Zdradzam męża

Zdradzam męża

Tytuł mówi wszystko i niezależnie od tego jak starałabym się usprawiedliwiać, to każdy mnie zaszufladkuje wiadomo jak. Jednak czuję potrzebę opowiedzenia o tym. Nie szukam zrozumienia, bo zdaję sobie sprawę z tego, że go raczej nie znajdę… Po prostu to z siebie wyrzucę…

Mój obecny mąż, Marek, to moja druga miłość. Poznaliśmy się na studiach, zakochaliśmy i po trzech latach wzięliśmy ślub. Teraz jesteśmy już siedem lat małżeństwem i cały mój świat i obecny ład legł w gruzach. Dla kogoś z zewnątrz jesteśmy cudowną rodziną: mamy ładny dom, uzdolnioną córkę i świetną pracę. I do tej pory też tak to widziałam. Dopóki nie spotkałam na mej drodze mojej dawnej, wielkiej miłości… 

A on pojawił się znikąd. W ogóle nazwijmy go Paweł. Tak więc było to trzy miesiące temu, gdy stałam na przystanku i czekałam na mój autobus. Wtedy podjechał jakiś samochód i w środku ujrzałam jego. Nie widzieliśmy się chyba z dziesięć lat, ale on niewiele się zmienił. Byliśmy razem, gdy ja byłam w technikum, a on na swoich studiach, bo jest ode mnie pięć lat starszy. Poznaliśmy się na jakiejś imprezie u wspólnych znajomych. Od razu nam się świetnie gadało, mieliśmy wiele wspólnych zainteresowań i podobne poglądy na świat. Zaczęliśmy się spotykać i wyśmienicie się razem bawiliśmy, aż któregoś dnia, on po prostu sobie zniknął. Bez słowa wyjaśnienia, zerwał kontakt i zniknął z mojego życia. Byłam wtedy bardzo załamana, straciłam sens życia i takie tam nastoletnie bzdury, bo faktycznie to było bolesne, ale ten nastoletni świat wszystko wyolbrzymiał. Potem często żałowałam tego płaczu za nim i postanowiłam go znienawidzić, żeby było mi łatwiej. Niestety to nie było takie proste jak sobie założyłam… Nigdy go nie przestałam kochać, a jest to uczucie przeciwne do nienawiści. W głębi duszy wiedziałam, że miał jakiś powód, że zrobił to, bo musiał. I właśnie w tamtej chwili, gdy stanął samochodem przede mną na przystanku te wszystkie wspomnienia, wypierane od kilku lat z pamięci, wróciły. Wróciło to, jak goniliśmy się po łące, jak tańczyliśmy w deszczu, jak dla mnie ukradł komuś kwiat z ogródka… I w końcu jak dobrze nam było w łóżku… Paweł był niesamowitym kochankiem, to z nim straciłam dziewictwo wtedy i zdecydowanie tego nie żałowałam. 

No i on znowu pojawił się w moim życiu, jak gdyby nigdy nic. Podjechał, otworzył drzwi i powiedział: “wsiadaj”. Moje kolana zmiękły, mózg odmówił posłuszeństwa. Gdy spojrzałam w jego oczy, a on się uśmiechnął jak za dawnych lat, nie powiedziałam ani słowa i wsiadłam do jego samochodu. Jakiś czas jechaliśmy tak po prostu w milczeniu. Potem on powiedział, że tęsknił za mną, a ja nie potrafiłam powstrzymać łez. Zatrzymał się na przydrożnym parkingu, ujął moją twarz w dłonie i delikatnie otarł moje łzy, a następnie pocałował mnie w czoło z taką czułością, za jaką tęskniłam od tych dziesięciu lat, ale nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dopiero gdy on był obok, poczułam jak bardzo mi go brakowało, jak bardzo za nim tęskniłam i że nadal go kocham. Tak, to okropne względem Marka, ale to nie tak do końca. Ja kocham ich obu, bo każdy z nich jest inny, każdego kocham na inny sposób. 

Czytaj też: Zdradzony

Niestety do Pawła mam taką słabość, że mój rozsądek poległ… Poszłam z nim do łóżka; raz, drugi, trzeci… To jest jak uzależnienie, a on jest moim narkotykiem. Nie potrafię spojrzeć w lustro… Mam milion myśli na sekundę, serce i rozum toczą nieprzerwaną walkę, a ja czuję się rozdarta. Spędzanie czasu z nim mnie uszczęśliwia, ale znowu potem mam takie wyrzuty sumienia, że czuję się jakbym srogo płaciła za te krótkie chwile ślepego szczęścia. 
 
Szczerze mówiąc, czasami o nim myślałam, co bym zrobiła jakby się pojawił… I nic nie poszło tak, jak sobie myślałam… Co innego wyobrażenia, a co innego jego obecność, wzrok, uśmiech czy dotyk. Co mi po tym, że za mną tęsknił, skoro zniszczył mi dotychczasowe życie… Okej, ja też jestem temu winna, a właściwie moja słabość. Nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji. To znaczy wiem, że muszę i powinnam zakończyć tę znajomość, ale to jest dla mnie tak cholernie trudne… Kilka razy już próbowałam, ale za każdym razem wszystko się kończyło fiaskiem. Szkoda, że nie jestem konsekwentna wobec podjętych decyzji… Wiem, że moja postawa jest godna potępienia, ale nie linczujcie mnie zbyt mocno, jestem cholernie zagubiona i potrzebuję pomocy.