Coś jest ze mną nie tak?

Coś jest ze mną nie tak

Nazywam się Paweł i jestem dorosłym, ale jeszcze nie ustatkowanym facetem. Pewnie rzadko się zdarza, że facet zamieszcza tu swoją historię, ale ja chyba potrzebuję kobiecego zdania w tej sprawie, którą zaraz wam przytoczę. Ja już sam nie wiem, czy jestem jeszcze facetem czy zwykłą świnią… Sytuacja wygląda następująco.

Dwa lata temu na plaży poznałem niezwykłą kobietę. Leżała na ręczniku i czytała książkę. W oczy rzuciło mi się też, że ściskała w ręku piłeczkę antystresową. Ja rozłożyłem się nieopodal, aby móc ją obserwować, ale nie rzucać się w oczy. Potrzebowałem czasu, żeby jakoś do niej zagadać. Nie miałem nawet pomysłu. Nie uważałem się za jakiegoś maczo i chyba brakowało mi pewności siebie w takich sytuacjach. Jej uroda mnie onieśmielała. Nie chciałem też sypać jakimiś banałami, więc starałem się wymyślić coś inteligentnego. Wtedy inicjatywę przejął mój kochany pies, bo przyniósł mi jej piłeczkę, którą musiała na chwilę odłożyć. Ujrzałem ją rozglądającą się wokół ręcznika, jak się domyśliłem, w poszukiwaniu owej piłeczki. Podszedłem, wyjaśniłem sytuację i się przedstawiłem. Zaczęliśmy rozmawiać to o moim psie, to o książkach czy filmach. Rozmawiało nam się na prawdę dobrze i gdy oznajmiła, że czas na nią, to chciałem ją odprowadzić do domu, jednak nie pozwoliła mi na to. Ale uzyskałem jej numer i tak nasza znajomość toczyła się dalej. Zaczęliśmy się spotykać i czułem się wtedy najszczęśliwszym facetem na ziemi. Pokochałem ją tak, jak nie kocha się nic innego na świecie. Całym sobą ją kochałem, choć nie wiem czy mogę użyć tutaj czasu przeszłego… Było nam ze sobą dobrze. Wtem któregoś dnia, ona po prostu wyjechała zostawiając po sobie tylko list, w którym prosiła, by jej nie szukać, bo ona musi pożyć swoim życiem. Nie potrafiłem tego zrozumieć, bo przecież było nam dobrze, choć starałem się jakoś to rozkminić. Wydzwaniałem do niej i pisałem, ale ona odpowiedziała tylko jedną wiadomością, że mam dać jej spokój. Miałem złamane serce. Chciałem ją nienawidzić za to, wtedy byłoby mi łatwiej, ale nie potrafiłem, bo nadal ją kochałem. Zacząłem częściej chodzić do baru, gdzie po jakimś czasie poznałem Annę. Sama do mnie zagadała i w końcu zaciągnęła mnie do łóżka. Przyznam, że było niesamowicie i uzależniłem się od tego. Uzależniłem się od niej. Nie czułem nic do niej, oprócz pociągu seksualnego i może sympatii. Jednak miałem jakieś wyrzuty sumienia, które starałem się szybko stłumić. Takie życie prowadziłem przez jakiś czas. Kręciło się wokół pracy, baru i Anny, a właściwie igraszek z nią. Wszystko zmieniło się jednego popołudnia…

W drzwiach stanęła Kaśka, ta sama, którą tak bardzo kochałem. Albo i kocham… Byłem naprawdę szczęśliwy. Nie wyjaśniła zbyt wiele, ale nie zwracałem na to uwagi, bo bardzo się cieszyłem, że jest obok. Zerwałem wtedy kontakt z Anną, a w głowie miałem plan ułożenia sobie w końcu życia. Wszystko zaczynało być tak jak dawniej. Spędzaliśmy ze sobą wspaniałe chwile i wszystko było super. Aż do pewnej mocnej kłótni między nami, gdy ona wyszła trzaskając drzwiami i obrzucając mnie wyzwiskami. A zaczęło się od tego, że nie pozmywałem naczyń…
Tak się złożyło, że tego samego wieczoru odezwała się do mnie Anna, która chciała się ze mną zobaczyć i pogadać. Wszystko wewnątrz mnie odżyło. Poczułem, że muszę z nią porozmawiać. Potrzebowałem tego. Spotkaliśmy się w tym samym barze co poznaliśmy się i tak od słowa do słowa, w końcu znaleźliśmy się u niej w mieszkaniu, które było nieopodal. Kochaliśmy się całą noc. Nie potrafiłem się oprzeć. Ona była jak narkotyk, bo kto ją raz skosztował ten będzie zawsze wracał. 

No i mam wielkie wyrzuty sumienia. Boję się odezwać do Kaśki, tak jakby mogła coś ze mnie wyczytać. Ona sama się nie odezwała od tygodnia, bo czeka, aż ja to zrobię. Kocham ją, ale zaczynam mieć wrażenie, że chyba do siebie nie pasujemy. A wyrzuty sumienia nie dają mi spokoju. Sądzicie, że powinienem się czuć jak świnia? Wiem, że krzywdzę ją tym, ale ciągle pamiętam, że to ona mnie bardzo skrzywdziła znikając. Tak się czasem usprawiedliwiam, ale nie wiem czy słusznie… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+