Moja nastoletnia córka w ciąży

Moja nastoletnia córka w ciąży

Dzieci to takie kochane stworki, ale w każdym wieku przysparzają nam jakichś kłopotów. Ja mam córkę w okresie dojrzewania i buntu. Na podstawie doświadczeń stwierdzam, że to najgorszy okres. Zdecydowanie wolałam nie spać przez nią gdy płakała po nocach jako niemowlak niż teraz czekając, aż wróci od znajomych czy z imprezy. Oczywiście, że zawsze można zabronić, ale na budowanie mojego autorytetu już za późno. Milena była rozpieszczana przez mojego męża i zarazem to on był dla niej autorytetem. Choć w sumie nadal dla niej jest autorytetem, tylko nie jest już moim mężem.

Moje relacje z córką nigdy nie były za dobre. Ona po prostu zawsze widziała we mnie zagrożenie, bo byłam surowsza i bardziej rozważna od mojego męża. On pozwalał jej praktycznie na wszystko, a moje zakazy nie miały dla niej większego znaczenia, bo przecież tatuś pozwolił. Byłam prawie że popychadłem we własnej rodzinie. Byłam zła i niedobra, bo troszczyłam się o nią. Nie chciałam, aby wracała po nocy do domu, bo to niebezpieczne. Jakiś czas temu oznajmiła nam, że jedzie na wycieczkę w góry ze znajomymi. Wszystko spoko, gdyby nie fakt, że ma dopiero 15 lat. Ona nie zapytała o zgodę, tylko oznajmiła fakt. Zabroniłam jej, a ona wykrzyczała mi w twarz, że mnie nienawidzi. Pobiegła do tatusia i rzecz jasna otrzymała pozwolenie, a nawet fundusze. Wielokrotnie rozmawiałam z moim mężem o tym, że decyzje powinniśmy podejmować wspólnie, ale nigdy nic pożytecznego  z tego nie wyszło. To on czuł się panem domu, bo najwięcej zarabiał. Czułam się coraz gorzej, aż pewnego razu mój mąż oznajmił mi, że wnosi o rozwód i wyjeżdża z ukochaną do Londynu. Mój świat się zawalił. Milena została ze mną, bo miała skończyć szkołę tutaj. 

Uświadomiłam sobie, że nie mam kontroli nad własną córką. Próbowałam każdej możliwej metody, poczynając od krzyku kończąc na spokojnej rozmowie. Nic sobie ze mnie nie robiła. Ta sytuacja bardzo mnie bolała. Mój mąż ją tak rozpuścił, poszedł sobie i na mnie to się odbijało. Przez nasze relacje praktycznie nie było mowy o normalnej rozmowie córki z matką. Nie miałam pojęcia co się dzieje w jej życiu osobistym, a o szkolnym wiedziałam tylko z wywiadówek. 
Któregoś ranka obudziły mnie odgłosy w łazience. Pobiegłam tam szybko sprawdzić co się dzieje i zastałam moją córkę klęczącą nad sedesem. Moja pierwsza myśl, to ciąża, ale ona zaczęła się wypierać, że to pewnie jakieś zatrucie pokarmowe. Odpuściłam, aż do momentu, gdy któregoś dnia usłyszałam jak w swoim pokoju kłóci się z kimś przez telefon. Krzyczała coś tam o dziecku i odpowiedzialności. Płakała. Postanowiłam spróbować z nią porozmawiać raz jeszcze. Na początku oczywiście się opierała, ale w końcu się otworzyła i przyznała, że jest w ciąży. Nie było mi łatwo się opanować. Wiedziałam, że nie mogę na nią krzyczeć, bo zmarnuję tę szansę. Nie było łatwo słuchać z ust piętnastoletniej córki, że jest w ciąży. Próbowałam się dowiedzieć z kim. Nie chciała mi tego wyjawić. Zapytałam czy z tym chłopakiem, z którym ją widziałam kiedyś, ale zaprzeczyła. Nastąpiła długa cisza, którą przerwała słowami: “z jego ojcem.” Zanim te słowa do mnie dotarły w pokoju rozległ się jej szloch. Powinnam być wściekła, ale czułam tylko żal. Przytuliłam ją. Nie pamiętam kiedy wcześniej ją przytulałam. Poczułam, że wszystko się zmieni… 

Milena zdołała ukończyć gimnazjum. Wyjaśniła mi, że wtedy nie jechała w góry ze znajomymi, tylko z tym facetem. Że on ją zauroczył i tak wyszło. Pociągnęłyśmy go do odpowiedzialności i jakoś żyjemy z mojej wypłaty i jego alimentów. Przez tę sytuację paradoksalnie  poprawiły się moje stosunki z córką. Jakoś dajemy radę, choć łatwo nie ma… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+