Odchudzanie mojej córki

Odchudzanie mojej córki

Jestem mamą szesnastoletniej Marlenki. Jest naszym oczkiem w głowie i razem z mężem staramy się ją wychować jak najlepiej. Niestety jest w takim okresie wiekowym, że aktualnie mamy na nią chyba najmniejszy wpływ. I tak więc potrafi przyprawić nas o zawrót głowy. A raczej zawał…

Marlenka jest bardzo zdolną dziewczyną i zawsze odnosiła sukcesy w szkole. Aż do pewnego czasu. Nadszedł ten okres dojrzewania i poprzewracało jej się w głowie. My staraliśmy się zapewnić jej najlepszą edukację, aby mogła potem iść na dobre studia i zostać kimś ważnym, na ten przykład prawnikiem. Lecz jej się ubzdurało, że zostanie modelką. Oczywiście niczym nam się nie pochwaliła i swoją postawą odwróciła nasze życie co góry nogami. 

Jako że wraz z mężem jesteśmy pracującymi ludźmi, nie zawsze udało nam się wyłapać coś z zachowania naszej córki. Któreś z nas musiało zostać dłużej w pracy, a inne nadrabiało w domu. Tak niestety bywa. Tak więc nie zauważyłam niczego dziwnego w zachowaniu mojej córki. Widziałam jak się uczy, odrabia zadania, chodzi an dodatkowe lekcje angielskiego… Jednak kluczową sprawą było to, że rzadko jadaliśmy wspólnie posiłki. Może wtedy udałoby nam się wyłapać, że coś jest na rzeczy. 

Tak naprawdę zaczęliśmy coś podejrzewać jakieś trzy miesiące temu. Przyjechała do nas w odwiedziny moja siostra i od razu zauważyła, że Marlena wygląda jakoś inaczej, tak jakby szczuplej. My tego nie zauważyliśmy, bo widząc ją codziennie nie rzuciło nam się to w oczy. Ale faktycznie, mimo tego, że Marlena zawsze była szczupła, teraz dało się zauważyć bardziej odstające kostki czy szczuplejsze palce. Zapytana o to strasznie się rozjuszyła i zamknęła się w swoim pokoju. Uznaliśmy, że to taki wiek i nie drążyliśmy, choć staraliśmy się ją obserwować. Nie wiem jak to robiła, ale nie zauważyliśmy żadnych nieprawidłowości. Jadła rano śniadanie, brała kanapki do szkoły widziałam jak zabiera jedzenie z lodówki. Pomyślałam, że pewnie ma jakiś stres w szkole i dlatego tak zmarniała. Zapytałam ją o to, ale w tym wieku dzieci chyba nie rozmawiają z rodzicami, bo coś odburknęła i na tym się skończyło. Całej prawdy dowiedzieliśmy się tydzień później. 

Dostałam telefon ze szkoły, że moja córka straciła przytomność na lekcji i zabrało ją pogotowie. W pierwszej chwili w ogóle to do mnie nie docierało, ale potem zadzwoniłam do męża i ruszyliśmy szybko do szpitala. Okazało się, że Marlena już się czuje lepiej, ale musieliśmy czekać na wyniki badań. A te były zaskakujące. Pani doktor poinformowała nas, że nasza córka ma… tasiemca. Dlatego jest coraz szczuplejsza, a może jeść coraz więcej. Straciła ponad pięć kilogramów. Poprosiłam córkę o wyjaśnienia i wtedy się dowiedzieliśmy o jej marzeniach związanych z modelingiem. O tym, że była już na kilku castingach, ale zawsze jej mówiono, że jeszcze jest za gruba. Tak więc przestała jeść, ale to nie dawało efektów. W internecie przeczytała, że skuteczną i szybką metodą są larwy tasiemca, więc tam też je kupiła. Zaczęła wykańczać swój organizm. Nie rozumiem jak ona mogła dać sobie wmówić takie rzeczy…

Marlena musiała zostać jeszcze jakiś czas w szpitalu, a lekarze musieli postanowić co z tym wszystkim zrobić. Jest jeden plus tej sytuacji. Marlena zrozumiała swój błąd i postanowiła bardziej realnie patrzeć na świat. Teraz trwa jej leczenie i mam nadzieję, że dostała nauczkę na całe życie… 

Jeśli podoba Ci się ta historia, podziel się nią! Udostępnij na Facebooku i Google+