Mój syn morderca

Mój syn morderca

Każdy z nas, mając dzieci, chciałby być dla nich najlepszym rodzicem. Chciałby też wychować je jak najlepiej, ale nawet jeśli coś idzie nie tak, to nasze dzieci są te najlepsze. Czasami za bardzo jesteśmy zapatrzeni w nasze pociechy i wtedy to może nie wyjść na dobre żadnej ze stron. Ja do tej pory zastanawiam się, w którym momencie popełniliśmy błąd podczas  wychowania naszego syna. Wyrzucam sobie, że nie zauważyłam jakichś nieprawidłowości w jego zachowaniu, ale jednocześnie jestem świadoma, że nie było żadnych nieprawidłowości. On zawsze był dobrym chłopcem i gdy skończył osiemnaście lat gratulowaliśmy sobie, że udało nam się wychować takiego porządnego synka. Potem stało się to, co wstrząsnęło nami wszystkimi. 

Była połowa sierpnia, miesiąc po osiemnastych urodzinach naszego syna - Jakuba. Miał wakacje, więc praktycznie całymi dniami nie było go w domu. No ale to był ten wiek, przecież chciał się bawić. Raczej nie zabraniałam mu chodzić na dyskoteki czy domówki, bo wiedziałam, że on dużo nie pije i jest spokojnym chłopakiem. Nigdy nie mieliśmy z nim większych problemów, wbrew temu, co przewidywali ludzie. Wszyscy twierdzili, że skoro to jedynak, to będzie niegrzeczny i rozbestwiony. Stwierdziłam, że postaramy się go tak wychować, aby tak się nie stało. No i można powiedzieć, że w sumie nam się udało… Chociaż to, co się wydarzyło pod koniec tego lata nie było tego dowodem. 

Mieszkaliśmy na obrzeżach miasta, niedaleko ogródków działkowych. Od początku wakacji Jakub często znikał gdzieś już z samego rana. Wieczorne wyjścia rozumiałam, ale co on mógł robić z samego rana? Większość jego rówieśników o tej porze pewnie jeszcze spała. Po wnikliwszym zbadaniu gruntu dowiedziałam się, że na owych ogródkach działkowych poznał emeryta, któremu pomaga w domku i ogrodzie. Dlaczego tak niechętnie się do tego przyznał? Jak dla mnie to był powód do dumy, że mój syn zachowuje się tak szlachetnie. Zdążyłam się pochwalić wszystkim moim znajomym tym faktem, że mam tak cudownego syna, gdy ten nagle zaczął się jakoś dziwnie zachowywać. Zawsze był pełen życia i uśmiechnięty, a teraz milczący i burkliwy. Gdy go zapytałam o przyczyny jego zachowania odburknął mi, że to nie moja sprawa i zamknął się w pokoju. Nie wiedziałam jak mam mu pomóc, więc postanowiłam dać mu czas i znosić jego zachowanie. Potem zdarzyło się to, czego w życiu bym się nie spodziewała…

To był ostatni tydzień sierpnia. W godzinach popołudniowych zapukała do naszego domu policja. Zdziwiona otworzyłam drzwi, a oni pytają o mojego syna. Moje serce zaczęło bić mocniej, ale zawołałam Jakuba. Nie było reakcji, mimo tego, że na pewno był w domu, bo przecież nigdzie nie wychodził. Poszłam razem z policjantami do jego pokoju, ale go tam nie było. za to okno było otwarte na oścież. Policjanci wybiegli z domu. Ja stałam wmurowana. Mój syn uciekł, czyli musiał mieć coś na sumieniu. Nie potrafiłam tego przyjąć do wiadomości. Po jakimś czasie zadzwoniono do mnie, że mój syn został złapany i jest na komisariacie. Pojechaliśmy tam z mężem, aby dowiedzieć się o co tak właściwie chodzi. Na miejscu poinformowali nas, że nasz syn jest głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa starszego pana. Motywem miały być pieniądze, bo starszemu panu zniknęły wszystkie kosztowności. Prawie zemdlałam gdy to usłyszałam. Przypomniało mi się, jak syn wczoraj wrócił z nową komórką do domu. Powiedział, że sobie zarobił. Starszy pan umarł poprzez ugodzenie nożem. Mój syn wbił mu nóż w plecy. Były na to odciski palców, ale Jakub i tak się wszystkiego wypierał. Poprosiłam go, aby zachował resztki przyzwoitości i jeśli naprawdę to zrobił, to po prostu się przyznał. Zrobił tak. Przyznał się, że zabił go dla pieniędzy, których podobno ten starszy pan miał sporo. To były oszczędności jego życia. Jakub pewnego razu zauważył, gdzie je chowa i pokusiły go. Chciał je po prostu ukraść, ale jego plan zawiódł i starszy pan go nakrył. Jakub wziął co było pod ręką i… Tak to zrelacjonował… 

Oczywiście dostał wyrok i siedzi w więzieniu. My natomiast przeprowadziliśmy się, bo w tej dzielnicy byliśmy szykanowani przez wszystkich, za naszego syna. To było nie do wytrzymania. Ale nie to było najgorsze. Dla mnie najgorsze było poczucie winy, że my coś źle zrobiliśmy podczas jego wychowania, że zawładnął nim pieniądz i straciliśmy syna… Już nic nie będzie takie samo…