Bo każdy jest wiele wart!

Bo każdy jest wiele wart

Czasem przeżywamy takie momenty w swoim życiu, gdy czujemy się bezwartościowi i nikomu niepotrzebni. Często zdarza się to po zakończeniu związku lub kłótni z kimś bliskim. Ja postaram się wam uświadomić, że każdy z nas jest ważny i naprawdę wiele wart, a przedstawię wam to na mojej sytuacji, a właściwie na moim przykładzie życiowym. 

Wszystko stało się za sprawą głupiej miłości. Oczywiście jestem w stanie ją tak nazwać, bo piszę to z perspektywy czasu. Wtedy to było całe moje życie, cały mój świat… A dokładniej rzecz ujmując, ten mój świat miał na imię Łukasz. Byliśmy razem od sześciu miesięcy i byłam najszczęśliwszą osobą na Ziemi. Mateusz mieszkał niedaleko mnie, więc spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. No w każdym razie na początku… Myślałam, że jest mym ideałem, bo mieliśmy wiele wspólnych zainteresowań, świetnie nam się rozmawiało i Mateusz zawsze potrafił oprawić mi humor. No w każdym razie na początku… Potem, to go częściej psuł niż poprawiał… No ale ogólnie rzecz ujmując czułam się przy nim szczęśliwa, bo byłam zaślepiona miłością. Albo zauroczeniem, bo gdy na to patrzę z obecnej sytuacji, to nie wiem czy to była miłość. A może była, tylko się skończyła… Zaślepiona widziałam same jego pozytywne cechy, a wad nie przyswajałam. A nie był ich pozbawiony, o nie. Dostrzegłam je dopiero gdy otwarły mi się oczy. No ale jeszcze kilka słów zagłębiających  w sytuację. Jak to zwykle na początku bywa Mateusz był niezwykle zaangażowany w całą sytuację. Widywaliśmy się często i zabierał mnie na randki w różne miejsca. Pamiętam, jak byliśmy w kinie na filmie, który ja wybrałam, a był to jakiś dramat, bo takie lubię i on zasnął na moim ramieniu. Wtedy to było słodkie, ale teraz myślę, że raczej niekulturalne… Często sprawiał też mi niespodzianki, takie jak wypad do jakiejś restauracji czy na piknik. Była jeszcze jedna rzecz, która przyczyniła się do mojego myślenia, że jest on moim ideałem, a mianowicie był typem romantyka. Choć może trochę nietypowego romantyka, jeśli połączyć to z jego wadami, które przedstawię później. Grał na gitarze, śpiewał dla mnie, dawał mi kwiaty. Czułam się spełnioną kobietą. A najlepsze, a właściwie najgorsze jest to, że z tamtego okresu nie pamiętam nic, oprócz niego. Tak jakby zdominował  mi wspomnienia… Była też oczywiście strefa erotyczna naszego związku i tu raczej marudzić nie mogę. Jego umiejętności językowe były (albo pewnie nadal są) na najwyższym poziomie. Czasem potrafiliśmy się kochać całą noc i odsypiać to w dzień. 

Wszystko pięknie, ale do czasu. Po jakimś czasie wszystko zaczęło się psuć i starałam się to ratować. Niestety nie da się nic uratować, gdy chęć jest tylko z jednej strony. Zaczęliśmy się kłócić. Często i o byle co. Gdyby to jeszcze było z mojej winy, to faktycznie mogłabym coś naprawić, ale tu w grę wchodziła jego arogancja i egoizm. Przy każdej kłótni też starał się mnie poniżyć i zmieszać z błotem. Na początku się nie dawałam, ale potem te wszystkie słowa zaczęły mnie ranić. Zaczęłam w nie wierzyć i czułam się beznadziejną osobą. W końcu on ze mną zerwał, a ja zamiast się cieszyć; rozpaczałam. Wciąż myślałam, że go kocham. Miałam wrażenie, że bez niego sobie nie poradzę. Złapałam takiego doła, że trwał on kilka miesięcy. Lubiłam wtedy chodzić do pewnej kawiarenki w naszym mieście, gdzie często bywałam z Mateuszem. Myślałam, że za nim tęsknię i chciałam być w miejscu, które by mi o nim przypominało. W wolnym tłumaczeniu: masochizm… Któregoś dnia dosiadł się do mnie pewien chłopak i zapytał, czy może ze mną posiedzieć. Zgodziłam się i tak nawiązała się między nami znajomość zwieńczona szczęśliwym związkiem. Kamil pomógł mi wyjść z tego “miłosnego otępienia” i otworzyć oczy. Poznaliśmy się bliżej i staliśmy się sobie bardzo bliscy. 

Dzięki niemu odzyskałam wiarę w siebie i swoją wartość. Każdy przeżywa w swoim życiu wzloty i upadki, ale dobrze jest, gdy znajdzie się ktoś, kto pomoże nam z tego wyjść. Jednak nigdy nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy nic nie warci lub jacyś gorsi. Jesteśmy tym co o sobie sadzimy i innym nie jest dane nas oceniać. Ja do zrozumienia tego potrzebowałam powera w postaci Kamila, ale powinniście wiedzieć o tym również sami. Pamiętajcie o swojej wartości i idźcie dziarsko przez życie.