Byłam prostytutką

Byłam prostytutką

Każdy z nas popełnia błędy i robi rzeczy, których z czasem zaczyna żałować. Czasem zdarzają się sytuacje bez wyjścia i musimy zrobić rzeczy, które na pewno pozostawią pewien ślad w naszym życiorysie. Tak też się stało w moim życiu, bo trudno by było, żeby bycie prostytutką nie wpływało na resztę mojego życia… 

Moja przygoda z prostytucją zaczęła się gdy skończyłam osiemnaście lat. Od razu powinnam dodać, że nie wywodzę się z normalnej rodziny i z czystym sercem i nie małym wstydem muszę nazwać to patologią. Byłam najstarsza z naszej piątki. Nie mam żadnego dobrego wspomnienia z dzieciństwa. W moim domu zawsze królował alkohol i można byłoby go nazwać Panem Domu. Ojca nie pamiętam trzeźwego i nawet nie mam zbyt wielu obrazów z jego udziałem przed oczami. Może instynktownie to wyparłam. A potem stało się coś strasznego. To było szczęście w nieszczęściu, które spowodowało inne nieszczęście. 

Pewnej zimy zmarł ojciec. Wracał z jakiejś libacji alkoholowej i wpadł do rzeki. Utopił się. Byłam wtedy niedługo przed moimi osiemnastymi urodzinami i szczerze mówiąc, ulżyło mi trochę w pierwszym momencie. Wiem, że brzmi to okropnie, ale miałam go dosyć i miałam dosyć tego jak traktował naszą rodzinę. Nienawidziłam go za to, jak żyjemy. Za to, że w upojeniu alkoholowym bił nas, a matkę nawet czasem zmuszał do seksu. Ja starałam się zająć jak najlepiej moim młodszym rodzeństwem, ale miałam tylko osiemnaście lat i niewiele mogłam. Myślałam, ze teraz będzie nam lepiej bez niego, ale zostaliśmy z niczym. Bo on może i pił, ale pieniądze jakieś przynosił. Po jego śmierci mama szukała pracy, ale dostała tylko posadę sprzątaczki na pół etatu w supermarkecie.

Czytaj też: Sponsoring

Bardzo chciałam pomóc rodzinie, ale nie miałam pojęcia jak. Wtedy pewnego wieczoru przed lustrem zauważyłam, że jestem wcale nie brzydka. Zauważyłam też, jak niektórzy faceci się na mnie patrzą. Przeszło mi przez myśl, żeby to wykorzystać. Musiałam pomóc mamie w utrzymaniu domu i wyżywieniu nas wszystkich. Wkręciłam się w prostytucję. Zaczęłam swoją “karierę” w domu publicznym, czyli po prostu w burdelu. Przyznam, że bardzo się wtedy bałam, ale pomogły mi dziewczyny stamtąd właśnie. Pomogły mi się oswoić z tym wszystkim, a z jedną nawet nawiązałam bliższą przyjaźń i utrzymujemy kontakt do teraz. Przyjaźnie z półświatka… 

Na początku nie było łatwo, a byłam dosyć rozchwytywana, jako świeży towar. Klienci zdarzali się przeróżni. Jedni byli wyrozumiali, inni okrutni, a jeszcze inni obrzydliwi. Wszystko wytrzymywałam, aby poprawić byt mojej rodzinie. I to trwało dobre kilka lat… W tym czasie zdążyłam poznać wszystkie tajniki seksu, ale nie bardzo było mi to chlubą. Przed rodziną bardzo starałam się ukryć to co robię, ale nie dało się tak na dłuższą metę. Mama bardzo nie chciała, żebym to robiła, ale zdawała sobie sprawę z tego, że z jej marnej pensji nie wyżyjemy. Rodzeństwu nie mówiłam, choć to starsze się domyśliło z czasem. Nie wspominam tego czasu najlepiej, ale wtedy też stało się coś, co odmieniło moje życie. Pewien klient bardzo się mną zainteresował i na którymś naszym spotkaniu przedstawił mi pewną propozycję. Chciał zostać moim sponsorem. Wypytywał o moje plany na przyszłość i zainteresowania. Stwierdził, że marnuje się tutaj moja inteligencja i charyzmą.

Chciał zostać moim sponsorem. Będę mogła ukończyć szkołę, a nawet jakieś studia, ale będę na jego wyłączność. Wspólne mieszkanie i normalne życie. Oznajmił, że będzie również pomagać mojej rodzinie. Nie chciałam ich zostawiać, ale mama kazała mi skorzystać z tej propozycji. Gdy teraz na to patrzę, to nie mogło mi się przytrafić nic lepszego, tym bardziej, że Janusz jako klient mnie zawsze dobrze traktował. Co prawda był ode mnie starszy o dwanaście lat, ale nie miało to znaczenia w naszej dalszej współpracy i życiu. 

Czytaj też: Ucieczka ze slumsów

Dzięki niemu zdobyłam wykształcenie, a w czasie tej naszej umowy wynikło coś więcej niż ustalona transakcja. Zakochaliśmy się w sobie i tak trwamy razem do dzisiaj, a piszę to z dziesięcioletniej perspektywy. Chodzę do normalnej pracy i cały czas pomagam mojej rodzinie. I jestem szczęśliwa z Januszem. Nawet z taką przeszłością można mieć perspektywy na fajną przyszłość. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+