Mój mąż to tyran

Mój mąż to tyran

Wczoraj znowu zrobił to, co wychodzi mu najlepiej. Upokorzył mnie. I to przy naszych dzieciach. Za każdym razem czuję się jak śmieć. A on znajdzie jakikolwiek powód, aby dać mi do zrozumienia, że jestem nikim. Zdaję sobie sprawę z mojej sytuacji, ale nie wiem co robić…

Poznaliśmy się poprzez znajomych. Czuły, troskliwy i odpowiedzialny chłopak. Od razu się zakochałam, jak się okazało, ze wzajemnością. To był chyba najcudowniejszy okres w moim życiu. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, jeździliśmy na wycieczki, chodziliśmy na imprezy. Wszyscy wokół mówili, jaka piękna z nas para, a my w to wierzyliśmy. Sielanka jednak się skończyła, gdy zaszłam w ciążę w wieku dwudziestu lat. szybki ślub, wspólne mieszkanie, wychowywanie dziecka. Oddaliliśmy się od siebie w tym czasie, czułam to. To wtedy się zmienił, stał się oschły i agresywny. Do zbliżeń dochodziło rzadko. Przestał być kochankiem, a stał się tyranem domu.

Czytaj też: Mój mąż to imprezowicz

Nie miałam już nic do powiedzenia. Odkąd urodziłam dziecko siedziałam prawie cały czas w domu. Tyle co mogłam na zakupy do spożywczaka wyjść. Wszystkie pieniądze ma on, bo on zarabia. Mi daje praktycznie wyliczone kwoty na moje damskie potrzeby. Często powtarza, że moją rolą jako kobiety jest siedzieć w domu, sprzątać, gotować i wychowywać dzieci. Dzieci w liczbie mnogiej, bo niecały rok po urodzeniu Martusi okazało się, że znowu jestem w ciąży. Jedno z tych niewielu zbliżeń musiało się tu okazać kluczowe… Tak więc na świecie pojawił się Michał. Gdy wróciłam z małym do domu, mąż zorganizował małe przyjęcie powitalne. Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że chyba wszystko wróciło do normy, że może nareszcie będziemy normalną rodziną. Niestety to były tylko złudzenia, bo po przyjęciu mi kazał zmywać gary, a sam zajął się że niby pracą. Jest biznesmenem, więc przynosi pracę do domu. Wtedy absolutnie nie można mu przeszkadzać.

Czytaj też: Pokerowa twarz

Dzieci zabieram na ogródek, albo jakkolwiek im organizuję czas, bo jeśli one są niegrzeczne, to ja obrywam za nie. Na dzieci nigdy nie krzyczy, to zawsze moja wina jest. On robi wszystko, abym ja nie miała autorytetu u własnych dzieci. One są coraz starsze i zaczynają coraz więcej rozumieć. Już się zorientowały, że wszystko im uchodzi na sucho, a moje reprymendy spływają po nich jak woda po kaczce. Ja mam u nich mniejsze poważanie niż pokojówka, której zresztą nie mamy, bo przecież ja wypełniam wszystkie funkcje. Mój dzień, to jedna i ta sama “bajka”. Pranie, sprzątanie, gotowanie, pilnowanie dzieci. Przy czym sprzątanie wypełnia mi jeszcze każdą inną wolną chwilę, bo mój mąż jest przewrażliwiony na tym punkcie. Nigdzie nie może być ani grama kurzu. Biegam ze szmatką cały dzień, ale nie jest możliwe pozbycie się całkowicie całego kurzu, on zawsze będzie. Ale go to nie obchodzi. Gdy tylko mu coś nie pasuje wyzywa mnie od najgorszych żon, matek i w ogóle kobiet. Zarzuca mi, że się do niczego nie nadaję. A gdy za długo jestem w sklepie, to doszukuje się zdrady. Nawet jeśli chciałabym go zdradzić, to serio nie bardzo mam jak. Poza tym, za bardzo się go boję…

Czytaj też: Mroczna przeszłość męża

Wiem, że to jest chora sytuacja i prawdopodobnie on jest chory, ale nie wiem co mam robić. Nie mogę uciec, bo mam przecież dzieci. Poza tym boję się, że on mnie znajdzie i coś mi zrobi. Chciałam z nim porozmawiać, ale opatrznie zrozumiał, że zarzucam mu, że jest psychiczny i musiałam przeczekać jego furię w łazience. Nikt nie wie jak jest, bo wśród ludzi jest milusi i oczywiście gramy wspaniałą rodzinkę. Ciągniemy tę szopkę już kilka lat i nadal nikt się nie zorientował, albo nie chce nic widzieć. A ja ciągle nie znalazłam rozwiązania mojego problemu, więc szukam pomocy u was.

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+