Jeden człowiek zniszczył drugiego człowieka

Jeden człowiek zniszczył drugiego człowieka

Znali się ponad 10 lat.... Na początku zwykli znajomi, każdy miał swoje życie. Jakieś 5 lat później spotkali się przypadkowo, ona po rozpadzie związku on po powrocie z zagranicy. Fajnie było się spotkać po tak długim czasie, rozmowy nie mogły się skończyć... umówili się na dzień kolejny, następny itp. W końcu zaczęli być ze sobą, miało być fajnie... spędzali ze sobą dużo czasu nic nie zapowiadało się, żeby miało się coś zmienić.

Po czasie jej nie podobało się , że jednak weekendy spędzają osobno ona ze swoimi znajomymi on ze swoimi nawet nie wiedziała dokładnie co on robi, ale tak bardzo jej zależało, ze nawet bała się poruszyć tego tematu, żeby go nie odstraszyć myślała, że się to z czasem zmieni. Zmieniło się ale na jej unikaniu, nie odbieraniu telefonów, postanowiła porozmawiać zapytać się o co chodzi. Usłyszała "wiesz co miałem z Tobą o tym porozmawiać, na razie nie chcę się angażować". Hmm zabolało i to nawet bardzo no ale cóż nie ma nic na siłę, pozbierała się. Niestety nie na długo po miesiącu czasu dowiedziała się przypadkowo od znajomego, że on kogoś ma i to jeszcze dziewczynę swojego kumpla.... Znowu musiała się pozbierać z z czasem zapomniała. Po roku czasu nagle nie wiadomo skąd dostaje sms "hej co słychać?" Głupia odpisała może nie od razu ale jednak, popełniając najgorszy błąd w swoim życiu. Umówiła się z nim raz, drugi, trzeci nie wiadomo czy wybaczyła czy udawała, że nie pamięta co się stało. Zaczęli być razem.... I znowu historia się powtarza na początku super, oki myśli, że może się zmienił ludzie przecież popełniają błędy sama nie raz popełniła.

Zaczyna ją unikać ona znowu prosi o rozmowę czuje gdzieś w środku, ze to będzie koniec ale z nadzieją, że jednak nie idzie na spotkanie i słyszy "wiem chciałem właśnie z Tobą o tym porozmawiać wiesz ja na razie nie chce być w związku za dużo problemów mam prywatnych, finansowych itp będę wyjeżdżał za granicę, nie chcę żebyśmy się za bardzo zaangażowali bo potem będzie trudniej" Problem w tym, że ona się już zaangażowała w przeciwieństwie do niego posiadała uczucia. Nic jak zwykle zabolało i to mocno tak bardzo nie wyobrażała sobie życia, że go nie będzie nawet nie jako partnera ale jako człowieka, postanowiła, że nie będzie urywać z nim kontaktu, nie wiadomo znowu na co licząc... Spotykali się raz częściej raz rzadziej, próbowała nawet z kimś się spotykać, ale nikt jej nie pasował szukała cech takich jak on miał i do tego czuła wyrzuty sumienia, że się z kimś chciałaby spróbować się spotykać....

Po pewnym czasie kontakt zaczął się nasilać trudno było określić czy są razem czy nie sami nie wiedzieli.... Po pewnym czasie powiedział jej, że chce już sobie ułożyć życie, chce mieć kogoś, zależy mu na niej, chwila zwątpienia czy warto no ale przecież cały czas jej na tym zależało. Są razem nawet wygląda to jak prawdziwy związek a nie tak jak te ostanie widać, że mu zależy, rozmawia z nią na różne tematy. Fakt kłócą się, padają bolesne słowa no ale może docierają się do siebie.... Pomimo, że porównał ją do dziwki na podstawie usłyszanej wymyślonej historii od "kolegi" szkoda, że uwierzył mu a nie jej, zaczęła mieć kłopoty ze zdrowiem dowiedziała się, że ma minimalne szanse żeby zajść kiedykolwiek w ciążę, cios poniżej pasa jak dla każdej kobiety. Potrzebująca wsparcia i po prostu przytulenia usłyszała "wiesz co mi się wydaje, że te Twoje problemy ze zdrowiem to przez picie, imprezowanie, fajki i złe odżywianie" Kolejny cios dziwka przeżyła ale to? Najgorszemu wrogowi by się tak nie powiedziało a nie swojej kobiecie... Powiedzmy, że przeprosił i powiedział, że nie o to mu chodziło. Głupia płakała ale jak zwykle go tłumaczyła, ze może faktycznie nie miał tego na myśli powiedział to w nerwach. Wiedział, że chciałaby już wyprowadzić się od rodziców ciekawej sytuacji w domu nie miała trochę finanse ja blokowali co usłyszała? "ja Ci zapłacę za to mieszkanie na pół roku, pomogę Ci" Jak zapłacę to jesteśmy razem a ja mam mieszkać tam sama on będzie płacił ale za co? Za to, że będzie tam pomieszkiwał, za sex a może za to, żebym miała jakieś zobowiązanie, żeby pokazać jak to on nie chciał jej pomóc na wszelki wypadek jakby tego nie wytrzymała i chciała odejść.

Oczywiście nie zgodziła się. Plany z dnia na dzień się zmieniały w jeden dzień mówił jej, że wiąże z nią plany na drugi dzień była dodatkiem do jego życia. Nie wiedziała co ma o tym myśleć, może on taki jest trzeba to zaakceptować. Zrezygnowała dla niego z paru rzeczy w swoim życiu po to, aby udowadniać mu z dnia na dzień jak bardzo jej zależy i, że on jest najważniejszy. Miał ciężki okres w pracy nie da się ukryć problem wychodził za problemem, chciała mu pomóc jak tylko mogła , nie chodzi o finanse ale po prostu być, żeby wiedział, że może na nią liczyć. Czuła, że przez te problemy w pracy trochę się oddalają od siebie, może tez przez te wcześniejsze sytuacje, ale czekała aż się wszystko ułoży, współczuła mu i cały czas tłumaczyła. Dzień jak co dzień telefon po pracy porozmawiali sobie, rano napisała smsa nie chciała dzwonić bo wiedziała, że pewnie w pracy znowu pod górkę, napisała sms takiego normalnego zwykłego : hej jedziemy nad wodę dzisiaj jak wrócisz i się ogarniesz fajna pogoda?:) na to po pół godzinie dostaje sms :hej, wiesz co ja wole nie być w żadnym związku, nie ze nie chce być z Tobą czy mam kogoś na oku tylko w ogóle nie chce za dużo ostatnio się dzieje u mnie i nie mam ochoty na nic. Musze wziąć się na razie za siebie i w około co się dzieje bo nie ogarniam a dużo tracę"