Anonse internetowe

Anonse internetowe

Czasem każdy popełnia jakieś głupoty. Potem, gdy patrzy wstecz to czerwieni się ze wstydu. Nie wierzę, że są osoby, które nie żałują niczego w swym życiu. A jeśli naprawdę są, to im zazdroszczę. Ja popełniałam wiele głupot, ale na myśl o jednej czuję się strasznie. Może gdy przeleję ją tutaj, przestanie mi tak to doskwierać. 

Wiadomo, że najlepszym wiekiem do robienia głupot jest te kilkanaście lat. Okres dojrzewania, kształtowanie własnego światopoglądu i uczenie się na błędach to główne wątki tego okresu. No i nastoletnie miłości obowiązkowo. Wtedy właśnie byłam jakiś czas po rozstaniu z chłopakiem, którego (jak wtedy myślałam) kochałam. Bolało mnie bardzo to rozstanie, ale postanowiłam żyć dalej. Miałam siedemnaście lat, więc wiele było przede mną. No i po pół roku poznałam świetnego chłopaka. Z poprzednim postanowiłam urwać kontakt i ograniczyć się do zwykłego “cześć” na ulicy. Na początku ciągle o nim myślałam, ale nowy chłopak pozwolił mi o nim zapomnieć. Sprawił, że byłam szczęśliwa. I tak żyliśmy sobie rok. Randki, szkoła, dom i nauka - z tego składało się moje życie w tamtym czasie. Brzmi monotonnie, ale mi odpowiadało. Jak powszechnie wiadomo, najpiękniejszy okres związku, to ten początkowy. Tak samo było u nas. Po tym roku zaczęły się kłótnie. Po jednej z nich miałam mega doła. Będąc na fejsie zauważyłam zieloną kropkę przy moim byłym. Nie wiem co mnie podkusiło, aby to zrobić, ale napisałam do niego. Odpisał od razu. Zaczęliśmy pisać, a ja byłam szczęśliwa jak dziecko w święta, gdy dostaje prezenty. Od tamtej pory pisaliśmy czasami. Z moim ówczesnym chłopakiem, Adamem, pogodziłam się po jakimś czasie, ale nic mu nie powiedziałam, że odezwałam się do byłego. Znowu byłam szczęśliwa, a teraz nawet podwójnie, bo odnowiłam kontakt, którego odczuwałam brak. Gdy pisałam z Jankiem, tym moim byłym, zapominałam o całym świecie. Prowadziliśmy różnego rodzaju rozmowy i czasem zapędzaliśmy się na erotyczne tory. Gdy snuliśmy fantazje i wysyłaliśmy sobie zdjęcia, nie myślałam racjonalnie. Oczywiście było bardzo miło i nawet nie myślałam o moim ówczesnym chłopaku. Tak, zachowywałam się jak świnia, dlatego trudno tego nie żałować. Gdy sobie wszystko przemyślałam, doszłam do wniosku, że kontakt z nim nie przyniesie nic dobrego. Postanowiłam zakończyć to, co przez chwilę słabości rozpoczęłam. Jankowi się to nie spodobało. Powiedział, że nie mogę od tak zniszczyć tej znajomości. Zaczął wygadywać jakieś brednie. Zachowywał się bardzo dziwnie. Zagroził mi, że jeśli przestanę z nim uprawiać sekstelefon to powie wszystko mojemu chłopakowi. Zablefowałam, że on już wszystko wie i mi wybaczył. To on zagroził, że rozpowszechni moje zdjęcia w Internecie. Zawsze miałam go za człowieka inteligentnego, więc nie spodziewałam się, że to zrobi. Kazałam mu zniknąć z mojego życia, a on to zrobił. Jakiś czas potem koleżanka przesłała mi link do obrazka w sieci. Mojego nagiego zdjęcia… Tak się przeraziłam, że nie wiedziałam co robić. W końcu przyjaciółka kazała mi iść z tym na policję. Trochę się wstydziłam, bo miałam opowiadać jak wysyłałam nagie zdjęcia byłemu chłopakowi. Doszłam do wniosku, że nie mam innego wyjścia. Zgłosiłam to na policji, a oni już zrobili swoje w tej kwestii. Gdy Adam się o tym dowiedział, nie pozostawił na mnie suchej nitki i odszedł. To zabolało, a ja musiałam się szybko pozbierać, bo czekała mnie rozprawa w sądzie. Tam tez czułam się nieswojo wyjawiając co robiłam z nim przez fejsa i telefon… Na szczęście wspierała mnie przyjaciółka. Okazało się, że Janek był nie do końca poczytalny podczas szantażu i udostępniania moich zdjęć. Biegły sądowy stwierdził, że Janek ma problemy psychiczne w zaawansowanym stanie. Za swój czyn dostał małe zawiasy, ale zamiast więzienia trafił do zakładu psychiatrycznego. Bo potrzebował pomocy, jak stwierdził sąd. Zdjęcia oczywiście jakimś sposobem usunięto, ale kto wie ile osób zdążyło to zobaczyć, albo czy nie zostały gdzieś na dyskach wrednych ludzi… 

Co mi zostało z tego? Wstyd i ograniczone zaufanie do ludzi. Od tej całej sprawy minęło kilka lat i teraz z perspektywy czasu patrzy się na to inaczej. Teraz nawet trochę mi go żal, ale tylko troszkę. Odnośnie tej niemiłej sytuacji, doszłam do wniosku, że była to kara za moje zachowanie wobec Adama. Odnośnie niego, to nie mamy kontaktu i raczej nie będziemy mieli. Wiem, że go skrzywdziłam i źle mi z tym, ale trzeba żyć dalej. Trzeba tylko wyciągnąć wnioski z przeszłości i z nadzieją patrzeć w przyszłość. I po prostu żyć!