Mam romans z żonatym mężczyzną

Mam romans z żonatym mężczyzną

Nigdy nie mów nigdy. Ja kiedyś brzydziłam się kobietami, które spotykały się z żonatymi mężczyznami, gardziłam nimi. Teraz idąc tym tokiem rozumowania powinnam gardzić sobą, ale tak się nie da, dla mnie to kompletnie inna sytuacja. Kochamy się, a jego małżeństwo już prawie nie istnieje. 

Wszystko zaczęło się na spotkaniu biznesowym naszej firmy z pewnym kontrahentem. Oczywiście delegacja, urokliwy hotel za miastem  i dwudniowe obrady. Ostatniego dnia odbywała się impreza wydawana w ramach świętowania podpisania kontraktu. Wiadomo, nie obyło się bez alkoholu, więc integracja szła w najlepsze. Bawiłam się bardzo dobrze, ale czasami czułam się obserwowana. Kątem oka wyłapałam sprawcę tego odczucia: przystojnego blondyna, przedstawiciela spółki z którą mieliśmy prowadzić interesy. Obserwował mnie ukradkiem, ale że ja już swoje wypiłam, to przy najbliższej okazji kontaktu wzrokowego po prostu mu pomachałam. Uśmiechnął się niepewnie i gdzieś zniknął. Po chwili pojawił się obok mnie z dwoma kieliszkami wina, w tym jednym dla mnie. Piliśmy, tańczyliśmy, rozmawialiśmy. Było naprawdę bardzo miło. Nie sądziłam, że będzie jeszcze bardziej… 

Czytaj też inne: Wypalony związek

Nawet nie pamiętam jak i kiedy znaleźliśmy się w pokoju hotelowym…

I choć może umysł miałam przyćmiony alkoholem, to co wyczynialiśmy w łóżku pamiętam niezwykle dobrze. To był jeden z najlepszych seksów w moim życiu. dodam, że singielskim życiu, bo nie mam stałego partnera. Nigdy nie trafiłam na tego odpowiedniego. Aż do teraz. Właśnie, bo zapomniałam dodać, że wtedy nie wiedziałam, że jest żonaty. Nie miał ani obrączki ani oporów przed spędzeniem ze mną upojnych chwil. Rzecz jasna nie wyobrażałam sobie zbyt wiele po tej przygodzie, wróciłam do swojego życia, lecz on się do mnie odezwał. Kamil, bo tak mu na imię, zaprosił mnie na kolację. I tak zaczęliśmy się spotykać. Kino, kolacje, spacery czy pikniki w parku. Czuliśmy się w swoim towarzystwie po prostu świetnie. Zaczęłam się w nim zatracać, pojawiło się uczucie, że to ten jedyny. Mury mojego szczęścia zostały jednak zachwiane pewnego wieczoru przy kolacji, gdy zapytałam, tak ni stąd ni zowąd, dlaczego nie ma żony. 

On wtedy odparł, że ma żonę.

Podłoga mi się trochę zachwiała, ale Kamil zaczął wyjaśniać mi sytuację. Ma żonę, ale jej nie kocha, bo pobrali się pod wpływem impulsu po pół roku znajomości, czego teraz bardzo żałuje. Stwierdził, że nie nadaje z nią na tych samych falach i że żyją bardziej obok siebie niż ze sobą. Powiedział, że to ze mna czuje się tak, że byłby gotów góry przenosić. Cieszę się, bo naprawdę czuję, że między nami coś jest. I to nie tylko dobry seks. Ale to, że on jest żonaty trochę nie daje mi spokoju, psuje moje szczęście. Gdy jestem z nim to nawet o tym nie myślę, ale czasami gdy jestem sama przychodzą wyrzuty sumienia. 

Jestem z nim szczęśliwa i czuję, że on ze mną również, ale mam wyrzuty sumienia. Prześladuje mnie to i coraz częściej mam koszmary. Co mam robić w takiej sytuacji? Porozmawiać z Kamilem o jego ewentualnym rozwodzie? Wypada to sugerować po trzech miesiącach znajomości? Intensywnej bo intensywnej, ale czy powinnam? Doradźcie mi proszę co mam począć, bo obawiam się, że poczucie winy zniszczy mnie od środka. 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+