Pedofil i siedmiu dzieciaczków

Pedofil i siedmiu dzieciaczków

Ludzka natura jest niemożliwa. Czasami w pozytywnym sensie, ale niestety coraz częściej w tym złym kierunku. Człowiekiem zaczyna rządzić chciwość, zawiść i zazdrość. Osobiście padłem ofiarą bardzo nieprzyjemnej sytuacji, gdzie poczynania pewnej osoby mogły doprowadzić do zniszczenia mojego życia. Zapewne to miała na celu, ale nie do końca wiem czym było to wszystko spowodowane. Ale tak jest, gdy starasz się być dobry dla wszystkich… 

Razem z żoną i nastoletnim synem przeprowadziliśmy się na osiedle w pewnym mieście. Nie było to najbogatsze osiedle, ale menelizny też tam nie było. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że mieszkają tu przyzwoici ludzie. Co się czasami może okazać nie do końca prawdą… No więc po przeprowadzce zacząłem szukać pracy. Przeprowadziliśmy się tam wtedy, bo moja żona dostała dobrą posadę niedaleko tego osiedla właśnie. Syn zaczął chodzić do szkoły, więc ja mogłem, a nawet powinienem też pracować. Miałem ukończone kursy pedagogiczne i dzięki temu przyjęli mnie w szkole jako wychowawcę świetlicowego. Miałem siedzieć z siedmiorgiem dziećmi, których rodzice pracują do późna. Jestem człowiekiem otwartym o łagodnym przysposobieniu, więc praca z dziećmi szła mi całkiem dobrze. Cierpliwość jest jedną z największych cnót w tej branży, a mi na szczęście jej nie brakowało. Choć oczywiście wszystko ma swoje granice. A te granice często przekraczał pewien chłopak, który z resztą był z tego samego osiedla co ja. Uwielbiał sprawdzać granice mojej wytrzymałości poprzez pyskowanie mi, wymądrzanie się czy nawet bicie kolegów.

Czułem, że on czeka tylko na to, abym go uderzył, aby mógł mnie zgłosić. Nic z tego, potrafiłem się opanować. Olewałem go, że tak brzydko powiem, no i zajmowałem się innymi dziećmi. To zagrałem z kimś w grę planszową, to w karty, albo po prosty pogadałem. Ale na niego nie poświęcałem czasu. Tylko miałem go na oku, aby nie rozrabiał. I tak to się jakoś ciągnęło. Jakież było moje zdziwienie, gdy któregoś dnia pod moimi drzwiami stanęła policja. Powiedzieli, że muszą ze mną porozmawiać na komisariacie. Byłem bardzo zdezorientowany, bo przecież nic temu dzieciakowi nie zrobiłem, mandatu tez nie dostałem ostatnio… Nie miałem pojęcia o co im chodzi. To wszystko widziała moja żona i syn. To nie było komfortowe. Na komisariacie mi oświadczyli, że zostaję zatrzymany z uwagi na podejrzenie o pedofilię. Zatkało mnie, gdy to usłyszałem. Ja i pedofilia?! Padło takie oskarżenie względem mnie, a oni oskarżenia tego typu traktują bardzo poważnie. Pozwolono mi zadzwonić do żony i gdy poinformowałem ją o tych niedorzecznych zarzutach ona oznajmiła mi, że już wie, bo sąsiadka jej powiedziała. Hmm, oni wiedzieli chyba jeszcze przede mną…

Zastanawiałem się skąd się znalazły te oskarżenia, ale nie potrafiłem nic wymyślić. Nigdy nic nie zrobiłem tym dzieciom, a po prostu byłem miły dla nich. Czyżby ktoś mnie o to oskarżał, bo pogłaskałem jakieś dziecko po głowie, albo dotknąłem jego ramienia? To wszystko nie mieściło mi się w głowie. Co najgorsze, siedziałem w tym areszcie zatrzymany do wyjaśnienia całej sprawy. Trwało to już chyba z pięć dni. Moja żona zaczęła wierzyć w te oszczerstwa. Powiedziała, że jak mnie wsadzą, to się ze mną rozwiedzie. Traciłem rodzinę, a przecież byłem niewinny. Po ponad tygodniu siedzenia w zimnych czterech ścianach za kratkami, oznajmiono mi, że sytuacja się wyjaśniła i jestem niewinny. Też mi odkrycie… Okazało się, że pewien rodzic złożył takie zawiadomienie po kłamliwych opowieściach swego dziecka. Chłopiec przyznał się, że nakłamał, bo mnie nie lubił i chciał się mnie pozbyć. Od razu na myśl przyszedł mi ten nieznośny chłopiec. Nie pomyślałbym, że jest zdolny do czegoś takiego… Wypuścili mnie z aresztu.

Żonie wybaczyłem to zwątpienie we mnie, bo to była trudna sytuacja dla nas wszystkich. Ale mogło się to skończyć źle. Przez głupotę, mógł rozbić moją rodzinę.  W szkole oczywiście już nie miałem pracy, bo mimo, że były to bezpodstawne oskarżenia, to jednak miały swój wydźwięk. Nawet jakoś im się specjalnie nie dziwię. Nawet nie wiem, czy sam bym nie odszedł. Mój syn nie miał już życia w szkole, a również na osiedlu nie byliśmy mile widziani. Postanowiliśmy, że się przeniesiemy. Zamieszkaliśmy w bardziej odległej części miasta. Moja żona ma dalej do pracy, ale tutaj zaczynamy od nowa. Na czystej kartce i bez pomówień.