Zdradzony

Zdradzony

Jest wielka nagonka na facetów, że są tacy źli i niedobrzy, że zdradzają swoje dziewczyny i żony. Jednym słowem, jesteśmy uogólnieni do delikatnie mówiąc, świń i dupków. Chciałbym wam uświadomić, że nie wszyscy faceci łapią się do waszych oszczerstw. Naprawdę istnieją faceci, którzy kochają swoje kobiety, troszczą się o nie i nie widzą poza nimi życia. A moją historią chciałbym wam uświadomić, że wy również potraficie być perfidne i zadawać ból. To wszystko nie ma na celu was obrażenia, lecz uświadomienia wam, że zarówno u nas jak i u was zdarzają się świńskie poloty. 

Jakieś pięć lat temu poznałem pewną śliczną dziewczynę. Miałem wtedy dziewiętnaście lat, a ona osiemnaście. Zaczęliśmy się spotykać i w końcu zostaliśmy parą. Tworzyliśmy zgraną parę i mówiło nam to wielu znajomych. Sami też tak czuliśmy i w ogóle byliśmy razem szczęśliwi. Na skutek tego szczęścia po dwóch latach związku postanowiłem się oświadczyć. Wiedziałem, że muszę to zrobić jakoś romantycznie, więc zabrałem Jowitę, bo tak miała na imię moja ukochana, nad morze. Któregoś wieczoru zrobiliśmy mały piknik nad brzegiem na jakiejś dzikiej plaży. Gdy zaczął się zachód słońca wyciągnąłem pierścionek i się oświadczyłem. Zostałem przyjęty i widziałem jak Jowita się cieszy. Byłem zadowolony, że udało mi się ją uszczęśliwić. Tego wieczoru “przypieczętowaliśmy” to niesamowitym seksem na plaży. Do dzisiaj pamiętam każdy szczegół tego wszystkiego. 

Rok później odbył się nasz ślub i wesele. Przez ten rok ciężko pracowałem, aby zrobić bajkowe wesele o jakim marzyła Jowita. Był ogromny biało - różowy tort, karoca z końmi, mnóstwo kwiatów i długa, biała suknia. Starałem się spełnić każde jej marzenie w miarę moich możliwości. Chciałem, aby była szczęśliwa. Spędziliśmy tydzień miodowy we Francji, bo Jowita zawsze chciała tam pojechać. Po ślubie zamieszkaliśmy na piętrze domu moich rodziców. Świetnie się tam urządziliśmy i zaczęliśmy tworzyć prawdziwe małżeństwo. Jowita wstawała rano i robiła śniadanie dla nas, czasami ja ją w tym wyręczałem. Zachowywaliśmy harmonię i staraliśmy się nie kłócić o błahostki. Obiady najczęściej gotowała nam moja mama, ale Jowicie też się czasem udało. Taką sielanką żyliśmy przez blisko dwa lata. Później postanowiliśmy postarać się o dziecko. Kochaliśmy się praktycznie codziennie, ale minęło kilka miesięcy, a Jowita nadal nie była w ciąży. Postanowiliśmy odpuścić na pewien czas i nie robić nic na siłę. Z czasem doszło do tego, że kochaliśmy się raz na dwa tygodnie. Nie wiedziałem dlaczego tak się stało, ale Jowita nigdy nie miała ochoty. Nie chciałem jej naciskać, bo sądziłem, że to pewnie ta niemożność zajścia w ciążę ją przytłacza. 

Po pewnym czasie oświadczyła mi, że jest w ciąży. Poczułem tam gdzieś we wnętrzu coś nie do opisania. Już miałem podbiec i ją ucałować, kiedy ona dopowiedziała, że to nie jest moje dziecko. Tego uczucia, które wtedy nastąpiło również nie umiem opisać. Jakby mnie poraził grom. Ona oświadczyła, że się wyprowadza i spakowała się i wyszła. Nie miałem siły jej zatrzymywać. Któregoś dnia zauważyłem ją na ulicy z tym swoim nowym gachem. Jako że już otrząsnąłem się lekko z tej wiadomości podszedłem i zażądałem wyjaśnień. Z trudem powstrzymywałem się, aby nie przyłożyć temu kolesiowi, co odebrał mi żonę. Potem uświadomiłem sobie, że to nie tylko jego wina, bo gdyby Jowita mnie kochała, to nie zdradziłaby mnie. Okazało się, że to jej stary znajomy i spotykają się od kilku miesięcy. Byłem oszukiwany przez żonę przez kilka miesięcy. Zauważyłem późniejsze powroty do domu i częste wychodzenie do koleżanek, ale nie chciałem jej robić wyrzutów, bo ją to zawsze denerwowało. Uświadomiłem sobie, jak bardzo ślepy byłem. 

Wzięliśmy rozwód z jej winy. I tak by nic nie dostała, bo wszystko w tym domu było moje. Zaniepokojony trochę zrobiłem badania na bezpłodność. Okazało się, że nigdy nie zostanę ojcem… I tak sobie myślę, że Jowita też tak myślała i znalazła innego kandydata na ojca dla swojego dziecka. Ale czy to nie znaczy, że przez te kilka lat żyłem w czystym kłamstwie? Ja tak bardzo się starałem, by miała wszystko, a ona najprawdopodobniej nawet mnie nie kochała. Albo przestała kochać. W sumie już nie wiem co o tym myśleć. Mam nadzieję, że znajdę kogoś, na kogo zasługuję i ja będę zasługiwał na nią. Bo wiem, że nie wszystkie jesteście takie, jak moja “ukochana (była) żona.”