Głupia i naiwna ja

Głupia i naiwna ja

Nic nie potrafi zaślepić człowieka tak jak miłość. Całkowicie omamić i zmienić postrzeganie świata. Albo całkowicie zasłonić ci cały świat… Chciałabym przelać tu moje smutki i żale związane z historią mojej miłości. Krótkiej, ale jakże oddziałującej na moje życie… 

Mam osiemnaście lat i strasznie złamane serce. Pewnie od razu nasuwa się myśl, że przecież całe życie przede mną i mnóstwo chłopaków wokół. Tak, mój mózg jest tego świadom, ale nie współpracuje z sercem, a raczej jego cząstkami, bo czuję się, jakby tylko tyle z niego zostało. A było tak pięknie.
Poznaliśmy się niejako przez internet, a właściwie Facebooka. To znaczy, znałam go wcześniej, ale tylko z widzenia. Nigdy nie gadaliśmy, bo on jest pięć lat starszy. Nie wiedziałam nawet, dlaczego mam go w znajomych. Wszystko zaczęło się od mojego posta, w którym pytałam o jakąś książkę. Bardzo mi zależało, żeby ją przeczytać, a nie było jej w bibliotece. Jasne, że mogłabym ją kupić, ale chciałam ją przeczytać, a niekoniecznie mieć na półce. Tak więc napisałam post z zapytaniem o tę książkę. Jakie było moje zdziwienie, gdy odezwał się on (nazwijmy go Patryk) Tak więc Patryk napisał do mnie, że ma ową książkę i chętnie mi ją pożyczy. Tak zaczęliśmy pisać, a ja gdzieś w środku czułam się dziwnie szczęśliwa. A my po prostu nawiązaliśmy kontakt, pisaliśmy o głupotach… Ale on pisał to tak jakoś… No nie wiem jak to opisać. Umówiliśmy się na spotkanie, aby mógł mi przekazać tę książkę. Było upalne lato, a ja w shortach i bokserce udałam się na spotkanie z tym niezwykle intrygującym dla mnie wtedy osobnikiem. Czekał na mnie tam, gdzie się umówiliśmy: nad jeziorem. Gadaliśmy ze sobą jakbyśmy się znali od dzieciństwa. Gdy się rozstaliśmy tego dnia, ja odeszłam do domu z książką, a on z moim numerem telefonu. Nadal nie mogłam uwierzyć, że taki chłopak się mną zainteresował. Nie czułam się wybitnie ładna, nie malowałam się, no po prostu byłam przeciętna moim zdaniem. Z czasem okazało się, że on tego tak nie widział.

Zaczęliśmy się spotykać regularnie i już wtedy przysłonił cały mój świat. Nie pamiętam nic poza nim z tamtego okresu. W mojej głowie mam tylko nasze wspólne chwile. W sumie to wszystko, co mi teraz zostało. Wspomnienia… To jak w kinie zasnął na moim ramieniu, albo jak byliśmy na pizzy. Czasem wracam też do naszej wycieczki rowerowej, na której to pierwszy raz się całowaliśmy. Często kładł się też głową na moje kolana, bo lubił, gdy czochrałam mu włosy. Należał do tych spontanicznych ludzi, więc często po prostu po mnie podjeżdżał i jechaliśmy przed siebie. Był, a raczej nadal jest, romantykiem. I to romantykiem utalentowanym muzycznie, bo zdarzało mu się coś dla mnie zagrać i zaśpiewać. Uwielbiałam go za to wszystko i można uznać to za szaleństwo, albo głupotę, ale po miesiącu wiedziałam już, że go kocham. Wiedziałam też, że i on kocha mnie, a przynajmniej tak sądził. Twierdził wiele rzeczy, ale ja teraz nie odnajduję żadnego pokrycia tych słów. A to wszystko dlatego, że pewnego dnia powiedział mi, że to nie ma sensu. Stwierdził, że musi mnie chronić przed sobą, że zasługuję na kogoś lepszego. Nie rozumiałam tego kompletnie, bo przecież wszystko się między nami do tej pory bardzo dobrze układało. Z dnia na dzień mnie rzucił. Jeśli można to tak nazwać, bo nawet nie wiem czy to był związek. Ja głupia jeszcze chciałam coś ratować, zniżałam się cholernie przed nim, ale bez skutku. Ucierpiała tylko moja duma, ale wtedy nie potrafiłam nawet racjonalnie myśleć. Moje serce rozpadło się na milion kawałków wraz z jego słowami.

Przez długi czas nie potrafiłam się z tego pozbierać. Teraz już się z tym niejako pogodziłam, ale gdy wrócą jakieś wspomnienia, to… Jak można rzucić kogoś, kogo się rzekomo kocha? Dlaczego dwoje kochających się ludzi nie może być razem? Chyba powinnam go teraz nienawidzić za te wszystkie cierpienia, których mi przysporzył, za zapłakane i nieprzespane noce, za rozkochanie w sobie i zostawienie, ale nie potrafię. Namieszał w moim sercu i głowie, a ja czuję, że już nigdy nie będę taka sama… Ale może dzięki niemu, już nie będę taka naiwna i ufna... Nie, nie podziękuję mu. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+