Nieodpowiedzialni faceci

Nieodpowiedzialni faceci

Czasami znienacka zmienia się nasze życie, nasze plany na przyszłość. Kończysz dwadzieścia lat i myślisz, że cały świat stoi dla Ciebie otworem. Chcesz ukończyć studia, zacząć pracować, założyć rodzinę i wieść cudowne życie. Dosyć powszechne marzenie… Sobie też mogę je przypisać. Zaczęłam je już spełniać studiując mój wymarzony kierunek: kryminalistykę. Tu też poznałam osobę, która na dobre odmieniła moje życie. 

Studia były w odległym mieście, więc przypadło mi mieszkać w akademiku. Wcale nie ubolewałam z tego powodu, bo akademik ma swój klimat przecież. Opłatami nie musiałam się martwić, bo moi rodzice mi gwarantowali wszystko. No cóż, miałam lepiej niż wiele osób w tym budynku. Gdy zaczęłam studia byłam mega szczęśliwa. Wiele osób śmiało się, że może oprócz dyplomu wyniosę stamtąd też męża, bo to najwyższy czas. Szczerze mówiąc też miałam cichą nadzieję, że znajdę nareszcie kogoś odpowiedniego. No i poznałam pewnego chłopaka, chodził ze mną na wykłady i często siadał niedaleko mnie. Na początku nie gadaliśmy ze sobą raczej, ale wiedziałam, że ma na imię Mateusz. Wpadł mi w oko, ale czekałam aż on zrobi pierwszy krok. Pewnego wieczoru usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju w akademiku. Powinnam napisać “mojego”, ponieważ dzieliłam go z dwoma innymi koleżankami.

W każdym razie za drzwiami stał on. Uśmiechnął się i zapytał czy wyjdę z nim do miasta. No co miałam zrobić, zgodziłam się :) O dziewiętnastej przyszedł po mnie i ruszyliśmy. Rozmawiało nam się niesamowicie dobrze. Każdy temat się swobodnie prowadził i mieliśmy podobne poglądy na różne sprawy. Odniosłam wrażenie, że jest niewiarygodnie inteligentny. Spodobał mi się i postanowiłam, że postaram się tego nie zepsuć. Bardzo miło spędziliśmy ten wieczór. Mateusz odprowadził mnie i pożegnał buziakiem w dłoń. Pomyślałam sobie, jaki z niego dżentelmen. Cała w skowronkach poszłam spać. Zaczęliśmy się spotykać regularnie wieczorami, natomiast na uczelni zachowywaliśmy pewien dystans.  Czasem wypiliśmy razem kawę i tyle. Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie, przecież nie będę się mu narzucać czy coś. Miłe wieczory mi całkowicie wystarczały.

Po którymś miłym wieczorze nastała namiętna noc. Sama do końca nie wiem jak to się stało, że tak stosunkowo szybko do czegoś takiego dopuściłam. Chwila słabości chyba, ale wtedy nie żałowałam niczego. Był niesamowitym zawodnikiem potrafiącym posługiwać się swoim sprzętem… Potem już nie było co udawać cnotki, bawiliśmy się częściej. Pomyślałam, że zaczyna się spełniać kolejna składniowa mojego marzenia, że znalazłam kogoś wartego uwagi, czasu i poświęcenia. W pewien weekend miał nawet jechać ze mną do mnie do domu, ale nagle wypadło mu coś ważnego, więc musiałam jechać sama. Po przyjeździe do domu poszłam też odwiedzić babkę i tam stała się rzecz bardzo dziwna. Babka do mnie z zapytaniem, czy wolałabym chłopca czy dziewczynkę. wmurowało mnie i po chwili dopiero zaczął do mnie docierać sens jej słów. Przecież ja nie mogłam być w ciąży. I jak skąd ona mogła to wiedzieć? Czymś tam zażartowałam, aby rozluźnić sytuację i unikałam tego tematu jak ognia.

Po drodze do rodziców kupiłam sobie testy ciążowe z zamiarem sprawdzenia tego, co “wywróżyła” moja babka. Zrobiłam jeden: pozytywny. Drugi: pozytywny. Dla pewności i trzeci, ale też był pozytywny. Poczułam jak grunt osuwa mi się spod nóg. Chyba dalsza część mojego marzenia będzie miała przyspieszoną realizację. Rodzicom na razie nic nie mówiłam, bo pomyślałam, że powiem im to razem z Mateuszem. W niedziele wracałam do akademika i musiałam niezwłocznie porozmawiać z Mateuszem. Nie wiem jak to zrobiłam, może z porywu emocji, ale nie zapukałam i po prostu weszłam. Patrzę, a na łóżku mojego Mateusza siedzi jakaś lala w ręczniku. Tylko w ręczniku. A przed nią mój Mateusz z ręką na jej kolanie. Poczułam się jak uderzona gromem.

Obróciłam się i wyszłam. Płakałam całą noc, a nazajutrz nawet nie poszłam na zajęcia. Mateusz przyszedł do mnie z kwiatkami i tłumaczył się, że nic między nimi nie zaszło i tak dalej. Naprawdę, może do tej pory byłam ślepa i naiwna, ale właśnie  w tamtym momencie przejrzałam na oczy. Gdy mu powiedziałam o ciąży to się cholernie przeraził. Powiedział,  że on nie chciał. Phi, tak jakbym ja miała chcieć. Z tą  jego inteligencją to też się przejechałam. Dobrze grał, po prostu. Wyrzuciłam go z pokoju i tyle go widziałam. Okazało się, że wyjechał. Nikt nie wiedział gdzie. Uśmiałam się z tego. Pewnie bał się odpowiedzialności, że zaciągnę go do ołtarza, albo będę chciała ciągnąć alimenty. A ja miałam go w “poważaniu”. Wolałam się uniżyć przed rodzicami, niż przed nim i prosić go o coś. 

Rzuciłam studia i wróciłam do rodzinnego domu. Rodzice jakoś to przyjęli, a teraz nawet cieszą się, że maja śliczną wnuczkę. Nie odpowiadam na pytania dotyczące ojcostwa. Kiedyś znajdę dla małej odpowiedniego ojca, do którego będzie mogła mówić “tato”.  Chyba nie wszyscy są tacy nieodpowiedzialni…