już nie musi się ukrywać ze swoim uczuciem. Spakował ciuchy i poinformował, że wniesie sprawę o rozwód. Nie było awantur o podział majątku. Rozstaliśmy się kulturalnie. Dostałam dom, płacił mi wysokie alimenty. Zostawił sobie tylko firmę i samochód. Gdybym wcześniej zainteresowała się rachunkami, nie była taka bierna i ufna nie mógłby mnie tak długo okłamywać. Zrozumiałam także, że nie interesowałam się tym jak jest między nami. Bardziej przejmowałam się stanem konta, niż tym, że unika bliskości ze mną. Większe znaczenie miało to, gdzie pojedziemy na wakacje i z kim, niż to, że nawet czas wolny spędzamy osobno. 

Po kilku latach od rozwodu zadzwonił. Chciał się spotkać. Powiedział, że Ada go zostawiła dla innego i zabrała mu pół firmy. Kajał się, że jest mu przykro, że tak mnie potraktował i bardzo tego żałuje. Poprosił, żebym dała mu drugą szansę. Nadal go kochałam i chciałam, żeby dzieci miały ojca. Daliśmy sobie czas, a potem wróciliśmy do siebie. Wybaczyłam mu, ale ciągle pamiętam o tym co zrobił. Janek sprzedał swoje udziały w firmie. Razem otworzyliśmy wspólnie malutki interes. Żyjemy na niższym poziomie, pracujemy oboje. Czasem uda nam się gdzieś pojechać. Jest ciężej ale razem. Cały czas jednak go sprawdzam i pilnuję.