Zimowe szaleństwo

Zimowe szaleństwo

Zimę 2008 zapamiętam na zawsze. Z kilku powodów. Pewnego dnia bliska kumpela wyciągnęła mnie na lodowisko. Miało być jak zawsze – wesoło i głośno. Właściwie tak też było. Z tym, że do czasu. W pewnym momencie poczułam jak z wielkim impetem ktoś na mnie wpada. Nic nie widziałam. Czułam tylko potężny ucisk i to, że tracę równowagę. Więcej nie pamiętam bo urwał mi się film.

Obudziłam się już w szpitalu. Okazało się, że na lodowisku wpadło na mnie dwóch dryblasów i praktycznie mnie staranowali. Skończyło się paskudnym złamaniem nogi i potrzebą jej operowania. Ogólnie cała byłam potłuczona i poobijana. Najgorsze jednak było to, że musiałam leżeć w szpitalu. Byłam totalnie załamana. Minęło mi gdy zobaczyłam rehabilitanta, który miał do mnie przychodzić. Najpierw ćwiczył ze mną gdy byłam w szpitalu.

Rehabilitacja była od tego czasu dla mnie czymś na co czekałam z wielką radością i jeszcze większą niecierpliwością. Potem poprosiłam by także przychodził do domu. Oczywiście nie tylko ze ze względów zdrowotnych ;)Cała historia ma swój szczęśliwy finał, noga jest zupełnie sprawna a ja mam fantastycznego chłopaka.