Kredytowe zatracenie

Kredytowe zatracenie

Moja historia nie jest typową smutną historią o miłości czy o złamanym sercu ale prawdziwą historią życiową, która wiele daje do myślenia. Jak kilka nie przemyślanych decyzji może zrujnować człowiekowi praktycznie całe życie. Teraz gdy na to wszystko patrzę, widzę, że podczas swoich wyborów nie kierowałam się zdrowym rozsądkiem ale zwykłą pychą. Wszystko zaczęło się od znalezienia nowej pracy.

W poprzedniej pracodawca nie był wypłacalny i niestety nie mogłam tam pracować, mimo że atmosfera oraz ludzie byli mili i uczciwi. Po kilku miesiącach znalazłam pracę, dosyć dobrze płatną, nie płacili koksów ale narzekać też nie mogłam. Dostawałam premię, jakieś dodatkowe wynagrodzenia za ekstra pracę. Wszystko układało się dobrze poza kontaktami z współpracownikami. 

Byli to ludzie z „wyższej półki” na wyższym stanowisku, gdzie zdecydowanie więcej płacili. Ludzie, którzy tam pracowali byli tacy obeznani ze światem. Byli w różnych krajach na spotkaniach biznesowych, nosili markowe ubrania a jak przy nich nie lśniłam takim blaskiem. Chciałam aby mnie zauważyli, chciałam aby mnie po prostu lubi. 

Pewnego dnia załamana kolejnym ignorowaniem mnie w pracy, wracając do domu zobaczyłam reklamę pożyczki typu Provident, szybka pożyczka w 15 minut, na dowód itp. Nie wiem dlaczego taka reklama mnie zainteresowała, dotąd nie zwracałam na nie uwagi. Wiedziałam, że takie pożyczki nie są niskooprocentowane i że w taki sposób można sobie narobić długów.  Z racji tego, że w mojej nowej pracy nie pracowałam zbyt długo nie miałam zbyt wiele oszczędności. Wpadłam na (idiotyczny) pomysł, że wezmę taką szybką pożyczkę, bo przecież przy następnej wypłacie oddam. 

Chciałam kupić eleganckie markowe ubrania, bo koleżanki w pracy takie nosiły. Gdy pieniędzy zabrakło wzięłam kolejny kredyt na kurs angielskiego, bo przecież każdy w pracy znał ten język ja nie. Wyjeżdżałam na wczasy za granicę a zdjęcia wrzucałam na FB, tylko po to aby koledzy w pracy wiedzieli, że mnie też na nie stać. Kupowałam drogie telefony, mimo że wystarczył by jeden lecz ja musiałam mieć kilka. Zapraszam znajomych z pracy do drogich restauracji, oczywiście ja płaciłam rachunki w kwotach 500 – 700zł. Wtedy mnie lubi, często ze mną rozmawiali przy porannej kawie. Czułam, że należę do zespołu. Wiedziałam, że mam poważne kłopoty z długami, ale nie dopuszczałam do myśli, że mogę zostać przez nich odrzucona. Myślałam, że branie kredytów rozwiąże brak akceptacji w pracy, że to to jest recepta na moje problemy.  

Pożyczka goniła pożyczkę. Dług gonił dług. Gdy do drzwi zapukało biuro windykacyjne doznałam szoku. Dotarło do mnie, że zrobiłam idiotyczną rzecz w swoim życiu ale było już po fakcie. Postanowiłam opowiedzieć wszystko moim znajomym z pracy, to co zrobiłam. Myślałam, że mi jakoś pomogą, bo przecież się kolegujemy. Myślałam, że to zrozumieją, że robiłam to wszystko tylko dlatego, żeby mnie dostrzegali. Jednak rzeczywistość była bardziej brutalna. W przerwie na śniadanie usłyszałam jak drwią ze mnie, z mojego zachowania, obrażali mnie, moje ubrania, mój wygląd. Dotarło do mnie, że tak naprawdę nigdy mnie nie lubi a ja głupia byłam naiwna. 

Teraz tonę w długach, mam 30 lat i 600 tysięcy złotych długu. Karty kredytowe zadłużone ponad limit. Muszę już spłacać odsetki od odsetek. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Nie mam żadnych oszczędności ani pracy bo z tamtej mnie zwolni – rzekomo redukcja etatów. Komornik zajął moje mieszkanie, które czeka na licytację, a wszystko po to aby przypodobać się znajomym. Moi rodzice gdy dowiedzieli się o całej sytuacji prawie „zeszli na zawał”. Jednak nie odwrócili się ode mnie, wybaczyli mi że za ich plecami narobiłam takich długów. Teraz starają mi się jakość pomoc wyjść na prostą. Dostałam surową lekcję od życia. Teraz wiem, że w życiu nie należy patrzeć się na kogoś i na siłę szukać akceptacji, należy żyć według swoich zasad i przekonań.

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+