Naiwna i oszukana

Naiwna i oszukana

Należę do osób naiwnych i łatwowiernych. Tak, nie ma się czym chwalić, ale to istotne w opowieści. To są moje wady, które czasami potrafią uprzykrzyć życie. Albo praktycznie je zrujnować… Tak właśnie było tym razem. I to nie zostałam oszukana przez faceta, a bardzo miłą kobietę.  

Razem z mężem mieszkamy na dosyć przyjemnym osiedlu. Rok temu urodziła nam się córeczka i wtedy dopiero zaczęliśmy tworzyć prawdziwą rodzinę. Stała się naszym oczkiem w głowie i szczęściem. Niestety z jej przyjściem na świat pojawiły się także wydatki. Tak więc powzięliśmy decyzję, że mój mąż, Kamil, wyjedzie za granicę po lepsze zarobki. Każdy wie, że w Polsce ciężko się utrzymać z tych polskich zarobków. Kamil trochę się martwił, czy dam sobie radę z domem, a właściwie mieszkaniem. Przekonałam go jednak, że poradzę sobie. Więc wyjeżdżał na miesiąc do Niemiec, potem był może tydzień w domu i znowu jechał. Postanowiliśmy, że to nie potrwa długo, bo Oleńka potrzebuje ojca. Niestety trochę się to przeciągało i Kamil pracował tam już drugi rok. Nie powiem, żeby to było łatwe, ale jakoś dawaliśmy radę. Z tych pieniędzy odłożyliśmy sporo na konto. Postanowiłam oszczędzać na remont naszego mieszkania. Całkiem dobrze nam się żyło.

Ciemne chmury nad naszą domową sielankę nadeszły w czerwcu. Kamil był w Niemczech, a ja z małą żyłyśmy sobie tutaj. Pewnego ciepłego popołudnia postanowiłam zabrać ją na plac zabaw do parku. Jak postanowiłam, tak zrobiłyśmy. Ja usiadłam sobie na ławce, a Oleńka poszła się bawić do piaskownicy. W końcu integracja z innymi dziećmi jest ważna… Do mnie dosiadła się pewna kobieta, przywitała się i nie odzywała przez jakiś czas. Nie zwracałam na nią większej uwagi, bo musiałam ciągle zerkać na Olę… dopiero gdy odezwała się po jakimś czasie, to przypomniałam sobie, że ona tam ciągle jest. Zaczęłyśmy rozmowę i urzekła mnie niejako swoim optymizmem, który dało się wyczuć z daleka oraz niewinnym uśmiechem. Należała do tych osób, które bardzo łatwo zdobywają zaufanie innych… Moje zdobyła w mgnieniu oka, a ona chciała się zaprzyjaźnić. Oczywiście nie powiedziała tego, ale wynikało to z kolejnych działań.

Przez kilka kolejnych dni widywałyśmy się na tym placu zabaw, bo on tam przychodziła ze (rzekomo) swoim synkiem. Później nawet wymieniłyśmy się numerami telefonów. Kilka razy przyszła do mnie na kawę. Naprawdę myślałam, że mam przyjaciółkę. Któregoś dnia, przyszła z bardzo smutną miną. Zaczęłam ją wypytywać co się takiego stało. Powiedziała mi, że u córki jej siostry wykryto jakiegoś guzka czy coś i musi mieć operację, an którą ich nie stać. Pożyczyli już dużo, ale ciągle brakuje im pięćdziesiąt tysięcy. Od razu na myśl przyszły mi moje oszczędności. “Kamil na pewno nie byłby zadowolony”, pomyślałam. Monika, bo tak miała na imię, obiecała, że wszystko oddadzą, zanim on wróci. Tak, uwierzyłam w te bajki… Moja łatwowierność wzięła górę i dałam jej te pieniądze. Potem za każdym razem, gdy widziałyśmy się na placu zabaw, mówiła mi o tej dziewczynce. To, że jest w szpitalu, potem, że szykuje się operacja, o tym jak się czuje dziewczynka. Miałam mieszane uczucia, bo z jednaj strony cieszyłam się, że pomagam dziewczynce, ale z  drugiej strony bałam się reakcji mojego męża. I słusznie, bo jakiś czas potem zorientował się, ze wyczyściłam konto. Wrócił do domu wcześniej i był wściekły. Gdy mu to wszystko opowiedziałam, postanowił, że musimy odszukać ją. Okazało się, że nie da się do niej dodzwonić. Nie wiedziałam gdzie mieszka, bo nigdy do siebie nie zapraszała. Kamil zadzwonił na policję. Byłam załamana swoją naiwnością. W internecie natknęłam się na taką akcję, w której szukali właśnie tej kobiety. Oszukała więcej osób.  Wspólnymi siłami oraz z pomocą policji udało nam się ją odnaleźć. Okazało się, że ta kobieta miała coś z psychiką. Na moje szczęście…  Wszystkie wyłudzone pieniądze miała schowane w domu. W materacu, poduszkach, meblach. A ten chłopiec nie był jej synem. Ona była jego opiekunką, a wykorzystywała go niejako do swoich celów. Niby chora psychicznie, a oszustwa szły jej znakomicie… 

Na całe szczęście odzyskaliśmy pieniądze, ale co by było, gdyby… Nie chcę nawet myśleć, do czego mogła doprowadzić moja głupota. Mąż był na mnie zły chyba przez tydzień, ale w końcu uznał, że się czegoś nauczyłam. Obawiał się mnie zostawić znowu samą, więc rzucił tę pracę w Niemczech i znalazł coś na miejscu. Nie ma już kokosów, ale jest z nami i jakoś dajemy radę. A ja mam nauczkę, by nie ufać wszystkim poznanym ludziom… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+